Wpisy z okresu: 2.2012

Poranki ostatnich dni napawają do życia. Słoneczko świeci a temperatura prawie 20 stopni Celsjusza jakby zwiastuje nadchodzące lato, z pominięciem wiosny. Kwiaty w ogrodach zakwitly juz dwa tygodnie temu, a drzewa powoli budzą swą zieloną barwę z zimowego snu. Ucieczka w prace jest ucieczką od samego siebie. Od tego co w głowie i tego co boli. Jednak nie żałuję że na chwile zapominam o tym wszystkim. Żyć mi jest łatwiej wiedząc, że nie wszystko stracone i że zawsze jest jakiś wybór. Nowa ścieżka którą można podążyć, horyzonty do zobaczenia i widoki, do podziwiania. Można mówić wiele, bo słowa niosą w sobie treść. Uczuć jednak nie można wyrazić słowamy tylko czynami. A z tym w życiu już niestety trudniej. Wolę przytulać się samemu, niż być przytulanym z litości.

Usiedlimy z mamą nad filiżanką kawy probując rozmawiać o tym, co dalej. Mam wrażenie że jakoś sobie z tym wszystkim radzi ale wiem, że nie zawsze tak jest i tylko ukrywa przede mna swoje łzy. Na chwilę udaje mi się zapomnieć jednak wizyty w klinice i ciągłe oczekiwanie na wyniki badań chwilami potrafią wprawić mnie o zawrót głowy. Czy to się wreszcie skończy? Teraz, gdy wydaje się wszystko o wiele prostsze wcale takie nie jest w praktyce. Czuję się jakbym utknął gdzieś między niebem a ziemią. Nie czuję się jakbym należał tu, i nie jestem też częścią tego co na górze. Uśmiecham się twierdząc że wszystko jest dobrzxe ale wcale takie nie jest. Teraz widzę to o wiele bardziej dokładnie. Choroba zmienia człowieka.

Dzień wolny? Totalna bumelantka. Troszkę pracy i refleksja. Dokądkolwiek nie pójdę, zawsze będzie mi towarzyszyło uczucie niedosytu tego co mam, chociaż jestem wdzięczny losowi za wszystko co mi się przytrafia. Tak zwane dobre rzeczy, zawsze pozostają bez dyskusji a te niezbyt miłe, są przedmiotem długich debat. Czy to co mnie spotkało sprawiło że jestem nieszczęśliwy? Na pewno patrzę na życie zupełnie inaczej niż wtedy, gdy jedynymi moimi zmartwieniami były plany na przyszłość. Teraz, gdy osiągnąłem prawie wszystko, czuję się jakbym stał nad brzegiem morza i wypuszczał w jego stronę rurociąg którym popłynie sukces. I choć mam przekonanie że to już się dzieje, bo przecież sukces jest jak wino, zawsze musi mieć czas by dojrzeć i wejść w nasze życie pewnym krokiem bez obawy, że może jeszcze nie czas. Trudno, że nie ma mnie tam gdzie zawsze chciałem być ale może faktycznie, jeszcze nie czas. Może jest jeszcze tutaj coś do zrobienia. Chciałbym stwierdzić że odczuwam spokój, jednak chemia zżera moje poczucie spokoju i opanowania. Już nawet nic nie mówię lekarzowi by nie myślał sobie że nie daję rady. A ja się tylko uśmiecham i mówię, że wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze…

Zasnąłem o krótko po północy. Obudziłem się o 11 rano. Prawie połowa dnia ostała się na poduszce. Wizyta w klinice. Rozmowa z lekarzem. Wyników biopsji nie ma. Krótka wizyta w banku. Następnie sklep jeden, drugi i trzeci. Powrót do domu. Zero relaksu bo praca wzywała. Dzień niczym obóz pracy wypełniony od- do. A urlop? Ileż by człowiek dał za tydzień laby. A po dwóch dniach chodziłbym po ścianach jak nie po suficie z braku zajęcia. Człowiekowi nic nie dogodzi. Skomplikowana istota w swojej prostocie.

  ‚This could be it.


I think I’m in love


It’s love this time


It just seems to fit.


I think I’m in love


This love is mine

I can see you with me when I’m older
All my lonely night are finally over


You took the weight of the world off my


shoulders (the world just goes away)


Oh, when you kiss me


I know you miss me


and when you’re with me


The world just goes away


The way you hold me


The way you show me


that you adore me


oh, when you kiss me


oh, yeah


You are the one.


