Wpisy z okresu: 11.2009

NA DUSZY DNIE

Brak komentarzy

Poranne wstawanie o godzinie 10:30 jakoś mi nie służy. Ból głowy i uczucie ogólnego rozbicia wprawiło mnie w jeszcze większe poddenerwowanie i irytację. Nie ma to jak dzień wolny od pracy i złość do spóźnionej kawy. Nie chodzi tu o nic innego w sumie jak tylko o irytację. W sumie jest lepsza od kawy. Ponieważ podniosła mi skutecznie ciśnienie które trzyma mnie na nogach do teraz. Gdyby nie fakt jutrzejszego dnia w pracy, może zdecydowałbym się pójść na jakąś potańcówkę. Nawet w moim wieku czasem można.

Wybaczanie sobie chyba nigdy nie było moją najmocniejszą stroną. Odpuszczanie sobie win i grzechów oznaczałoby ciche przyzwolenie na odejście i podążanie nową drogą. Długo szukając swojej drogi dochodzę do momentu w którym jakby nie było nie wiem co dalej jest. I bez znaczenia jest tutaj czy owa droga jest oświetlona czy też całkowicie pozbawiona światła. Widzę przed sobą zaledwie kilka metrów. A dalej nawet nie ma mgły. Dzwine to uczucie wiedząc że coś musi być za najbliższym zakrętem a jednak obawa przed tym co się tam znajduje jest silniejsza od pragnienia wyrwania się z sieci. Samotność i niewiadoma utwierdzają mnie w przekonaniu że wygrywa silniejszy a słabszy musi odejść. Dojrzewam do świadomości wyboru.

Nadszedł dzień wolnego. Odpoczynek przeznaczyłem na przegląd co w sklepach i w zasadzie jedne z ostatnich zakupów w tym miesiącu no i na kilkanaście pierwszych dni grudnia.
Powoli szykuję się do kolejnej przeprowadzki. Transfer w pracy w zasadzie jest załatwiony, jednak nie chcę się decydować na przeprowadzkę przed świętami ale w styczniu… to już na pewno wszystko ruszy pełną parą do przodu. Nie wyobrażam sobie innego kierunku. Nawet jak człowiek umiera to powinien to robić nogami do przodu. Wszystko w tą samą stronę.

ZANIM

Brak komentarzy
‚Powiedz ile jeszcze spadnie gwiazd
Zanim odgadniemy noc
Ile serc uniesie stary świat
Zanim się obróci w proch
Powiedz jakich trzeba użyć słów
By powstrzymać ludzkie łzy
Ile jeszcze trzeba odkryć prawd
By prawdziwie zacząć żyć

Zamigotał świat tysiącem barw
Tysiąc nowych pytań przywiał wiatr
Słońce świeci nocą księżyc za dnia
Coraz więcej ludzi coraz mniej nas
Ocal mnie nim utracę wiarę w sens

Powiedz jak ochronić dobre sny
Przed jaskrawym światłem dnia
Jaką siłę trzeba w sobie mieć
Żeby odbić się od dna
Powiedz jak pokonać w sobie gniew
I lepszym się stać
Dokąd iść gdy nie ma dokąd pójść
I skąd nadzieję brać

Zamigotał świat tysiącem barw
Tysiąc nowych pytań przywiał wiatr
Słońce świeci nocą księżyc za dnia
Coraz więcej ludzi coraz mniej nas
Ocal mnie nim utracę wiarę w sens.’

IN MY HEART

Brak komentarzy
‚Pamięć ludzka jest krucha’

Powoli zapominam Mój Przyjacielu…
18. 11. 1998

ODPOCZYWAM

Brak komentarzy

Z pełnego grafiku pracy wykruszył się czwartek. Mały odpoczynek choć musiałbym nadgonić godziny które mi uciekły.
Od rana rozdzwonił się telefon i co chwila ktoś czegoś chce wymagając nie lada umysłu by to ogarnąć. Ze zęczenia kładę się spać a wczesnym rankiem pobódka. Nic do szczęścia nie potrzeba. No może ciut więcej do wypłaty.

