Wpisy z okresu: 10.2009

‚SAM NIE WIEM’

Brak komentarzy

Walizka znów czeka na spakowanie. Ja czekam na telefon od mojego lekarza w sprawie wyników badań a życie toczy się dalej. Gdyby nie Ja, to byłoby beze mnie.

SIÓDMA PIECZĘĆ

1 komentarz

Ze sterty papierów w moim rodzinnym domu wygrzebałem kilka kartek z dawnych lat. Zapiski i notatki minionych dni i wydarzeń. Na żółtej karteczce post it widniała taka oto złota myśl:

‚Człowiek samotny to ten, kto dla nikogo nie jest numerem jeden.’
Helene Deutsch
Pamiętam że zajęło mi wiele miesięcy by zrozumieć to przesłanie. Mimo upływu tylu lat, nadal odkrywam zupełnie inną interpretację tych słów. Czy aż tak bardzo się zmieniłem że ponadczasowe zdanie nic się nie zmieniło a mimo wszystko zupełnie inaczej odbieram ich treść?
Kolejne wrota się zamknęły. Kolejny rozdział i historia. Spoglądam przed siebie w nadzieji ukojenia bólu i sączącej się z serca niemocy. Nie mam siły by krzyczeć. Uśmiecham się do siebie w przekonaniu że nie zawsze jest tak jak byśmy sobie tego życzyli.

STRATOSFERA

Brak komentarzy

Przypomina mi to wszystko jedno wielkie bagno które wciągając mnie wciąga wszystko dookoła. W dosyć inensywnym tempie nagle robi się przestrzeń która sprawia wrażenie jałowej. Każdorazowa próba zasiania czegoś nowego spotyka się z nadejściem wichury wymiatającej to co na i pod. Zabawny widok a jednocześnie przerażający. Siejąc zniszczenie pojawia się pragnienie i kolejna próba zasiewu. Za każdym razem jednak ten sam żywioł. Niszczenia.

‚Lost touch with my soul
I had no where to turn
I had no where to go
Lost sight of my dream,
Thought it would be the end of me
I thought I’d never make it through
I had no hope to hold on to,
I thought I would break

I didn’t know my own strength
And I crashed down, and I tumbled
But I did not crumble
I got through all the pain
I didn’t know my own strength
Survived my darkest hour
My faith kept me alive
I picked myself back up
Hold my head up high
I was not built to break
I didn’t know my own strength

Found hope in my heart,
I found the light to life
My way out of the dark
Found all that I need
Here inside of me
I thought I’d never find my way
I thought I’d never lift that weight
I thought I would break

I didn’t know my own strength
And I crashed down, and I tumbled
But I did not crumble
I got through all the pain
I didn’t know my own strength
Survived my darkest hour
My faith kept me alive
I picked myself back up
Hold my head up high
I was not built to break
I didn’t know my own strength

There were so many times I
Wondered how I’d get through the night I
Thought took all I could take

I didn’t know my own strength
And I crashed down, and I tumbled
But I did not crumble
I got through all the pain
I didn’t know my own strength
Survived my darkest hour
My faith kept me alive
I picked myself back up
Hold my head up high
I was not built to break
I didn’t know my own strength.’

ZA WSZELKĄ CENĘ

Brak komentarzy

To już prawie tydzień. Krople uspakajające robią swoje. Nie denerwuję się ani też nie wpadam w panikę. Nawet mniej płaczę. Powrót do pracy okazał się zbawieniem. Prawie 9 godzinny dzień pracy dla mnie to za mało by pozałatwiać wszystko co bym chciał. Może to nawet i dobrze bo przynajmniej następnego dnia jest wir w który mogę się rzucić.
Uświadamiam sobie iż wszelkie próby ratowania za wszelką cenę tego co i tak musi odejść nie sprawi że będę szczęśliwy. Jednocześnie stwierdzam że nie nadaję się do tego świata. Nie te emocje, odczucia, pomysł na życie, poglądy, trendy no i zbyt duża wiedza.

DLACZEGO TY

Brak komentarzy

Wir pracy powoduje że zapominam o problemach. Wolę rozwiązywać problemy związane z pracą niż moje w pracy.
Czasami chciałbym uwierzyć że może być inaczej. Z wiekiem zaczynam robić sobie wyrzuty że jednak warto żałować. Przynajmniej serce mniej krwawi. Nie ważne jak bardzo. Ważne że wciąż bije. Dla mnie jednak fakt jego bicia jest tak oczywiste jak to że jutro wzejdzie słońce. Niezmiernie intryguje mnie kiedy przestanie bić. Może wtedy na nowo ożyje nadzieja?

PRACA NA URLOP

Brak komentarzy

Jeszcze tydzień i urlop. Po pracy szybko do domu, prysznic, dopakowanie walizki i na lotnisko. Brzmi wspaniale. Urlop tuż tuż. Zaraz po przylocie czeka na mnie praca. Dwa dni wolnego i znowu w podróży. I znowu 5 dni pracy. Kolejne 3 dni wolnego, podróż i 2 dni pracy. Szybki wyścig na lotnisko i do domu. Na szczęście 2 dni wolnego zanim znowu pójdę do pracy. Albo i nie. Kalendarz trochę mnie przeraża. Właśnie uzmysłowiłem sobie, że nie wszystkie zadania są wpisane w grafik a powinny.
Stress powoli opuszcza moje ciało. Mój żołądek jeszcze dzisiaj skurczony nie pozwalał na normalne funkcjonowanie. Powoli znowu spać mi się chce. I dobrze. Przynajmniej się wyśpię.

SEKRET

Brak komentarzy

Telefon dzwonił nieustannie. Wtulony pod kołdrą wypłakiwałem cały żal z siebie. Może to i dobrze bo oczyszczenie duszy ostatnimi czasy w moim przypadku, do najłatwiejszych nie należało. Okropny ból głowy. Mokra poduszka i muzyka sącząca się z głośników. Przyspieszony rytm serca i w głowie wciąż powtarzające się słowa: nie jestem jeszcze gotowy. Jest to inny ból niż ten który zwykłem odczuwać w takich przypadkach. Może i ból inny lecz łzy wciąż smakują tak samo. Odzywa się we mnie ogromne pragnienie śmierci. Z niemocy, bezsilności z sytuacji i tego co się w moim organiźmie dzieje. Pani N. widząc mnie zapytała krótko: co Ja tutaj robię. Nie to miejsce, nie ten czas… i wiele innych ‚nie’. Dało mi to do myślenia.
Podążam ku zmianom.

ŻYCIE PO ŚMIERCI

Brak komentarzy

Nie chcę już żyć.

MUSIC OF THE NIGHT

Brak komentarzy

Dwa długie dni w łóżku i nie robienie niczego. Niczym wakacje na bezludnej wyspie. Wiele godzin snu i tyleż samo odpoczynku. Przyda mi się przed urlopem. Odskocznia od codzienności. Byle do poniedziałku.


  • RSS