I think I’m in love


Life has begun


I can see the two of us together


I know I’m gonna be with you forever


Love couldn’t be any better


(the world just goes away)


Oh, when you kiss me


I know you miss me


and when you’re with me


The world just goes away


The way you hold me


The way you show me


that you adore me


oh, when you kiss me


oh, yeah


I can see you with me when I’m older


All my lonely night are finally over


You took the weight of the world off my


shoulders (the world just goes away)


Oh, when you kiss me


I know you miss me


and when you’re with me


The world just goes away


The way you hold me


The way you show me


that you adore me


The world just goes away


When you kiss me


I know you miss me


oh, the world just goes away


When you kiss me.’


 

Pewna epoka odchodzi do historii. Zamyka się rozdział by mógł otworzyć się następny. Obudziłem się o 4 rano z myślą że będzie to kolejny dzień. Dzień w pracy, nie różniący się niczym od wielu które już minęły. I nagle coś mi odebrało jedne z najlepszych wspomnień. Pomyślałem sobie, że trzeba iść naprzód. Nie ważne jakby nie było ale trzeba. Tylko że w tym pośpiechu brakuje już tchu. I czasu coraz mniej. I życie już nie mieni się takimi barwami jak kiedyś. Kiedyś wierzyłem że można pomalować swój świat na wiele kolorów które pozostaną już na zawsze. Myliłem się. Mimo że doświadczam radości moje kolory gdzieś się rozmyły. Wyblakły i straciły swój dawny blask. Zamknąłem oczy i pomyślałem o… I zrobiło się smutno. 

Moje serce śni sen który już się zdarzył. I tylko jego dalszego ciągu brak…

Tyle naraz świata
ze wszystkich stron świata:


moreny, mureny i
morza i zorze,


i ogień i ogon i
orzeł i orzech -


jak ja to ustawię,
gdzie ja to położę?


Te chaszcze i
paszcze i leszcze i deszcze,


bodziszki,
modliszki – gdzie ja to pomieszczę?


Motyle, goryle,
beryle i trele -


dziękuję, to dla
mnie o wiele za wiele.


Do dzbanka jakiego
ten łopian i łopot


i łubin i popłoch i
przepych i kłopot?


Gdzie zabrać
kolibra, gdzie ukryć to srebro,


co zrobić na serio
z tym żubrem i zebrą?


Już taki dwutlenek
rzecz ważna i droga,


a tu ośmiornica i
jeszcze stonoga!


Domyślam się ceny,
choć cena z gwiazd zdarta -


dziękuję, doprawdy
nie czuję się warta.


Nie szkoda to dla
mnie zachodu i słońca?


Jak ma się w to
bawić osoba żyjąca?


Nie chwilę tu
jestem i tylko na chwilę:


co dalsze przeoczę,
a resztę pomylę.


Nie zdążę
wszystkiego odróżnić od próżni.


Pogubię te bratki w
pośpiechu podróżnym.


Już choćby
najmniejszy – szalony wydatek:


fatyga łodygi i
listek i płatek


raz jeden w
przestrzeni, od nigdy, na oślep,
wzgardliwie dokładny i kruchy wyniośle.’
W. Szymborska
1923 – 2012


Powiało chłodem. Zrobiło się zimno. Refleksja goni refleksję a wskazówki zegara nie chcą zwolnić choć na chwilę. Przez przypadek w ręce wpadło mi zaświadczenie ze szpitala z ostatnich badań. Pogłębiło mi się w refleksji jeszcze bardziej. Pod kołdrą odnajduję spokój i bezpieczeństwo.

W nocy spałem tylko dwie godziny. O dziwo w pracy nie wyglądałem jak zombie i dzięki Najwyższemu, było dosyć spokojnie i wesoło. Kryzys nastąpił około godziny trzynastej. Krzesło stało się moim najbliższym przyjacielem a dobiegające mnie głosy brzmiały niczym kołysanka. 

Niczemu się nie dziwię i tylko czasami zastanawiam się jaki jest sens wszystkiego co się zdarza. Co następuje po sobie odbija swoje głębokie piętno w moim życiu. Każdy dzień jest naznaczony czymś innym i dzięki temu wiem, że jest wyjątkowy.

  • RSS