Wpisy z okresu: 12.2011

31.12.2011

Brak komentarzy

W pracy minorowy nastrój. Od początku zmiany odliczałem godziny do jej końca i nagle weszła koleżanka przynosząc mi stertę dokumentów mówiąc że to koniec miesiąca, koniec roku i że powinny być one wypełnione, podpisane a tym bardziej że cisza i spokój dookoła. Zajęło mi to z dobre cztery godziny gdy nagle rozdzwoniły się telefony i pager zaczął brzęczeć. Pomyślałem że wspaniale się zapowiada. I tak było do samego końca. Potem biegiem do domu, obiad, lampka wina i świętowanie. W tym roku stwierdziłem że będę obchodził Nowy Rok dwa razy. Polski i tutejszy. W końcu mi się też coś od życia należy. Moje życie, moje świętowanie, moja radość i pomyślność.

Co za ulga. Dzień wolny błogosławieństwem rządu i pracodawcy. Dzień spędzony w salonie piękności przyniósł rezultaty. Czuję się znacznie lepiej a i wyglądam jakieś 5 lat młodziej. I najwazniejsze, że nie robię tego dla kogoś. Robię to dla siebie.

WICHURA

Brak komentarzy

W pracy przez chwilę było dużo do zrobienia jednak po godzinie niczym nie strudzony zasiadłem do przeglądania dokumentacji zerkając co chwila na telewizję. Trudno było mi się skupić bo i z jednej strony musiałem się pilnować by nie zasnąć a z drugiej no coż, by dotrwać do końca zmiany. Wracając do domu zatrzymałem się na słupie a to z powodu wichury która postanowiła sobie pochulać właśnie w momencie kiedy skończyłem pracę. Nie uważam tego za ironię bo idąc z wiatrem szybciej doszedłem do domu. Jednak chwilami idąc pod, było to nie lada wyzwanie. W jednym kawałku dotarłem do domu i tylko szum za oknem przypomina mi to, przez co musiałem przejść. Wichura.

Niezapomniane to co w sercu na dnie. Radość, smutek i łzy i nadzieja, która umiera ostatnia.

W PRACY

Brak komentarzy

Zaszedłem dzisiaj do szefowej która przywitała mnie stwierdzeniem że nie wyglądam zbyt dobrze. Ona z resztą też nie. To znaczy przyznała po tym jak oceniła moją fizjonomię. Nie dziwię się i nie zaprzeczam. Moja natura buntownika w tej sytuacji schowała się cicho w kącie i spokojnie obserwowała dalszy bieg wydarzeń. niby nic wielkiego ale gdy wróciłem do siebie… no cóż. Miała rację. Dobrze że nie życzy się tutaj zdrowych świąt bo chyba albo bym zwymiotował albo zapłakał się na śmierć.

FOTOGRAFIA

Brak komentarzy

Właśnie dotarłem do punktu w którym staram się spojrzeć na wszystko z perspektywy której dotąd trudno mi przychodziło by się pogodzić z jej istnieniem. Nie zawsze wszystko wygląda tak jak bym chciał i nie zawsze otrzymuję to czego pragnę. W całym tym obrazie rzeczywistości dopatruję się sesnsu istnienia i odpowiedzi na tu i teraz ale wiem, że aby wzeszło słońce najpierw musi zajść. A gwiazdy zdają się świecić zbyt słabo by wskazywać mi drogi w ciemności.

Świąteczna gonitwa mnie nie dotyczy. Życie jakby toczy się obok mnie. W mojej głowie i to co dookoła wypełnia tylko praca. Nie narzekam bo lubię to co robię choć bywają momenty że zapytuję siebie, po co mi to wszystko. Niedługo koniec roku i znowu ja starszy o kolejny rok. No i jeszcze żyję. Gonitwa z czasem i nie wiadomo za czym jeszcze. Z utęsknieniem wypatruję weekendu. Kilkanaście godzin odpoczynku i kolejny cel na horyzoncie – przygotowywanie świątecznych potraw.

KOMUNIKAT

Brak komentarzy

Nadciąga śnieżyca. Pewnie jak jak zwykle zasypie drogi i w sklepach zrobią się puste półki bo wygłodniała rasa ludzi wykupi wszystko co się da. Czasami nie wiem w jakie zwierzę mam się wczuć. Czy w chomika by zgromadzić jak najwięcej czy może szczura, który prowadzi w swym wyścigu. Zdecydowanie wolę swoje cieplutkie mieszkanko. A cały świat? Niech się ściga ale beze mnie.

‚Jeszcze
nie umrę,

jeszcze wróci mi się uśmiech dzieciństwa.

To nic, że serce moje łopocze jak chory gołąb.

 

Za kolczastą różą polną też umierają suche echa,

jak uśmiech siwiejących starców.

 

Jeszcze
nie umrę,

jeszcze wróci mi się uśmiech dzieciństwa.

To nic że serce moje łopocze jak chory gołąb.’

05.12.2011



From here it looks like
an everyday tale.
Of girl meets boy, and boy meets girl.
In a sun-soaked, far flung part of the world.
She’s carrying water back from the well.
He’s circling round on rusty wheels
He’ll spin her a line
She’ll chance a smile
He’ll lend a hand
Offer a ride
He’ll teach her his balancing act for a price
For a price
And later that night the moon is a sign
Saying everything is good, everything is right
She’ll see his face when she closes her eyes
Breathe his name
Breathe it over and over again
She’ll pin a wish on her favourite star
He’ll steal her heart in more ways than one
But for now its sweet for now its fine
And the days roll in and the days roll by
She’ll swear an oath
He’ll take a vow
For better or worse, till death do us part.


And daylight silently closes its door and night
times curtains are slowly drawn.


He’ll offer his all


She’ll open her soul


And dawn follows dusk and dusk follows dawn


And love brings life


Love multiplies


It’s the way of the world


Or so we’re told


But all isn’t well


All isn’t good


And he’ll swear on his life and swear to god


But the tests don’t lie and his gift to her


Was graver than life


Darker than love


A ghostly sickness


Deep in the blood


And the girls at the well will cut her dead


And the eyes of the world will look away


And this is the story year upon year


Day upon day


Hour upon hour


How a fatal heirloom is doing the rounds,


A most unwelcome hand-me-down


A spiralling sickness


A sickening scourge


Raging through nations


Heart to heart,


Blood to blood,


Husband to wife,


Lover to lover,


Life to life,


Offspring to offspring


On and on


To daughter


To son


Handed over and passed along


Carried by links in the family line


Break this chain.



So an innocent mother will give to her child a gift it could very well live
without


And a child, before it has taken a breath has been
delivered into the arms of death


And this happens again and it happens again and
again and again and again and again


and again and again and again and again


End this connection
Break
this chain.’

  Simon
Armitage






  • RSS