Wpisy z okresu: 9.2009

WIELE NOCY

1 komentarz

Maraton pracy zaczął się na dobre. Pracuję 10 dni z rzędu. Jeszcze tylko trochę i urlop. Odeśpię trochę i odpocznę. Przynajmniej trochę. Stres ostatnich dni ukazuje mi obszary na których powinienem się bardziej skupić a które zostały zaniedbane w pogoni za przywróceniem ładu i porządku w pracy.
Na biurku leżą już bilety lotnicze i kolejowe. Podróż rozplanowałem na dwa dni. Nie chcę biegać po lotniskach i dworcu w pośpiechu wrzucając walizki i szukać wolnego miejsca. W każdym bądź razie wszystko przede mną.
Wciąż uśmiecham się do siebie.

‚I’m Waiting

I was waiting, waiting for a long time
In the dark shadow of grey towers
In the dark shadow of grey towers

In the dark shadow of rain towers
You will see me waiting forever
You will see me waiting forever

One day it will come back
Over the seas, over the lands
Over the lands, over the seas

To steal me on the trunks
It will come back full of spray
In the dark shadow of the black towers

Will come back the blue wind
To breathe my wounded heart

I will be pulled away by its blow
Far away by its stream to another land

I will be pulled away by its breath
Far away by its stream, wherever it wants

Wherever it wants, far away from this world
Between the sea and the star.’

GADU GADU NOCĄ

1 komentarz

Wczorajszej nocy moi sąsiedzi postanowili poimprezować. Wczorajszej nocy w ogóle się nie wyspałem. Do tej pory dźwięczy mi w uszach skrzeczącej niczym żaba młodej damy która zachowywała się jak dam(a) albo nie dam(a). Po kilkunastu minutach trzeszczeniu jej strun głosowych wyżej wymienionej otworzyłem okno i wrzasnąłem że jest 4 nad ranem i miło było się zamknąć do jasnej cholery. Odpowiedzią było: przepraszam. W duchu powiedziałem sobie że mam gdzieś ich przeprosiny i że najlepiej będzie jak jegomość zabierze w siną dal swoją żabkę. No i poszli sobie. W rewanżu o 7 rano zaserwowałem pobudkę. Przymusowe ruszenie zwłok z łóżka. Transakcja wiązana. Moja praca i wet za wet.
Chyba jestem już za stary na takie hopsanie do 4 nad ranem i wymiotowanie pod płotem i kibicowanie kto głośniej będzie śpiewał przeboje Bonnie Tyler. Lata lecą i dostrzegam inne priorytety. Ledwie człowiek przestaje dorastać a już zaczyna umierać.

Po ostatnich kilku stresujących tygodniach zaczynam wreszcie odpoczywać. Nie przeszkadza mi nawet wczesna pobudka Pana D. który dzisiaj rano musiał wstać o 5 rano by polecieć do innego miasta na szkolenie. Często się pyta czy nie mam nic przeciwko temu że zostaje u mnie na noc i że dosyć często musi wstawać bardzo wcześnie do pracy. Odpowiadam że nie, że najważniejsze jest to że zasypiamy razem i że jest obok mnie gdy się budzę. Słysząc te słowa Pan D. uśmiecha się i zadaje następne pytanie czy za nim tęsknię. Brzmi to zabawnie bo widzi jak się w niego wtulam i jak mi nie znika uśmiech z twarzy na samą myśl o spotkaniu.
Kilka dni temu przyszedł do mnie do pracy na chwilę. Uśmiech miałem przyklejony do twarzy jakbym się czegoś naćpał. Pani C. pytała się czy wszystko w porządku i kiedy pozna mojego partnera. No cóż – odparłem, że musi być cierpliwa. Uśmiechnęła sie zawadiacko i powiedziała że będzie i ma nadzieję że nastąpi to już całkiem niedługo.
Blisko coraz bliżej.

HIGHLIGHT

Brak komentarzy

‚Serce nie zapomina nigdy. Jest jak z ogniem. To że go nie ma nie oznacza, że jego nie czujesz.’

KIM JESTEM?

Brak komentarzy

Ogarnia mnie narastająca frustracja i niepokój. Znowu coś zaczyna się dziać a Ja jestem tak bardzo zmęczony że nie dostrzegam niczego. Cisza na horyzoncie nie zwiastuje ani pogorszenia ani polepszenia. Globalne ocieplenie klimatu ma się ni jak do zimna które mnie ogarnia. Pancerz który tak niedawno się otworzył zaczyna trzeszczeć zwiastując że w każdej chwili może się zamknąć na nowo.
W wolnym od pracy dniu kłęby myśli przepełniły mnie do głębi. Pojawia się znajome uczucie potrzeby ucieczki w siebie. Boję się że jeśli na to pozwolę, stracę możliwość powrotu który jest możliwy jednak zajmie to więcej niż dzień czy dwa. Pamiętam ostatni raz. Proces otwierania zajął mi kilka lat. A z każdym rokiem jest trudniej. Im bardziej coś jest prostrze tym bardziej komplikuje moje postrzeganie sytuacji i próby zapanowania nad całością. Początek końca i koniec początku.

