Wpisy z okresu: 5.2010

Powroty do pracy nie są łatwe nawet wtedy, gdy praca przynosi pewne spełnienie. Rozczarowanie pewnymi wydarzeniami, zwrotami, słowami i czynami odwraca tendencję zaufania o niemalże 180 stopni. Chciałoby się powiedzieć że wszystko będzie dobrze podczas gdy dobrze się wie, że tak nie jest i nie będzie. Wielkie wymagania i jeszcze mniej sprecyzowanych celów. Zaczyna mnie to mierzić mimo że czuję się w miarę bezpiecznie w pracy.
W domu wysiadł przepływowy ogrzewacz wody. Ekipa fachowców ma przyjść pod koniec tygodnia by go wymienić. Za oknem prawie zima. Już nawet po cichu zaczynam tęsknić za gorącym Meksykiem czy słoneczną lecz nieco chłodną Kalifornią, miastem Aniołów i wszystkiego tego co się z nim wiąże. Paszport w kieszeni. Bilet w dłoni. Niespakowany bagaż i sterta marzeń na zakurzonej półce cierpliwie czekają na ich realizację. Jeszcze jedno przesięwzięcie i będę mógł powiedzieć że jest dobrze. Że jest dobrze…

Weekend pod znakiem świętowania. Lampka wina, goście, słoneczna pogoda dzięki której zagościł uśmiech na mojej twarzy. Lubię takie dnie gdzie dobrze jest. I czas na odpoczynek.

Dzień za dniem goni pracę. A może to właśnie praca goni każdy dzień. Motywacja przeradza się w wydłużony okres pozostania w koncentracji umysłu. Akcja i reakcja. I ból głowy. Niedługo kolejny wyjazd. Jeszcze się nie spakowałem a szczerze mówiąc mam już dość. Zwykłe przemęczenie i kolejne etaty sprawiają że brak opoczynku wymusi u mnie po raz kolejny potrzebę odespania całego stresu jak i zmęczenia. Moja dusza już śpi.

‚Pourquoi je vis, pourquoi je meurs
Pourquoi je ris, pourquoi je pleure
Voici le S.O.S
D’un terrien en détresse
J’ai jamais eu les pieds sur Terre
J’aim’rais mieux être un oiseau
J’suis mal dans ma peau

J’voudrais voir le monde à l’envers
Si jamais c’était plus beau
Plus beau vu d’en haut
D’en haut
J’ai toujours confondu la vie
Avec les bandes dessinées
J’ai comme des envies de métamorphose
Je sens quelque chose
Qui m’attire
Qui m’attire
Qui m’attire vers le haut

Au grand loto de l’univers
J’ai pas tiré l’bon numéro
J’suis mal dans ma peau
J’ai pas envie d’être un robot
Métro boulot dodo

Pourquoi je vis, pourquoi je meurs
Pourquoi je crie, pourquoi je pleure
Je crois capter des ondes
Venues d’un autre monde
J’ai jamais eu les pieds sur Terre
J’aim’rais mieux être un oiseau
J’suis mal dans ma peau

J’voudrais voir le monde à l’envers
J’aim’rais mieux être un oiseau
Dodo l’enfant do.’

Cudu.

Impreza za imprezą. Późne chodzenie spać i jeszcze póżniejsze poranki. Ilość wypitego alkoholu zmiejsza się z każdym łykiem i stan upojenia przychodzi łatwiej niż do tej pory. Zapijanie złego samopoczucia stwarza chwilową iluzję uzdrowienia. Nic nie boli, świat się śmieje tylko w środku odzywa się głos tęsknoty i przeraźliwy krzyk pytania: dlaczego!
Nic się nie zmienia no może poza jednym. Choroba postępuje. Lekarz tylko patrzy i spokojnym głosem powtarza że wszystko będzie dobrze. Oszukiwanie siebie już tak dobrze na mnie nie działa. Rzeczywistość zajmuje miejsce marzeń. Rozczarowanie staje się częścią codzienności. Nie ucieknę od tego. Ciągle próbuję jednak czasami… brakuje mi już sił. Wszystko będzie dobrze? Jak dla kogo. Bo chyba już nie dla mnie.

Lekarz uśmiechnął się i powiedział że to już nie żarty. Nie wiem tylko czy miał na myśli moje zdrowie czy uwagę którą wycedziłem przez zęby. Nie wiem a może wiem i nie przyjmuję tego do wiadomości. Obyło się bez łez. Wiem co mnie czeka.

ARI

Brak komentarzy

Z obojętnością patrzę na siebie i z jeszcze większym optymizmem na całą beznadziejną sytuację do jakiej nieuchronnie zmierzam. Nie liczę już na ocalenie. Zbyt wiele żalu, pretensji i poczucia niesprawiedliwości jest we mnie bym mógł powiedzieć że dam radę. Jest jak jest i w sumie dobrze że tak jest bo przynajmniej jakoś jest. W każdym słowie pobrzmiewa sarkazm. W myślach tłoczą się same niecenzuralne słowa. A wizyty w szpitalu przestały mnie przerażać. Przecież od tego nie umrę. Ja już umieram.

27.7%

Brak komentarzy

Urlop zacząłem od wizyty w górach. W górach śnieg. Wieje wiatr. Zmarzłem. Ogrzanie przyniosła szklaneczka whisky. Wraz z nią… stan upojenia, zmęczenia i snu. Lotniska nadal pozamykane. Strajk może być odwołany a ja? Podpełznę do łazienki i z trudem odkręcę prysznic. Kąpiel i sen. Norma wykonana. Aż żyć się nie chce.

IATA

1 komentarz

Nareszcie urlop. Strajk British Airways. Pył wulkaniczny. Jedyne co cieszy to upragniony wypoczynek. Wyjazd jutro. STOP

‚If you leave
All will be old
And the earth will live without us

I believe in you
And I would prefer
That it rotates with us

Do whatever you will want to
Do whatever you want
But stay here
Do the warmth and the cold
And if you leave me a bit of rain
I have my love that makes sun

I sleep with you
Even if you’re not here
You are my only dream

My only country
And my only friend
And my love in music

Do whatever you will want to
Do whatever you want
But stay here
Do the warmth and the cold
And if you leave me a bit of rain
I have my love that makes sun

If we have to wrestle
I will fight too
I will play my life
My last card to keep you

Do whatever you will want to
Do whatever you want
But stay here
Make you toy out of me
And if you leave me a bit of rain
My love will change my nights in sun.’

Co za dzień. Wszystkie litery alfabetu, wszystkie możliwe niecenzuralne słowa we wszystkim mi znanych językach. Moje pragnienie wciąż powraca.


  • RSS