Stres, stres, stres. Zastanawiam się ile jeszcze zniosę. Brakuje mi już sił. Ludzie myślą że każdej nocy podłączam się do jakiejś elektrowni atomowej i ładuję swoje akumulatory a tymczasem prawda jest nieco inna. Czuję się przygnieciony ciągłymi oczekiwaniami pomocy, wsparcia, pocieszania. Czuję jak mocno się wypalam w środku i mam wrażenie że już niewiele ze mnie zostało.
Wszystko dookoła się zmienia i pozostaje takie samo. Iluzja ruchu wprawia mnie w niepokój że tylko u mnie nic się nie dzieje albo dzieje się aż nadto. Moja dusza krzyczy niemym głosem. Przełykam łzy. I choć nie myślę o samodestrukcji czasami myślę, że może lepiej było się nie obudzić po operacji.