Wpisy z okresu: 5.2009

Dopakowywanie ostatnich rzeczy zajmuje mi ostatnie chwile w miejscu, które przyprawia mnie o mdlenie i obniżony nastrój. O 13:00 przyjedzie samochód by zabrać rzeczy i to by było na tyle. Kolejne miejsce. Kolejny początek. Ten sam bagaż życiowy i ten sam smutek. Trochę starszy Ja i mój świat. Zamknięty w czterech ścianach z widokiem na świat. Trochę lepszy niż ten który znam. Nic się nie zmieniło. Brak chęci życia.

‚My Angel’

Ludzie celebrują życie jak tylko mogą. Walczą o nie do utraty tchu. Mnie nie zależy. Nie zależy mi już na życiu jak kiedyś. Wieczorem kładę się spać z nadzieją że się już nie obudzę. Nie wiem czy jest to ze zmęczenia czy z egoizmu. Nie chcę się rozwodzić nad tym jak jest. Nie chcę dyskutować że warto żyć. Nikt mnie nie przekona bo sam nie jestem przekonany. Łatwiej było by mi żyć z myślą że zawsze można odejść. Już dawno bym skorzystał z tej możliwości.

W pracy zrobiło się sennie. Szkoda, że to wszystko tak się skończyło. Nie było nawet pożegnania. Każdy unikał patrzenia sobie prosto w oczy. Chyba gryzie sumienie albo…może i pewnego rodzaju zazdrość że to nie oni tak postąpili. Długa historia z krótkim finałem i jeszcze krótszym komentarzem. Nikt nie pije szampana i ogólnie smutno niczym żałoba w państwie po ukochanym królu który właśnie stracił swą koronę.
Nie lubię pytania: co dalej? Sprawia że czuję się pod ścianą. Ogłuszony tym co mnie otacza i przygnieciony sytuacją która pokazuje mi wiele dróg ale za szybą. Bo tak bezpieczniej. Pragnienie ucieczki znów jest silniejsze niż wola walki. Nie mam już siły. Niekończąca się podróż która nie ma sensu. Chciałbym wrócić do miejsca w którym to wszystko się zaczęło. Cieszyłbym się wtedy czasem który mi pozostał. A wybory życiowe nie byłyby tak ambitne. Pewne uczucia nie powinny były zostać obudzone. Dla kilku miesięcy szczęścia wiele lat smutku i tęsknoty. Nie wiem czy warto. Częściej się martwię i smucę niż raduję. W życiu nie powinno być tak. Każdy dzień powinien być radością. Słonecznym wspomnieniem porannej rosy i księżycowych wieczorów pełnych spadających gwiazd przynoszących kolejne życzenia. Szkoda, że tak rzadko się spełniają.

Moja Mama mimo że ma swojego laptopa, nowy telefon komórkowy, markowe perfumy i kosmetyki postanowiła być jeszcze bardziej trendy. Powiedziała że nie może stać w miejscu i musi iść z duchem postępu. Cały czas powtarza że gdyby nie jej postępowość trudno byłoby jej się odnaleźć w codziennym wirze zdarzeń. Cieszy mnie to. Przynajmniej jak przyjedzie do mnie szybciej się zaklimatyzuje i znajdzie wspólny język z moimi znajomymi. Już nawet zaczęła się uczyć angielskiego. Niezmiernie mnie podbudowało bo myślałem, że będzie opornie.
Odnajdywanie swojego miejsca na ziemi nie jest łatwe. Staram się szukać właściwych dróg i celu. Sześć dni i sześć nocy. Siódmy dzień na odpoczynek. Brzmi to zabawnie a nawet przerażająco. Tęsknię.

Wiele osób się dziwi jak Ja trzymam figurę a w zasadzie dobrą sylwetkę ciała. Zwykłem odpowiadać że niech popracują tydzień ze mną to zobaczą jak szybko i skutecznie można zrzucić kilka kilogramów.
Od poniedziałku na przerwę chodzę godzinę przed skończeniem pracy. Ludzie zjechali się do miasta z okazji jakiejś konferencji czy targów. Lotnisko jest trochę przeładowane ale przepustiwość pracy jest zachowana. Pod koniec zmiany nie czuję już nóg. Mimo odpoczynku rano nie mogę się dobudzić. Jeszcze tylko kilka dni i przeprowadzka. Zmiana pracy i nowe życie. Znowu wszystko od początku. Bywa i tak. Coś się kończy, coś zaczyna.

