Wpisy z okresu: 7.2010

Koniec pracy rozpoczął się od tematu Boga. Sensu poszukiwania i uczucia ogólnego rozbicia. Dyskomfortu a może wyczerpania psychicznego i fizycznego, sam już nie wiem. Zaczęło się od rozmowy z Panem T. Po chwili skapitulowałem. Przyszła Pani I. i zapytała co jest. Wzruszyłem ramionami i powiedziałem że w zasadzie to nic ale byłoby miło gdyby jednak coś było. Poszła do Pana T. i powiedziała że musimy porozmawiać po czym wróciła i powiedziała że Pan T. czeka. Spuściłem głowę i powiedziałem że nie mogę, że nie jestem jeszcze gotowy. Że jeszcze nie teraz. Pani I. spojrzała na mnie, złapała za rękę i siłą wepchneła mnie do pokoju gdzie czekał Pan T. i rzekła: skoro już tu jesteście we dwóch to mam pytanie. Czy ty? (Pan T. powiedziedział ‚tak’). Po czym zwróciła się do mnie z tym samym pytaniem na co ja odrzekłem a w zasadzie odmruknąłem z akcentem na przytakiwanie że tak. Popatrzyła na nas i powiedziała że teraz mamy sobie trochę do powiedzenia po czym wyszła. Wróciła się na chwilę by upewnić się że żaden z nas nie uciekł. Upewniwszy się że nadal tam jesteśmy gdzie nas zostawiła, uśmiechęła się szeroko i wyszła. Pan T. spojrzał na mnie i nerwowo zaczął coś pisać na kartce. Po czym wręczył mi ją a ja z wielkim nietaktem zapytałem czy to jego numer telefonu i przeczytałem go na głos twierdząc, że troszkę nagryzmolił i chciałbym się upewnić czy to właściwy numer. Spojrzał na mnie z niesmakiem ale uśmiechając się przez zęby powiedział że wszystko się zgadza. Popatrzyłem na niego i powiedziałem: napiszę do ciebie później. Wciąż mam kilka godzin do końca zmiany. Odwróciłem się i poszedłem w swoją stronę. Myślałem chyba przez dobre pół godziny czy i kiedy powinienem napisać. Nagle niespodziewanie odwróciłem się i prawie wpadłem na Pana T. wydając dzwięk niczym zdychająca żaba: to ty jeszcze tu jesteś? Pan T. spojrzał na mnie jak na kosmitę i z uśmiechem odparł że tak, że jakoś nie może wyjść do domu. No i się zaczęło. 

‚People are coming and going. Soul stays the same.’

Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Stara to prawda i jakże wciąż na czasie. Dziwną rozgrywasz grę której zasad sam nie znasz. Nawet nie trudzisz się ich ustalić dla siebie. Wciągasz mnie w swoje chore kłamstwa w nadzieji że może tym razem w nie uwierzę. Zbyt słabo kochasz siebie by pokochać innych. Widzisz? Nie wszystko jest tak jak kłamałeś by było. A dostajesz to, od czego uciekasz w obawie że się kiedyś powtórzy. Wypowiadasz wojnę nie licząc się z jej konsekwencjami. Zarzucasz mi brak dyplomacji i niewiedzę na co się piszę podnosząc rękawicę. Różnica między mną a tobą polega na tym że ja się nie boję umierać za swoje ideały. A ty? Pełne spodnie strachu i myśl że może nikt nie zauważy jak bardzo się boisz. Jesteś dla mnie jedną z najtrudniejszych lekcji. Z rozrzewnieniem wspominam wpis do pamiętnika którego dokonałą surowa lecz sprawiedliwa nauczycielka: Gdy wspomnisz ze szkolnej ławy, te miłe chwile wesołe zabawy i tych, co stali nad tobą wiecznie wołając: Siadaj! Źle! Niedostatecznie. 

Za nic nie mogę przypisać cię do żadnej z kategorii. Nie jesteś ani surowy ani sprawiedliwy. Wolisz niszczyć zamiast się dzielić. Ja wolę dać i się cieszyć. Nie muszę mieć wszystkiego ale chęć posiadania motywuje mnie do dalszego życia a ciebie? Twoją motywacją jest próżnia. Nie chcę być jej częścią.

