Wpisy z okresu: 4.2009

JAK NAJDALEJ

1 komentarz

Rano zadzwonił telefon. Pani w pośpiechu z prędkością karabinu maszynowego zaprosiła mnie do agencji na podpisanie dokumentów wynajmu nowego mieszkania. Po serii pytań z mojej strony, parafowane zostały wszystkie strony umowy. Jako posag wniosę nowo zakupiony ekspres do kawy. Dzień cudów i dobrych wiadomości. Byle do Faktów na TVN. A potem się zobaczy.

Im bardziej tęsknię tym mniej jem. Śniadanie w zupełności mi wystarcza. Uczucie sytości zapewnia obecna pustka i ciche marzenie o…
Każdego dnia powoli aczkolwiek systematycznie następuje stabilizacja i unormowanie w życiu codziennym. Wczoraj Pan A. zapytał czy jest coś czego mi jeszcze brakuje. Oczywiście wiem o Twojej sytuacji zdrowotnej ale ogólnie reszta jest w porządku. Nie zupełnie – odparłem. Pokiwał głową i domyślił się dalszej części niewypowiedzianych myśli. Powiedziałem że wiem, jak bardzo kocha Pana B. i że miłość to coś więcej niż chwilowe zauroczenie. Miłości nie można się nauczyć. Trzeba ją poczuć w sobie. Nie można jej zlokalizować. Miłość, to uniwersalna energia którą człowiek dzieli się bezwarunkowo z innymi. Miłość to nie tylko słowa ale i czyny. Miłość to coś, czego nie widać i chyba dlatego ludzie są zdesperowani w pogoni za nią.
Jestem szczęściarzem. Może i nie ma przy mnie osoby którą kocham jednak świadomość tego że w miejscu w którym jestem są ludzie, którym nie jestem obojętny sprawia że właśnie się uśmiecham.

Zaczęły przychodzić odpowiedzi na wysłane oferty o pracę. Jestem zaskoczony gdyż aplikacje wypełniałem grubo ponad miesiąc temu a tu proszę. Nie omieszkam skorzystać.
Na lotnisku miała wylądować Królowa. Zamiast niej, wylądował prezydent Meksyku. Wylądował. Spędził kilka dni i odleciał. W pracy nawet spokojnie ostatnimi czasy. A może to Ja się nie wychylam i staram się jakoś łagodnie podchodzić do wszystkiego. A może względna stabilizacja mojego życia tak właśnie na mnie wpływa. Z drugiej jednak strony nie wiem czy chciałbym stabilizacji. Nie chcę wziąć tej odpowiedzialności na siebie. Jeszcze nie teraz ale znając moje szczęście niedługo coś się wydarzy. I wcale nie będzie mi się tak bardzo podobać na pierwszy rzut oka. Zbyt mocne żywię uczucia… Lepiej więc pozostać nieco w tyle.

Miniony tydzień był jakąś zmorą. Zmową wszystkiego na przekór co może się wydarzyć w ostatniej chwili. Powoli jednak, wszystko wraca do normy. Mój wycięczony organizm wraca do siebie. Mimo starań i stosowanej ostrożności ‚coś’ się dzieje w moim ciele nie tak jak powinno. Śpię coraz dłużej. Przypomina mi to kolejne zamykanie się w sobie. Ostatnio nawet zacząłem się zastanawiać nad powrotem. Powrotem ale nie wiem sam już do czego. Jestem już za stary na życie na walizkach. I choć tęskno mi do Karaibów to nie wiem czy teraz zdecydował bym się na kolejne wojaże trwające kilka miesięcy i życie w niepewności przed możliwym transferem każdego dnia.
Ostatnio rozmawiałem z Panem B. Powiedział, że życie już takie jest. Może i będę samotny do końca życia ale prawdziwi przyjaciele pozostaną ze mną do końca. I choć nie będziemy mieszkać w tym samym mieście to nie znaczy, że przyjaźń się kończy. Ma rację. Powiedział że nie wie co będzie jutro ale dzięki Panu A. widzi sens życia. Nie dziwię się. Niedługo się pobierają więc będzie małe wesele. Choć i tu myślę że na dzień dzisiejszy jestem już nie pierwszej młodości na tego typu kroki. Nawet gdybym chciał, to nie mam z kim.
Sądzę że pewne rzeczy są zarezerwowane czy nawet przypisane do pewnych okresów życia człowieka. Niektóre mijają bezpowrotnie i choć brzmi to bez sensu to nigdy już się nie zdarzają. Jednak znam takich którzy na przekór wszystkim zasadom dokonywali tego co teoretycznie niemożliwe. Ale ja jestem zbyt zasadniczy na tego typu zmiany. Z drugiej jednak strony… nigdy nie mówię nigdy.

Nie minęło kilka godzin jak nastała chwila kiedy nie chcę już dłużej żyć. Boże mój Boże czemuś…

Po kilku ostatnich dniach biegania po agencjach mieszkaniowych wreszcie znalazlem mieszkanie, które mi się podoba. Przytulne M2 w centrum miasta. Jeszcze tylko miesiąc i wprowadzę się na swoje. Teraz powoli będę myślał o zmianie pracy. Dojechać na lotnisko dojadę. Gorzej już z powrotem. Moi znajomi namawiają mnie na kupno samochodu. Jednak jegoutrzymanie przewyższa moją obecną sytuację finansową. No ale to dopiero początek. Powoli zaczynam się rozkręcać. Ale by było, gdybym nagle trzepnął w kalendarz. Teraz, gdy prawie wszystko mam jakoś dziwnie by było umierać. Jednak wiem na pewno, że nie jeden jeszcze raz bedę pragnął śmierci.
Ze zniecierpliwieniem czekam na jakiś cud choćby taki, gdy Św. Piotr wypłynął na głębię i mimo zniechęcenia raz jeszcze zarzucił sieci zawierzając siebie i swoje życie Najwyższemu. Wiem że nie jestem tak okrzesany i pokorny jak Piotr jednak chwilami chciałbym dostać wędkę w dłoń. Jednakże sam już nie wiem co miałbym łowić. Teraz każda chwila jest ulotna.

