Wpisy z okresu: 6.2011

Zeszłej nocy wymyśliłem
nową przyjemność i gdy wypróbowałem ją po raz pierwszy, anioł i diabeł rzucili
się pędem w stronę mojego domu. Spotkali się na progu i wszczęli bójkę o moją
świeżo wymyśloną przyjemność. Jeden krzyczał: „To grzech!”, drugi zaś: „To cnota!”.

Gibran


Za oknem pogoda jakby odgadła mój nastrój. Przeglądając się w szybie próbuję odnaleźć siebie z dawnych lat, lecz im bardziej się staram tym mniej dostrzegam. Gdybym tylko mógł przez chwilę ujrzeć zapomniane chwile i przeżyć je na nowo, może łatwiej byłoby mi zmagać się z rzeczywistością.

21/06

Brak komentarzy

Ledwie wstałem i znowu przywiodło mnie do lóżka. Czas leci nieubłaganie a wewnętrzna rozterka niczym tancerka balansuje na krawędzi. Mając wolność wybory wcale nie czuję jakbym miał znaczący wpływ na to co się stanie. Raczej odczuwam pewną niemoc widząc że tak naprawdę wszystko dzielone jest na pół. Mogę zrobić pierwszy krok, jednak zawsze znajdzie się coś co powstrzyma mnie przed kroczeniem naprzód. Uczenie się życiowej mądrości przychodzi mi z pewnym trudem. Wciąż walczę nie wiedzieć czemu i trudno mi się zdecydować na poddanie. O ile życie było by prostsze gdyby nie wyścig z czasem i walka z własnymi słabościami. 

Mam dziwne uczucie że znowu utknąłem w miejscu. Sterta dokumentów do wypełnienia i aplikacji do wypisania. Przeraża mnie to wszystko. O tyle dobrze że zdaję sobie sprawę że za tym wszystkim stoi ogromna ilość stresu jakiego doświaczyłem przez ostatnie prawie dwa miesiące. Cudowny prezent na urodziny. Sam nie wiem czego bardziej się boję. Faktu odniesienia sukcesu czy próby zmierzenia się z losem. Chwilami odczuwam że nawet uciekając, w pewnym momencie dogonię swój własny cień. Z drugiej strony może wydać się jeszcze bardziej przerażający niż to, co widzę za swoimi plecami. Jakże łatwiej by mi było wiedzieć i żyć z myślą iż to co jest nie jest trwałe, i to co trwałe zawsze może mieć swój kres. A o wszystkim decydować mógłbym ja sam. Moje życie które tak naprawdę nie jest moje i oddech który wymusza na mnie zmierzanie się z każdą przeszkodą. Po 15 latach wróciłem do miejsca w którym wiele się zaczęło. Miejsca które ukształtowało moje myśli i pchnęło osobowość do zmierzenia się ze swoimi słabościami. Aż trudno w to uwierzyć że to już tyle lat. Nawet nie sądziłem że tego dożyję albo i doświadczę na nowo. Nie. Nie doświadczę. Zbyt bardzo bolało i mimo że wyniosło mnie tak daleko mój świat był moim światem, a życie zawsze przycumowane do jego przystani. Teraz jestem samotnym żaglem dryfującym po niezbadanym oceanie na którym gdzie tylko nie spojrzę widzę albo fale, albo zachodzące słońce tonące w morskiej głębi. Z jednej strony czuję rosnącą we mnie siłę do walki z drugiej totalne poddanie. Balans niezdecydowania i ogłady z losem. Kpina z tego co się dzieje i głęboka żałość na to co się stało. 

All my life I’ve waited for the right moment to let you know,
I don’t wanna let you go,
But now I’ve realized there’s just no perfect time
To confess how I feel,
This much I know is real

So I’ll refuse to waste one more second without you knowin’ my heart
Baby, ‘cause I don’t need anything else but your love,
Nothing but you means a thing to me,
I’m incomplete
When you’re not there,
Holding me, touching me I swear
All of the rest could just disappear
And I wouldn’t even care,
As long as you’re there.

