Wpisy z okresu: 5.2012

Wszystko mam…

W wolnym czasie łapię oddech przed lawiną pracy i czytaniem sterty dokumentów piętrzących się już od kilkunastu dobrych tygodni na moim biurku. W każdej chwili moje myśli ulatują w miejsce w którym czuję się dobrze i bezpiecznie. Do znajomego widoku choć nie do końca poznanej krainy, wewnętrznego ciepła i delikatnego muskania mej twarzy przez promienny uśmiech słońca. Mam wrażenie że przesiadłem się z pociągu klasy pośpiesznej do ekspresowej. Oddalam się tak szybko, że z każdą chwilą znany mi horyzont znika z pola widzenia. Hmmm tak, nie da się zatrzymać tempa które się sobie narzuciło. 

Love Actually. 

Uśmiecham się do siebie i… No właśnie i… Mam powody i choć… ojej. Nie mogę pozbierać myśli. Zadowolenie, radość, szczęście i… Wszystko jest we mnie.

Powrót do rzeczywistości jak na razie przebiega bezboleśnie i choć wiele za mną to i jeszcze wiele przede mną. Uśmiecham się do siebie i jest mi dobrze. Jak na razie nie obchodzą mnie wyniki badań. Co jest dzisiaj jest dzisiaj i niech tak pozostanie. Widzisz, szybko się uczę. 

Spakowanie walizki nigdy nie było takie proste, i kupno biletu by oderwać się choć na kilkadziesiąt godziń od deszczu, śniegu i ciężaru smutku. Te kilka dni dały mi więcej niż nie jeden urlop. Na nowo naładowałem swoje akumulatory i duszę nadzieją, że nie wszystko stracone. Zatrzymałem się na dłuższą chwilę w czasie i jest mi z tym dobrze. I jeśli płaczę, płaczę z tęsknoty i ze szczęścia.

Nieprzespane noce przerodziły się w niespokojne dni. Łzy niczym deszcz zmywają wszystko co napotkają nie tylko na mej twarzy ale i ostatnie siedem lat mojego życia. Uświadamiam sobie teraz że moje życie będzie wyglądało zupałnie inaczej niż to, do jakiego przywykłem. I tak siódemka okazała się liczbą, dla jednych która przynosi szczęscie dla innych zmiany. Z żalem pozwalając odejść przeszłości i życiu które było jedyne w swoim rodzaju. I jeszcze coś. Smutek, który mam nadzieję stanie się wyznacznikiem szczęścia i spokoju, którego mi teraz tak bardzo potrzeba.

Mam dziwne przeczucie, że bez kolejnej wizyty u lekarza się nie obejdzie. Ból we mnie narasta. Nie mam apetytu a na dodatek lekarstwa które mają pomagać przestają powoli działać. Może to już koniec…

O 22:50, Pani M zaczela dzwonic do swoich znajomych by opowiedziec im, jak jej minal dzien jednak zadne z nich nie odebralo telefonu. Pani M nie odebrala telefonu poniewa byla zbyt zajeta obcieraniem kurzu z lisci nowo zakupionej rosliny doniczkowej starajac sie ukryc zadowolenie z tego co pochlania ja bez reszty. Pani D nie bylo w domu kiedy zadzwonil telefon. Pojechala ona z wizyta do rodziny by omowic wazne sprawy i cieszyla sie, ze wreszcie nadszedl ten dzien. Pani J wyszla przed dom by wziac kilka glebokich oddechow przed snem, i usmiechajac sie do siebie spogladala w niebo kiwajac tylko glowa gdy niepotrzebne mysli naplywaly jej do glowy. A ja? No coz. Ja nie odebralem, poniewaz siedzialem w swoim ulubionym krzesle z filizanka ulubionej herbaty zaczynajac uczyc sie  po raz kolejny w zyciu cieszyc jak to jest, znowu byc wolnym.

Co jeszcze sie zdarzy?


  • RSS