Na urlopie praca wre pełną parą. Na szpitalnym korytarzu minął mnie dr B. Udał że mnie nie poznał albo też przyjechał tylko na konsultacje. A może po prostu nie chciał rozmawiać bądź był zamyślony na tyle, by nie rozglądać się na boki. Udając że czytam kartę pacjenta minąłem go bez słowa. W końcu to był koniec pracy i podsumowanie nie zrobi się samo. Widzę że coś się zmienia. Wspomnienia jakby prawdziwe ale zastanawiam się na ile są one jeszcze prawdziwe. Chciałoby się uciec. Uciec? Ale dokąd?

Stwierdziłem że pączki poprawią mi nastrój. Całodzienne poszczenie znalazło upust obżarstwa wieczorem. Kąpiel, gorąca herbata i pączki. Wieczór filmowy i analizowanie kwadratury koła pączka z cukrem. Czego to ludzie nie wymyślą. Pączek z dziurą. A miało być tak pysznie. A może to mi się gust zmienił i jakoś nie dostrzegam piękna ocukrzonego pączka z dziurką? 

Po chwili nostalgii i zamyślenia zacząłem odliczanie do rozpoczęcia jutrzejszej pracy. 11 godzin. Tyle i aż tyle ale nie na tyle. Krótsza zmiana. Chwila odpoczynku i kolejna wieczorem. Pieskie życie. A mówią że niewolnictwo zostało zniesione a wszystkie psy idą do nieba.

20

Brak komentarzy

Powiało smutkiem. Spór o pana T zakończył się niedokończonym zdaniem. Wielokrotne tłumaczenia rozpościerają ponurą wizję przyszłości. Nie wiem co dalej. Nie chcę się nawet domyślać. Smutek odbija się od ścian i dociera do serca które krwawi. Świata nie zbawię ale to co odczuwam to moje.

Obudził mnie dudniący odgłos deszczu rozbijającego się o szyby. Otworzyłem oczy i ujrzawszy szarość dnia z ogromnym trudem dźwignąłem się z łóżka. Pomyślałem choć raz mogło by być upalnie i słonecznie przez dłużej niż godzinę. Niczego nie zmienię. Sam wybrałem miejsce i jak narazie ta część świata pozostaje w obszarze mojej okupacji. Szarość dnia i szkolenie pani M. Tłumaczenie i powtarzanie. Kolejna sesja już jutro. Tym razem z notatnikiem.

CHANGES

Brak komentarzy

Zrobiło się tak jakoś dziwnie. Pusto i obco. Więcej czasu na myślenie i dużo spraw do przemyślenia. Teoretycznie nic nie pogania jednak na plecach daje się wyczuć oddech pośpiechu. Dokąd to wszystko prowadzi? Pragnienie poznania odpowiedzi jest silniejsze od pokory czekania. Przeprowadzka na horyzoncie pomnaża i tak już piętrzące się pytania o to co będzie jutro. Czy mimo wszystko wzejdzie słońce? Czy wznoszący się księżyc utuli mnie do snu? Jeśli tak to jak to wszystko będzie? Zamykam oczy i wyobrażam sobie siebie. Dom, choinkę i święta. I to wszystko moje.

FREZJA

Brak komentarzy

W moim ogródku zakwitła po raz pierwszy posadzona przeze mnie frezja. Biały kwiat i wspaniały zapach wprawił mnie w iście radosny nastrój co zaowocowało podśpiewywaniem sobie pod nosem od samego rana. Cieszy mnie że kwiat na który czekałem tyle tygodni wreszcie pokazał swoje piękno. Raduje mi się dusza i ogarnia szczęście.

Odpoczynek ma to do siebie że kiedyś się kończy. Praca a raczej powrót do pracy zawsze wywołuje mieszane uczucia. Wydarzenia ostatnich dni spowodowały mała konsternację i pytanie co dalej. Im więcej nad tym myślę tym dostrzegam więcej możliwości. Dokonywanie wyborów wiąże się z pewnym ryzykiem ale nigdy nie można być pewnym co się stanie jeśli… I choć podążanie za marzeniami jest jedną z ważniejszych rzeczy w życiu trzeba być przygotowanym na wzięcie odpowiedzialności za swoje decyzje.


  • RSS