Kolejny miesiąc i ciągłe stawianie czoła temu co się zdarzyło w ostatnim czasie i co dalej się dzieje. Czuję się bardziej bezradny niż bez nadzieji.

Brak mi słów by opisać to wszystko co działo się przez ostatni miesiąc. Walczę sam ze sobą by moje myśli nie wepchnęły mnie w rolę ofiary, którą tak czy inaczej się stałem. Życie z syndromem ofiary jest łatwiejsze bo nie trzeba brać odpowiedzialności za to co się wokół dzieje. Ja jednak, wolę mieć wpływ na zdarzenia które mnie spotykają.

Stres, stres, stres. Zastanawiam się ile jeszcze zniosę. Brakuje mi już sił. Ludzie myślą że każdej nocy podłączam się do jakiejś elektrowni atomowej i ładuję swoje akumulatory a tymczasem prawda jest nieco inna. Czuję się przygnieciony ciągłymi oczekiwaniami pomocy, wsparcia, pocieszania. Czuję jak mocno się wypalam w środku i mam wrażenie że już niewiele ze mnie zostało.
Wszystko dookoła się zmienia i pozostaje takie samo. Iluzja ruchu wprawia mnie w niepokój że tylko u mnie nic się nie dzieje albo dzieje się aż nadto. Moja dusza krzyczy niemym głosem. Przełykam łzy. I choć nie myślę o samodestrukcji czasami myślę, że może lepiej było się nie obudzić po operacji.

O 5:37 rano 13 czerwca br. przyszedł sms. Pani M zmarła w szpitalu 27 minut wcześniej. Kolejna osoba odeszła. Zajęło mi kilka dni aż dotarło do mnie co się stało. Idąc do kuchni nagle się zatrzymałem i wybuchnąłem płaczem. Na pogrzebie powstrzymywałem się jak tylko mogłem. Udało się. W domu jednak nie zdołałem powstrzymać płynących łez.

Dobranoc Pani M. 13. 06. 2016.

Od Ciebie się wszystko zaczęło. Tęsknota, radości, łzy, szczęście, ból, i … miłość. To Ty pokazałeś mi że mogę być kochany i jak kochać. To Ty pokazałeś że miłość mimo że trwa potrafi bardzo boleć a rozstanie może oznaczać koniec świata.

Od Ciebie się wszystko zaczęło. Ten blog, te wspomnienia, wspólnie słuchane muzyki, wspólne wieczory, przytulanie. Wydawało mi się że dałeś mi cały świat, który potem mi odebrałeś. I gdy nie odbierałeś moich telefonów bo wiedziałeś że to koniec, to nigdy mi tego nie powiedziałeś.

Od Ciebie się wszystko zaczęło. Pierwsze słowo „KOCHAM” i moje, na koniec: Jeśli się kogoś Kocha to się go nie porzuca. Tak właśnie się poczułem. I tak się czułem przez prawie 12 lat po tym, jak się spakowałem i wyprowadziłem od Ciebie. Bolało tak bardzo, że teraz z trudem potrafię płakać.

Od Ciebie się wszystko zaczęło… i się skończyło. I jak zwykle nic nie powiedziałeś. Wiedziałem że coś jest nie tak. Tylko szkoda, że tak późno moje obawy się potwierdziły.

Nadal Cię Kocham Mój Tygrysku. Mam nadzieję, że jest Ci tam dobrze, w niebie.

RIP
08.12.2015

IN PAIN

Brak komentarzy

Dochodzę do siebie po operacji. Myślałem że łatwiej to zniosę niż znoszę. To chyba kwestia wieku. Z wiekiem jest trudniej.

W ostatnim miesiącu wydarzyło się tyle ile normalnie się wydarza na przestrzeni 6 miesięcy. Po raz kolejny wyczekuję odpoczynku jednak jak na chwilę obecną niewiele się zapowiada na czas wolny od pracy. Jak to mówią byle do przodu. Ciekawe tylko jak długo tak pociągnę.

Tak intensywnego okresu dawno nie miałem. Przeprowadzka, zakupy, malowanie, praca no i na koniec rozłożyła mnie choroba. Od kilku dni leżę z 40 stopniową gorączką. Chyba zbyt dużo wiedzy jak na tą chwilę.

Paryz jak do tej pory nie urzekl mnie na tyle bym mogl powiedziec ze jest to miasto zakochanych i ogolnie jest cudownie. Wiezy Eifella nie widzialem, nie liczac tych na wystawach sklepowych. Komercja pierwsza klasa i zero romantyzmu. Jezyk a i owszem wspanialy, jednak jakos ludzie tacy dziwni. Chyba jak to francuskie slimaki i zabie udka. Ogolnie chlodno podszedlem do calej tej wizyty. Moze to kwestia ostatnich wydarzen i zawirowan w moim zyciu sprawily, ze przestalem oddawac sie romantycznemu nastrojowi i romantyzmowi w ogole.
Najwazniejsze ze tu jestem.

Odliczanie końca 2015 roku i spokój w jaki Nowy Rok się rozpoczął przyniósł więcej zapytań niż odpowiedzi. Dodatkowo, uczucie odzyskiwania kontroli nad swoim życiem dało mi pewność siebie którą utraciłem na jakiś czas. Chociaż owe odzyskiwanie pewności siebie zajęło mi kilka lat to cieszę się, że wreszcie mi się to udało. Teraz moje życie bardzie przypomina wyliczankę tego co jeszcze chciałbym zrobić niż to, czy w ogóle powinienem o tym myśleć. Wiem że jeszcze długa droga do tego co było ale mam przekonanie, że idę właściwą drogą. Moją drogą.


  • RSS