Take these words,
Don’t let them go unheard,
This is me reaching out,
I hope you can hear it now
‘Cause, baby my heart said stay,
Take it, it’s yours to break
I’d rather try and lose,
Than keep this love from you, yeah

So I’ll refuse to waste one more second without you knowin’ my heart
Baby, ‘cause I don’t need anything else but your love,
Nothing but you means a thing to me,
I’m incomplete
When you’re not there,
Holding me, touching me I swear
All of the rest could just disappear
And I wouldn’t even care,
As long as you’re there.

Each day and night,
That I’ve kept this a secret,
It’d kill me; it’s time to share what I feel inside

I don’t need anything else but your love,
Nothing but you means a thing to me,
I’m incomplete
When you’re not there,
Holding me, touching me I swear
All of the rest could just disappear
And I wouldn’t even care,
As long as you’re there…

As long as you’re there…
Ohh…’



ANGEL EYES

Brak komentarzy

Od kilku dni próbuję dojść do siebie. Nieźle mi idzie bo przynajmniej jakoś funkcjonuję i sam się sobie dziwię, że humor dopisuje mi jak nigdy. Ironia przez duże ‚i’. Nagle wszystko zaczęło wirować i okładać mnie pięściami. Mawia się że nie kopie się leżącego. Do kogóż to ja mam wnieść skargę na los? Na to co mnie spotyka i na doświadczenia życiowe których nie wiedzieć czemu ciągle mi mało. 

Walizki prawie spakowane. Jestem gotowy do podróży. Jeszcze tylko kilka dni i wylot. Gdybym tylko wiedział ile jeszcze przede mną… Jakie drzwi stoją przede mną otworem. I co jeszcze zostanie mi objawione bym zrozumiał po co żyję.
 

Zatruty chemią leżę na łóżku wpatrując się w okno i zachodzące słońce. Mam szęście – myślę sobie spoglądając na kolejne opakowania tego co ma mi przedłużyć życie. Mam więcej myśli niż rozwiązań i wciąż brak ostatecznej konkluzji. Czuję się jak w zawieszeniu oczekując że moje życie ktoś przeżyje za mnie. Nie mam już sił na ucieczkę. Wiem że nie ucieknę przed samym sobą, przed moim ciałem i myślalmi które towarzyszą mi nawet wtedy gdy zamykam oczy na sen. Niegdyś odległy świat stał się przerażający blisko a marzenia które do tej pory były na wyciągnięcie ręki, nagle zmieniły położenie przenosząc się w inny wymiar stając się tym samym niedostępne i nawet już nie kuszą swoim blaskiem. Cokolwiek się zdarzy chcę wierzyć że na zawsze. ‚Mogę’ przeszło w obojętność a chcę zastąpiło chleb powszedni. Zmiany na lepsze? Ładnie brzmi, jednak czy będąc zdrowym i posiadając to o czym zawsze marzyłem sprawi że będę szczęśliwy? 

LIE ME NOT

Brak komentarzy

Uciekam przed samym sobą.

No i się rozpadało. Po krótkim lecie nastąpiła jesień. Co za perspektywa radosnej egzystencji. Większą część dnia spędzam w łóżku. Faszeruję się chemią w nadziei że mi pomoże. Że dzięki temu zyskam więcej czasu. Im więcej nad tym rozmyślam tym częściej dochozę do wniosku że ja już nie mam tak naprawdę za czym gonić. Staram się godzić z losem i tym, że życie nie jest na zawsze. Jednak w dalszej perspektywie chciałbym mieć wpływ na to co nastąpi i w jaki sposób. Zamknąć oczy i zasnąć. I nigdy już się nie obudzić.

Czas jakby przyspieszył. Każdy dzień uplywa mi niczym mrugnięcie oka. Pobudka, rysznic, poranna kawa, praca, posiłek prysznic i łóżko. Nieodłączni przyjaciele na których zawsze mogę liczyć. Spoglądam w niebo i widzę tylko mewy tańczące wśród chmur. Chciałbym być tam gdzie być nie mogę. I chyba zawsze już będę tęsknić do przeżytych chwil i niemożnośći naprawienia błędów przeszłości. Mimo wszystkiego jedno wciąż się nie zmienia. Im więcej lat mi przybywa tym mocniej i bardziej wyczekuję końca.


  • RSS