Przeprowadzka coraz bliżej. Pan S. zaprosił mnie dzisiaj na lunch przed praca. Odpadło mi gotowanie. Przemawia przeze mnie taka próżność że chwilami sam się sobie dziwię. Trzy godziny później Pan S. napisał że moja bielizna dobrze na mnie leży. Trochę tych komplementów za dużo. Ta strefa, intymna strefa należy do mnie. Jak narazie nie chcę się nią dzielić z nikim. Jeszcze za wcześnie. Pani I. twierdzi, że prędzej mnie starokawalerstwo dopadnie aniżeli Ja zdecuduję się na bycie z kimś. Dobrze powiedzane. Bycie z kimś. Bo o związku raczej nie ma mowy. Zakochani twierdzą że o tej porze roku w powietrzu unosi się melodia zakochanych. Dobre sobie. Ja czuję tylko zapach farby który ulatnia się ze świeżo pomalowanej ściany. Jedni czują te wibracje a Ja czuję smród farby. Wychodzi na to samo. Rzecz w tym, by coś poczuć. I Ja właśnie coś – farbę czuję.

’2nd best to none is a wicked place to be


Seeing no one else ahead of me
I bless my luck, my season in the sun
Still no challenge 2nd best to none

 It’s good to be your friend
You always say you can trust me to the bitter end
I guess I never said but there are complications
It should be pretty clear
It is to every soul around us
Only not to you it would appear
There has to be a moment when the time is right for revelation

 2nd best to none is a wicked place to be
Seeing no one else ahead of me
I bless my luck, my season in the sun
Still no challenge 2nd best to none

                           
there are rivals to defeat
You don’t see them fall, I’m too discreet
No sun no light not being number 1
Long as I am 2nd best to none

 Your arm around my waist
Reminds a fool like me of what I’m not allowed to taste
To feel you close is wonderful and devastating
Your hip against my hip
The tightness in my chest each time you take my hand
I’ll never lose the grip
I want to blurt it out and yet I hold my tongue
Forever waiting

 2nd best to none is a wicked place to be
Seeing no one else ahead of me
I bless my luck, my season in the sun
Still no challenge 2nd best to none

 So maybe now tonight as we check in
I no ice the bar in this hotel just seems so right
A perfect place for candid talk with no discretion
Fine at last for my confession

2nd best to none is a wicked place to be
Seeing no one else ahead of me
I bless my luck, my season in the sun
Still no challenge 2nd best to none

I want to be your number one
But I’m okay with 2nd best to none

I’m okay with
2nd best to none’.

 

Przyglądając się sobie w lustrze zauważam, że wszystko to co się dzieje jest jakby obok. Stoję z boku i z obojętnością oglądam to co właśnie się staje. Chwilami mam wrażenie że jakoś nic nie ma sensu i im większą uwagę przywiązuję do jego odnalezienia tym mniej mnie obchodzi moje własne życie i świat. Przerażająca to perspektywa w chwili gdy dostaję kolejne oferty pracy i gdy wszystko zmierza ku nowemu. Nowa sytuacja niekoniecznie oznacza nowy ‚Ja’. Cały ten bagaż ciągnie się za mną od tylu już lat. Nawet nie wiem czy dalej chcę wiedzieć co będzie jutro. I czy kolejny dzień przyniesie ukojenie.
Trudno mi się pogodzić ze światem. Przeproszenie się z nim raczej nie ma racji bytu bo i jak tu się przepraszać jak się nie żałuje. No może trochę. Czasami myślę, że warto byłoby się nigdy nienarodzić. Byłoby spokojniej. Lepiej. Bez choroby.

Niedługo przeprowadzka. I znowu pakowanie i przenoszenie wszystkich rzeczy. Niedługo zmiana pracy i kolejne doświadczenia. Chwilami mam wrażenie, że nie nadążę za tym wszystkim. Nagle wszystko przyspieszyło i czas zaczął biec szybciej. Niby nic się nie dzieje a jednak. Ktoś mnie zapytał czy jest coś za czym tęsknię. Pominąłem pytanie. Zignorowałem i porzuciłem temat rozmowy. Pospiesznie ubrałem kurtkę i wyszedłem. A jednak nadal wciąż boli. Kolejna noc przede mną.


  • RSS