Wpisy z okresu: 11.2012

OD – DO

Brak komentarzy

Chyba jestem nieco spokojniejszy po ostatnich bardzo stresujacych tygodniach mojego życia. Następuje okres pewnego spokoju. Ciekaw jestem na jak długo. Nie wpadając w czarnowidztwo, pewne rzeczy i tak się wydarzą, czy tego chcę czy nie.

Sam już nie wiem o czym tak bardzo marzyłem że wszystko to czego pragnąłem stało się tak bardzo niedostępne albo przeszło mało zauważone przeze mnie. Rozmarzony realista który ucieka z jednej skrojności w drugą. Każdy dzień jest jak biała karta na której nie ma nic. I gdy tylko coś się zapisze, rankiem już tego nie ma. Dzień jest rutyną. Oddychanie obowiązkiem na który nie mamy żadnego wpływu. A wszystko to takie przyziemne i znajome. A marzenia? Tak bardzo odległe i niedostępne. I jak bardzo moje.

Za pierwszym razem szok. Strach. Przerażenie i lęk. Pierwszy cios boli najbardziej. Kolejne już mniej. Oddanie sprawcy jest instynktowną reakcją mechanizmu obrony. Wtedy pojawia się pytanie: albo ty, albo ja?

JESTEŚ TAM

Brak komentarzy

Odpuszczenie sobie nie jest łatwe. Zmagam się z tym od dawna i im bliżej mi do celu czuję, że się od niego oddalam. Kolejna rocznica Pana B. Chwila zadumy. Dyskretny uśmiech i głęboki oddech. Trzeba nauczyć się jakoś żyć. A ja jestem w miejscu, w którym zastanawiam się czy warto i po co. Jeszcze nie stoję na parapecie i nie myślę o szkole latania. Pewne rzeczy jednak dzieją się zbyt szybko i intensywnie. I gdy tylko odpuszcze na chwilę, miną one bezpowrotnie na zawsze.

STOP BY

Brak komentarzy

Zaskoczenie i zdziwienie. Może mniejsze zdziwienie ponieważ gdzieś w głębi coś mi mówiło że tak będzie. Będzie tak, to znaczy jak? Zwykłe przeczucie. Żadne nadprzyrodzone moce. Łaska boża i natchnienie boże. To wszystko.

LIGHT UP

Brak komentarzy

Candle for me.

W pracy spędziłem cztery godziny oglądając telewizję, pijąc kawę, czytając gazetę i rozmyślając o wszystkim i o niczym a to wszystko w oczekiwaniu na szefową, która miała przeprowadzić wewnętrzny egzamin sprawdzający znajomość przepisów po ostatnich zmianach. Filmy były ciekawe. W gazetach nic ciekawego, kawa zbyt słaba choć musze przyznać, że tort całkiem całkiem. A rozmyślania… niczym zapchaj dziura albo jak kto woli, wisieńka na czubku przepysznego deseru. Vice wezwaa mnie do siebie i powiedziała, że musimy porozmawiać. Zbladłem. Usiadłem a przełożona stwierdziła, że jej tak strasznie się nudzi, więc aby zabić czas chciała z kimś porozmawiać. Godzina nie nasza. Zmiana. Szybkie przekładanie papierów i raportów z jednej sterty na drugą. Krótkie do widzenia i odpoczynek. W telewizji… jak zwykle powtórki tego co rano. Herbata? Smakowała. Obiad? Też. I gdyby nie urywające się telefony chyba bym zasnął i przespał zmianę do końca. Czuję w kościach zbliżającą się zimę. Dużymi krokami.


  • RSS