Wpisy z okresu: 6.2010

Jakby nie było wiele spraw układa się dobrze. A może po prostu mój dobry nastrój spowodował optymistyczne nastawienie do świata. Sam nie wiem a może nie chcę się domyślać. W każdym bądź razie mała lampka wina by celebrować uzyskanie certyfikatu.
Dzisiejsza pobódka o 6 rano była zapowiedzą braku powrotu do łóżka przed właściwą pobódką co rano. Odbiło się to na popołudniowym zebraniu pracowników. Prawie przysnąłem i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że siedziałem w pierwszym rzędzie na przeciw prelegenta. Było nie było godzinne zebranie było niczym zbawienie. Odpoczynku nigdy za wiele.

Wygląda na to, że posprzeczałem się z lekarzem prowadzącym. I choć nie padło nic wprost to dało się wyczuć w powietrzu lekkie zdenerwowanie i zniecierpliwienie. Moja postawa nader niezwykle niezdecydowana w pewnej kwestii wzbudziła irytację.
O godzinie 22:40 odpoczywam już w łóżku. To był ciekawy dzień.

Stresy ostatnich dni rozłożyły mnie na dobre. Śpie więcej niż 24 godziny na dobę, nie wychodzę z łóżka i prawie nie ruszam się z domu. A może na odwrót? W każdym bądź razie sypialnia, kuchnia łazienka to jedyny mój świat ostatnio. Ogólne zmęczenie, rozbicie i uczucie zimna jakby przepowiadały to, co ma nadejść. Czy się boję? Tak. Boję się bardzo. Co będzie i jak dłiugo. I czy wreszcie kiedy się skończy.
Gorycz w ustach odbiera słodycz życia. Wanna wypełniona po brzegi gorącą wodą wzywa do ogrzania organizmu. Dwie kołdry i dwa koce gotowe do snu. Tylko nie ja. Jeden. Tylko nie ja.

PROROK

Brak komentarzy

Nie mogłem wycisnąć z siebie ani jednej łzy. No może po za jedną która zakręciła mi się w oku w momencie gdy ukradkiem przeczytałem co było napisane w dokumentacji medycznej leżącej na biurku lekarza. Starałem się zachować zimną krew i poważną twarz. Chyba udało mi się i z jednym i z drugim. Nie mam już czasu na rozczulanie. Moje życie. Żałosne ale moje. Moje i niczyje inne.

Ostatnie porządki przed wyjazdem. Przeglądanie zdjęć i dokumentów z czasów, gdy wszystko wydawało się być takie proste i beztroskie. Wiara w bezgraniczny cud sukcesu i miłość dzięki której człowiek wznosi się ku niebu. Wszystko miało być takie proste z wiekiem i wolne od trosk problemów z którymi łatwo sobie poradzić. Rozczarowanie przyszyło wspomnienie o zachodzącym słońcu na plaży i wieczorach gdy w księżycowym blasku góry Alaski kołysały mnie do snu. Myślę że mimo wszystko tak miało być choć w głębi duszy krzyczę ‚nie’. Pozostał jedynie niemy krzyk który mimo że go nie słychać rozbudza żal i nadzieję pogrzebaną na zawsze.

Rewelacje ostatnich dni przyprawiają mnie o szybsze bicie serca. Nadal nie wiem gdzie leży prawda i co tak naprawdę dla mnie ona znaczy. Wierząc że to wszystko ma sens staram się żyć w równowadze będącej podstawą ludzkiej egzystencji. Wielokrotne zadawanie pytań kończy się zawsze tym samym rozczarowaniem. Niby wszystko jest dla ludzi i zrozumienie odpowiedzią na problem jednak zbyt wiele ‚nie’ wzmaga we mnie frustrację i poczucie bezradności.
Przecież tak na prawdę ty nic o mnie nie wiesz.

POJEDYNEK

Brak komentarzy

Zdziwiło mnie zachowanie… Było jak policzek. Nadstawiając drugi nie przewidywałem że oberwę po raz trzeci.

LHR

Brak komentarzy

O mały włos a nie zdążyłbym na samolot. Co prawda jeden przyleciał o czasie ale przedostać się przez wszystkie punkty kontroli bezpieczeństwa znacznie nadszarpnęły czas który chciałem przeznaczyć na zjedzenie obiadu przed kolejnym lotem. Doleciałem głodny. Tuż po przylocie udałem się do restauracji gdzie napełniłem trochę swój żołądek bo opadałem już kompletnie z sił. Jeszcze prysznic i spać. Wiele wrażeń i wciąż to samo uczucie zmęczenia.

Po pracy biegiem do domu. Setka telefonów i wieczorne spotkania przed odlotem. Upychanie ostatnich rzeczy do walizki i biegiem na lotnisko. Za dużo stresu i zdrowie już nie te.

4.20

Brak komentarzy

Czuję się coraz gorzej. Coraz częściej czuję się słaby i śpiący. Nie mam siły na wiele. W poniedziałek mam rozmawiać z lekarzem na temat konsultacji medycznej i dalszego postępowania. Moje ciało najwyraźniej odmawia mi posłuszeństwa. Wiedziałem że już niedługo dojdzie do tego, że… Chyba nie jest już ważne… nie wiem czy to ma jakiś większy sens. Chciałbym umrzeć we śnie.


  • RSS