Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Przygotowania do zmiany pracy kosztowały mnie, obok ekscytacji, trochę nerwów. Wszystko przebiegło sprawnie i w miarę bez większych problemów. Generalnie od jakiegoś czasu nie mogę zbyt wiele narzekać na to, co się dzieje w moim życiu. No i wyjazd do Anglii który dostarczył mi wiele wiele radości.

NEW CHAPTER

Brak komentarzy

Nawet nie przypuszczałem że wszystko tak się szybko potoczy. Dostałem nową pracę i złożyłem wymówienie z obecnej. Nawet nie przypuszczałem, jakiej ulgi doznam po złożeniu wypowiedzenia. Mógłbym stwierdzić, że wraca mi ochota do radowania się każdego dnia.

Całe szczęście że udało mi się wyrwać z miasta na te 10 dni bo czułem, że co raz bardziej nienawidzę tego miejsca i ludzie zaczęli mnie mocno irytować. Wyjazd pozwolił mi na totalne nie robienie nic. Leżałem na tarasie opalając się i słuchając muzyki. Jednak po powrocie do domu rytm dnia przyspieszył tak bardzo, że zaczęło mi brakować czasu na wszystko. Mój schemat dnia i życia wyglądał bardzo prosto: praca, dom, praca, dom. Teraz odchorowuję.

Ciągle dochodzę do siebie po stracie Dr F. Staram się złapać równowagę której ogromnie mi brakuje. Staram się nie poddawać ale wiem, że na wszystko trzeba czasu.

Pamięci Mojego Kochanego Dr F S.
30. 12. 2016

EVERYTHING AND MORE

Brak komentarzy

Teoretycznie powinno się wszystko uspokoić i wrócić do równowagi. Teoretycznie tak być powinno. Wraz z zakończeniem jednego etapu w życiu rozpoczął się następny któremu, chcąc nie chcąc, muszę stawić czoła.
Dr. F i Prof. E przyjechali jakiś czas temu. Pani J całkiem niedawno. Składam swoje życie w jeden kawałek z tysiąca rozsypanych. Wiem, że to zajmie trochę czasu. Nawet o wiele więcej niż trochę.

Kolejny miesiąc i ciągłe stawianie czoła temu co się zdarzyło w ostatnim czasie i co dalej się dzieje. Czuję się bardziej bezradny niż bez nadzieji.

Brak mi słów by opisać to wszystko co działo się przez ostatni miesiąc. Walczę sam ze sobą by moje myśli nie wepchnęły mnie w rolę ofiary, którą tak czy inaczej się stałem. Życie z syndromem ofiary jest łatwiejsze bo nie trzeba brać odpowiedzialności za to co się wokół dzieje. Ja jednak, wolę mieć wpływ na zdarzenia które mnie spotykają.

Stres, stres, stres. Zastanawiam się ile jeszcze zniosę. Brakuje mi już sił. Ludzie myślą że każdej nocy podłączam się do jakiejś elektrowni atomowej i ładuję swoje akumulatory a tymczasem prawda jest nieco inna. Czuję się przygnieciony ciągłymi oczekiwaniami pomocy, wsparcia, pocieszania. Czuję jak mocno się wypalam w środku i mam wrażenie że już niewiele ze mnie zostało.
Wszystko dookoła się zmienia i pozostaje takie samo. Iluzja ruchu wprawia mnie w niepokój że tylko u mnie nic się nie dzieje albo dzieje się aż nadto. Moja dusza krzyczy niemym głosem. Przełykam łzy. I choć nie myślę o samodestrukcji czasami myślę, że może lepiej było się nie obudzić po operacji.

O 5:37 rano 13 czerwca br. przyszedł sms. Pani M zmarła w szpitalu 27 minut wcześniej. Kolejna osoba odeszła. Zajęło mi kilka dni aż dotarło do mnie co się stało. Idąc do kuchni nagle się zatrzymałem i wybuchnąłem płaczem. Na pogrzebie powstrzymywałem się jak tylko mogłem. Udało się. W domu jednak nie zdołałem powstrzymać płynących łez.

Dobranoc Pani M. 13. 06. 2016.


  • RSS