Po raz pierwszy od dawien dawna odczuwam ogromny wstyd. Uprzedzenia i
błędny osąd mogły kogoś na prawdę skrzywdzić. Aż brak mi słów by
wyrazić to, co teraz czuję. Jedyne co mogę zrobić to schować głowę
głęboko w piasek. Czuję pewien żal i smutek że człowiek może tak bardzo
się pomylić. A przecież i Ja nie chciałbym aby ze mną postępowano tak,
jak Ja to uczyniłem.
Po okresie względnego spokoju, znowu zaczynam mieć problemy zdrowotne. Chwilami nie mam siły już na nic. Pocieszam się tym, że niedługo zmieniam mieszkanie na jeszcze ładniejsze niż to, w którym obecnie mieszkam. Nawet nie wiem komu mam się już poskarżyć. Nawet gdybym miał się skarżyć Najwyższemu, to zapewne nie wiedziałbym co powiedzieć. No może po za jednym. Zapytałbym… po co to wszystko.

Wiele się mówi o pechu gdy czarny kot przebiegnie drogę. Na mojej drodze do pracy spotkać można zające. Aż dziw bierze że nie przeszkadza im hałas. Wielokrotnie przebiegały mi drogę. W pewnym momencie zmusiło mnie to do refleksji, co taki zając może zwiastować. Łapię się na tym że one po prostu są i absurdem byłoby doszukiwać się jakiś podtekstów czy chociażby ukrytych znaczeń.
W pracy dzisiaj był względny spokój. W sumie i tak mi płacą za godziny spędzone w pracy więc czy coś robię czy nie i tak pieniążki są naliczane. Przydadzą się w szczególności, gdy teraz znalazłem wspaniałe mieszkanie i to na 17 piętrze. Mam nadzieję, że nikt mi go nie wynajmnie przede mną. Szkoda by było stracić taką szansę. Byłoby to tzw. moje miejsce. Mój świat i wszystko co się z nim wiąże. Nie musiałbym chwilami udawać kogoś kim nie jestem. Byłbym przez chwilę sobą.

Po katastrofie helikoptera namnożyło się wiecej problemów niż zwykle.
Odwołano wszystkie loty. Obsadzone zmiany pozostały na niezmienionym
poziomie czyli wszystko jak po staremu, gdy wszystko odbywa się zgodnie
z planem. Niestety wdepnąłem. Oczywiście nikt mi też nie powiedział o
poprzednim dniu gdy nie było mnie w pracy, że było podobnie jak nie
gorzej. No i na zmianie były tylko 3 osoby z czego jedna i tak wypada z
kalkulacji, bo nie zajmuje się ludzmi bezpośrednio. Chwilami myślałem
że pójde do pokoju pracowniczego, zatkam uszy i zacznę piszczeć,
krzyczeć i płakać z ogólnego bałaganu, niemocy i stresu. Jeszcze chyba
nigdy tak się nie modliłem by ten dzień się wreszcie skończył. Skończył
się. Wsiadłem do autobusu. Chciałem jak najszybciej zapomnieć o
wszystkim co się zdarzyło. Wszyscy mnie pocieszają że jest ok i nie mam
się czym martwić ale jakoś dalej dziwnie się czuję.
Za chwilę znowu idę na zmianę. Tym razem nie będę sam. Widziałem że na
grafiku pojawiły się dodatkowe zmiany co mnie cieszy. Jak mawiają…
byle do jutra. Jutro też pracuję. I znowu prawie sam na zmianie. Mam
nadzieję, że będzie lepiej niż ostatnio bo starają się przywrócić loty
tak szybko jak się da.
Rozpadało się. Ma padać dzisiaj cały dzień. Liczenie kropel deszczu przypomina mi liczenie dni których już nie odzyskam. Każdego dnia więcej i więcej. I więcej… I kolejny dzień bez Ciebie.

Wydarzenia ostatnich dni tylko spotęgowały moją chęć ucieczki stąd. Mam serdecznie dosyć wszystkiego. Jednak trochę się wyciszyłem po wizycie w klinice. Próbuję się poskładać w jedną całość. Mimo odnoszonych sukcesów stres i ogrom ciężaru który jest ponad moje siły wydaję się być silny. Niestety. Sukcesy to nie wszystko. Radowanie i celebrwanie chwilami wydaje się być bez sensu. Przypomina to wesele z pointą: a potem żyli długo i szczęśliwie. Szkoda że tak się dzieje. Dzieje ale w bajkach. Może gdyby zdarzało się czasem zwykłym śmiertelnikom byłoby inaczej. Mniej łez i cierpienia.
Mam ochotę przeklinać. Przeklinać na wszytsko i wszystkich. Na cały ten świat że nie dał mi szczęścia, że odebrał mi to na czym mi zależało… na kim…


  • RSS