ASK ME

Brak komentarzy

Szefowa wezwała mnie dzisiaj na rozmowę. Było miło i sympatycznie. Później Ja zapytałem, czy miałaby chwilę bo chciałbym ją prosić o informacje. Powiedziała że i owszem i że teraz możemy porozmawiać. Zapytałem o transfer w pracy do innego miasta. Zdziwiła się bardzo. Chyba popsułem jej humor. Jutro da mi odpowiedź co do mojej prośby. Nie martwię się choć nie ukrywam, że będzie mi trochę brakowało tego miejsca. Po prostu – leaving A.

TERMINAL 5

Brak komentarzy

Powrót do pracy okazał się skokiem na głęboką wodę. Porządkowanie dokumentów i spotkania z ludźmi tchnęły we mnie życie. Z każdą godziną samopoczucie się poprawiało a zaproponowane nadgodziny w pracy przykleiły uśmiech na mojej twarzy. Cieszę się. Przynajmniej pensja będzie przyzwoita.

Urlop minął tak sobie. Nie był ani szczególnie udany ani nie udany. Taki sobie, normalny. Droga powrotna też nie była zła choć powszechnie znany i sławny terminal 5 okazał się jedną wielką przeszkloną norą w której nic nie ma. Podobnie jak na lotnisku w Waszyngtonie. W oczekiwaniu na kolejny lot dwie godziny tam spędzone wydawały się trwać wiecznie. Wielkie nieporozumienie.

Zaczynam odczuwać na powrót ogromny smutek, żal i bezsilność. Chęć bycia u siebie przerodziła się w ogólny brak ekscytacji powrotem do domu i cichą nadzieją na kolejną ucieczkę. Jedno pakowanie mniej, jedno więcej nie zrobi mi różnicy. Zmiana jednego państwa na drugie – również. Zastanawiam się tylko, jak często chcę uciekać. Ranią mnie słowa ludzi na których mi zależy i którzy mówią że tęsknią odwracając sie ode mnie na dobre. Życie każe nam wybierać między jednym a drugim. Prawo wyboru staje się tak powszednie jak chleb i woda. Różnica polega jedynie na tym, że raz podjęta decyzja wiąże się z kolejnymi konsekwencjami. Głęboko ubolewam nad tym, że nie są to zasady ustalone przeze mnie. Wóczas czułbym się lepiej wiedząc, że mój ‚wymysł’ obciąża mnie konsekwencjami aludzie którzy odchodzą, odchodzą na moje własne życzenie. Szkoda że tak łatwo nie można sobie życzyć śmierci. Byłbym jednym z pierwszych kandydatów. Słowo ‚kocham’ i ‚zależy mi na tobie’ bolą nawet wtedy, gdy są wypowiadane w chwilach namiętności. Wtedy zastanawiam się czy budząc się rano nie znajdę kartki z krótkim: żegnaj. Im bardziej się wszystko zmienia tym bardziej jest takie same. Boję się co będzie jutro i tego, że zabraknie mi sił i umrę z wyczerpania niż ze świadomego wyboru.

Ostatnia noc w kraju. Jutro szybkie dopakowanie i w drogę. Z pewną nieśmiałością rzekłbym że do domu. Do siebie. Tam gdzie noc oddycha tym samym powietrzem a szum morza delikatnie uspokaja przyspieszony rytm serca. Mimo że jestem wciąż na urlopie to czuję że jeszcze nie wypocząłem. Mam nadzieję to nadrobić. Jeszcze chwilka i wskoczę do wanny by się troszczkę wygrzać i pod kołderkę. W tym wszystkim pojawia się pewnego rodzaju zawód. Miało być tyle spotkań z których ani jedno nie doszło do skutku. Nie lubię jak ludzie obiecują wiedząc, że nie dotrzymają obietnic po raz kolejny. Po raz kolejny…


  • RSS