‚Lato było jak ze snu, chyba tak wygląda cud, umierałam z miłości do ciebie
Plaża pełna jasnych barw, ktoś na molo cicho łkał:
„W życiu trzeba być wolnym człowiekiem”
Czekam i wiem, że jeszcze kiedyś cię zobaczę
Ufam i wiem, że nie utonę w cierpkim winie
Teraz, gdy już, już nie jestem całkiem sama, łatwiej mi żyć

Ty śpij, ja będę daleko stąd tęsknić do twoich rąk
Gasić pragnienie płomieniem
Ty śpij, ja będę daleko stąd znosić to całe zło
Wierząc, że będziesz znów przy mnie

Ojciec mówi: „dość tych bzdur!” Że nigdy nie przyjedziesz tu
Ludzie kpią ze mnie przez ciebie, lecz wiem
Że miłość jest tak wielką siłą
Nauczyłam się jej barw, odkąd we mnie dwa serca biją
Czekam i wiem, że jeszcze kiedyś cię zobaczę
Ufam i wiem, że nie utonę w cierpkim winie
Teraz, gdy już, już nie jestem całkiem sama, łatwiej mi żyć

Ty śpij, ja będę daleko stąd tęsknić do twoich rąk
Gasić pragnienie płomieniem
Ty śpij, ja będę daleko stąd znosić to całe zło
Wierząc, że będziesz znów przy mnie’

PUPPY EYES

Brak komentarzy

Wczoraj położyliśmy się wcześniej niż zazwyczaj. Może dlatego że Pan D. nie czuł się najlepiej i chwilę po gorącym prysznicu wtulił się w moje ramiona. Tym razem to Ja musiałem rano wymknąć się z łóżka i zacząć szykować do pracy. Miło było patrzyć na Pana D. jak wtula się w kołdrę i błądzi wzrokiem w poszukiwaniu mojej osoby. Ucieszyło mnie to a zarazem było mi szkoda, że nie mogliśmy spędzić razem trochę więcej czasu. Jednak wygląda na to że we czwartek obaj mamy wolne więc we środę się spotkamy.
Z jednej strony jest tyle rzeczy które chciałbym powiedzieć z drugiej niestety pustka. Jakaś wewnętrzna blokada która zderza moje szczęście z pragnieniem. Zaczynam dostrzegać coraz więcej chwil – naszych.

Po za tym że w pracy kolorowy zawrót głowy to nic się nie zmieniło. Pan D. zostawił swój podkoszulek by nie musieć każdorazowo dźwigać kiedy zostaje u mnie na noc. Kiedy zasypiam przytulam go i mam wrażenie że Pan D. leży obok mnie. Czuję jego zapach i obecność. Wtedy jakoś lepiej znoszę tęsknotę.
Gdzieś między wierszami pada słowo: Kocham. Obydwaj jednak boimy się wspólnej konfrontacji. Jesteśmy tak zestresowani przed kolejnym krokiem niczym nastolatki przed pierwszym zbliżeniem. I kto wie, czy przypadkiem nie jest to prawda. Pewne czyny, gesty i słowa pojawiają się dopiero teraz. Cierpliwość jest cechą której jakoś mi brakuje jednak staram się być zdystansowany do tego co się staje. Staram się pogodzić z myślą że nawet gdyby coś się jutro skończyło to i tak niczego to nie zmieni. Moje ciało już nie jest moje. A miłość… to coś czego nie widać i każdy szuka. W całym tym szukaniu wszyscy jesteśmy ślepcami nie dostrzegając tego co przed nami. Oglądając się za siebie uciekam przed tym co przede mną. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie jeden maleńki szczegół. Kolejna wizyta w szpitalu. Płakać mi się chce na myśl, że mógłbym usłyszeć ‚wyrok’, który dla mnie oznaczał będzie bardzo wiele.

MR SNUGGLE

Brak komentarzy

W ostatniej chwili udało mi się zapiąć wszystko na ostatni guzik przed spotkaniem z Panem D. Zdążyłem napisać sms – a że jak tylko się zjawi weźmiemy gorącą kąpiel a zaraz po niej pójdziemy wcześniej spać. Łazienka utonęła w pianie. Dopalające się świeczki dawały znak do zmiany miejsca w którym już bez przeszkód mogliśmy schować się pod kołdrą i wtulać w nieskończoność. I w pewnym momencie coś się zmieniło w naszych relacjach. Otworzyła się brama i obydwaj ujrzeliśmy to, co do nie tak dawna podziwialiśmy z dystansu od kilku miesięcy. Nie wiem który z nas był bardziej zestresowany jednak obydwaj wznieśliśmy się ponad szczyty tej ziemi. Wciąż noszę w sobie to uczucie, które poznaję na nowo. Znowu uśmiecham się do siebie.


  • RSS