Wpisy z okresu: 7.2009

Fakt mojego milczenia nie oznacza że nie pamiętam albo o zgrozo że coś się zmieniło. Ani jedno ani drugie. Wciąż tak samo. Może bardziej dojrzale patrze na to wszystko i z jeszcze większą tęsknotą. W moich myślach …

Odliczania czas zacząć. Uśmiecham się do siebie bo wiem, że to w pewnym sensie koniec. Od dłuższego czasu wyczekiwana zmiana nagle staje się faktem. Ciągle mam w pamięci obraz spakowanych walizek i jeden banknot w portfelu. I to pragnienie polepszenia bytu. Im więcej doświadczam tym częściej łapię się na tym iż żałuję coraz więcej rzeczy i tylko jedna myśl w głowie. Szkoda, że nie można cofnąć czasu.

Po ostatnich zawirowaniach powoli wszystko wraca do normy. Choć powoli wszystko się normuje mam nadzieję że systematycznie. Przed odejściem z pracy pojawiła się nowa sterta dokumentów które muszę wypełnić. Nadrabiam zaległości które nagromadziły się przez dłuższy czas mojego próżnowania a teraz najwyższa pora na uporządkowanie tego wszytskiego.
W związku z nadchodzącymi zmianami nie ukrywam że mam mieszane uczucia. Czuję się lekko rozbity i przygaszony. Coraz więcej rzeczy mnie denerwuje i drażni. Łapię się na tym iż dostrzegam biegnący czas i postępującą starość. Jak to brzmi. Mimo cudownych kremów czasami pojawi się jakaś zmarszczka. No cóż. Nie mam juz nastu czy dwudziestu lat a może i szkoda. Człowiek by żył inaczej. Może lepiej a może wcale. Z perspektywy czasu już wiem, że było by inaczej. I nie dopuszczam do siebie myśli o przetrwaniu. Jakie życie taka śmierć. Niektórzy mówią że dla wielu chwil warto żyć. Mam inne zdanie. Śmierć przestała być zagadką. Stała się dla mnie zbyt bliska. Niczym serdeczna przyjaciółka której spowiadam się co tydzień. Szkoda że nie mogę cofnąć czasu. Było by inaczej. Nie było by śladu. I tego, co tak bardzo wciąż boli.

Odpoczynku czas powoli się kończy. Jutro powrót do pracy na ostatnie kilka dni i… czas zamknąć kolejny rozdział życia. Przyjdzie mi teraz wdziewać garnitur codziennie i ‚dobrze’ wyglądać każdego dnia. Cieszy mnie to, bo przynajmniej wciąż będę wśród ludzi ale jakby bardziej szanujące pracowników otoczenie. Uśmiecham się do siebie choć do szczęścia brakuje mi…

Po maratonie kilku ostatnich tygodni nadszedł czas odpoczynku. Po całodziennym leżeniu w łóżku nadal nie mam na nic ochoty. jutro kolejny dzień totalnego nierobienia nic. A za dwa tygodnie maraton od początku. Nowa praca. Panel szkoleń i wdrożenie się w system nowego środowiska. Nie przeszkadza mi to chociaż odczuwam mały niepokój. Rzekłbym nawet że jest bardzo powiązany z ulgą jaką odczuwam na sobie wiedząc iż nie będę się już dłużej tłukł autobusem do pracy oraz trzecia zmiana która powoli doprowadza mnie już do białej gorączki. Na pewien sposób nie będzie mi łatwo zostawić tego wszystkiego za sobą lecz mimo wszystko się cieszę. Kolejny krok do przodu. Tylko zdrowie jakoś nie chce drgnąć.

Jeszcze tylko 7 dni do pracy i odchodzę. Klamka zapadła. Czas zamknąć kolejny rozdział w życiu. Kilka dni odpoczynku i wejście w nowe. Nowe miejsce pracy, środowisko, ludzie i co najważniejsze bliżej domu. Więcej czasu dla siebie i bardziej zorganizowany tryb życia. Czuję wyczerpanie organizmu. Z powodu całego stresu i nerwów dopadło mnie przeziębienie. Co prawda dopiero początek ale mimo wszystko źle się czuję. Jestem za leniwy by pójść do lekarza dlatego łykam sobie paracetamol i odliczam dni do wolnego by móc powylegiwać się trochę w łóżku, poodpoczywać i się zrelaksować.
Na biurku leży sterta papierów czekając na uporządkowanie. Myślę w sobotę zabrać się do porządków i powyrzucać co niepotrzebne i posegregować to, co musi być w zasięgu ręki na wypadek gdyby było potrzebne. Głęboki oddech i czas ubierać się do pracy. Niezależnie od tego w jaki sposób to wszystko się skończy cieszę się, że widać postęp w tym co robie. Że nie jest to stagnacja która zarzuciła kotwicę na moje życie zawodowe. Prywatne niestety…

Na przedmieściach szaleje burza. Czasami tylko słychać grzmoty. Deszcz zmywa wszystko. Każdy pył, brud i obraz horyzontu nakreślony przez naszą wyobraźnię. To jest świat w którym żyję. Ludzie których spotykam co dnia i Ci którzy już mają swoje miejsce w moim sercu. Doskonale pamiętam pierwsze spojrzenia i dzielone z nimi chwile. Niezapomniane jest to co wnieśli do mojego życia wzbogacając mi sny. Cichą nadzieję na szczęśliwe i lepsze życie nie tylko dla mnie lecz również dla nich samych. Gdybym tylko mógł powiedzieć im jak się wszystko potoczy, ostrzegłbym ich przed niebezpieczeństwami, pogardą i zdradą? Nie. W miejscu w którym jestem zaczynam dostrzegać bardzo jasno wszystkie drogi życia którymi podróżujemy. Sposobem na oszukanie losu jest nieustanne parcie do przodu. Pozwolić zagnieżdżonemu gniewowi i żalowi odejść by zacząć się radować możliwościami poznawania nowego tak szybko, jak to jest możliwe. Jestem pewien, że nie jeden raz jeszcze zaskoczy mnie na mojej drodze życia osoba lub zdarzenie, które będą początkiem zupełnie nowej historii. Kto wie, kto dopisze ciąg dalszy. Z pewnością już nie Ja.

Wypowiedzenie pracy już leży wydrukowane i podpisane. Za kilka dni złożę je u managera. Ot i to by było na tyle. Kolejna zmiana w życiu. Niby świat się nie kończy. Nie cierpię tego jednego krótkiego słowa: Ale.
Popełniłem zbyt wiele błędów w tej samej sprawie. Niczego się nie nauczyłem. Tak bardzo brakuje mi tego co odeszło, że nie pozwalam wejść nowemu do mojego życia. Boję się chwili w której i to się skończy. Brak mi łez na opłakiwanie. Nadmierna radość sprawi, że ludzie zaczną mnie postrzegać jako osobę słabą. Wciąż bliższą jest mi zasada: jeśli nie Ja to nikt.


‚Zwycięzca bierze wszystko.’

Zawrzało we mnie wczoraj wieczorem. Trzyma mnie do dzisiaj. Przede mną kilka godzin w pracy. Mam nadzieję że miną błyskawicznie i że wszystko będzie dobrze.
Za kilka dni składam wypowiedzenie. Za kilkanaście dni zaczynam nową pracę. Za kilka dni kolejna rozmowa o pracę. Mam nadzieję ją dostać. Jestem dobrej myśli.

Za oknem pierwsza burza od kilku miesięcy. Zaczęło padać i zrobiło się trochę ponuro. Kolejne propozycje pracy spływają a Ja mam dylemat co wybrać. Przed chwilą znowu zadzwonił telefon z pytaniem czy nadal jestem zainteresowany zatrudnieniem. Wszystko zaczyna się klarować a Ja z utęsknieniem wypatruję urlopu. Ogólne samopoczucie w normie. Na tyle na ile można się czuć będąc zmęczonym. Jakoś nie mogę się zebrać do sprzątania. Chyba w tym deszczu pójdę na jakiegoś hamburgera. Żołądek prawie pusty i domaga się napełnienia. Jednak to mogę teraz zrobić. O, przestało nawet padać.


  • RSS