Wpisy z okresu: 3.2009

W pewnym momencie poczułem że to już koniec. Jeszcze na dobre się nie zaczęło i znalazło swój finał. Otarło się o rzeczywistość i z powrotem uleciało daleko stąd. Chwila namiętności i prysła bańka mydlana. Przepłakane kolejne chwile. Kolejna tęsknota za własnym refugium. Samotność zagląda coraz bardziej w moje życie. Osamotnienie przejmuje ster pokładu którym się poruszam w życiu.
Udało się mi dokonać, pozałatwiać wszystkie formalności zwiazane z moim pobytem na obczyźnie. Mogę bez problemu wykonywać swój zawód. Mam ubezpieczenie no i jeśli zechcę się ubiegać o paszport… też nie będzie problemu. Tylko… znowu nie wiem czy to miejsce w którym jestem jest tym, w którym chcę być choć wiem że nie zostanę tu na zawsze.
Na koncie pierwsza wypłata. Zmiana numeru telefonu i pierwsze zakupy. Zakupy pastylek które jutro mi się skończą.

Teoretycznie nic się nie stało. W pracy dobrze mi idzie choć muszę się jeszcze troche podszkolić. W każdym bądź razie, żaden samolot bez mojej zgody nie odleci.
W zasadzie, wszelkie dokumenty mam już załatwione. Pozostaje jeszcze mieszkanie. Mam nadzieję dostać je w krótce bo tęskno mi za moim własnym kątem.
Hipotetycznie możnaby założyć, że mam się dobrze. Praktycznie no cóż, to już druga strona medalu. Wracając do domu rozkleiłem się. Nie ma to jak koktail łez z deszczem. Smakują podobnie.

Odebrałem wyniki badań. Pogorszyło się. Mam wyznaczony już kolejny termin. Sam nie wiem dlaczego jeszcze walczę. Jestem już bardzo tym wszystkim zmęczony. Dookoła wszystko się zieleni i kwitną kwiaty a moja nadzieja zamiera.
Mój Najlepszy Przyjaciel przyjechał na weekend. Jutro czeka nas długi dzień. Muszę się przygotować na długą listę pytań z Jego albo odpowiedź na pytanie co dalej. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdybym faktycznie wiedział co przyniesie jutro.

Obudził mnie promień
słońca. Szkoda, że gości tu tylko na parę minut. Poszarpane wspomnienia legły
na polu walki z chorobą. Usłyszałem nawet że to nie wszystko. Dzień jak co
dzień. Ani lepszy ani gorszy. Szary i podobny do wczorajszego. Zanurzam się w
każde dzisiaj tak samo jak wczoraj. Wiem, że zawsze jest ciąg dalszy mimo iż
nic nie trwa wiecznie. Przyglądam się startującym samolotom i raduję się niczym
małe dziecko które co dopiero dostało cukierek. Praca dostarcza mi wiele satysfakcji
jednak wiem, że nie będę tu na zawsze. Jednak jest to jakiś optymistyczny
akcent po wielu tygodniach spędzonych w łóżku i zażywania lekarstw. Mimo
pojawiającego się zmęczenia jakoś się trzymam wierząc że to co dobre jeszcze
gdzieś tam jest. Zaczynam bać się bieli. Dlatego wybieram miejsca w których
jest kolorowo. Tęcza kolorów sprawia że jakoś łatwiej znoszę cały ten ciężar. Moi
nowi lekarze zapytali się co dalej. Rozpłakałem się jak dziecko nad rozlanym
mlekiem. Odrzekłem że nie wiem i że jestem już tym wszystkim bardzo zmęczony. Gabinet
opuściłem w poczuciu wsparcia ze strony personelu szpitalnego.

Włosy wypadają mi coraz
częściej. Mimo iż staram się wysypiać budzę się zmęczony. Łykam specyfiki na
wzmocnienie i widzę małą poprawę. Przynajmniej kiedy tylko mogę staram się
znaleźć sobie zajęcie ale póki co praca, dom, klinika. Telefon, urząd, lekarz.
Chwilami zastanawiam się co mam dzisiaj wybrać z menu dnia.

 

Nadchodzi wiosna.
Zabawne, bo tutaj nawet w zimie jest wiosennie. Kwiaty zaczynają kwitnąć i
wszystko zaczyna nabierać coraz to bardziej intensywnej zieleni. Zastanawiam
się nad samym sobą czy jestem już gotów do dalszej drogi. Moje rzeczy i tak
dalej zalegają nierozpakowane w walizce. Wkrótce i tak kolejna przeprowadzka do
nowego mieszkania. Moje cztery kąty. Mój świat. Odskocznia od szpitalnej bieli
i serdecznych uśmiechów pielęgniarek mówiących żebym się nie martwił, że
wszystko będzie dobrze. Kolejny telefon z kliniki. Są już wyniki badań. Pielęgniarka
zapytała mnie czy chcę je znać. Później – odparłem i odłożyłem słuchawkę. Za
kilka dni znów biel ścian. A może przemalowali je już na inny kolor. Miło by
było zobaczyć choć szarość. Wówczas czas spędzony tam upływałby mi na
rozważaniu o motywach wyboru takiego a nie innego koloru. W pewnym momencie
złapałbym się na tym, że przypomina mi nawet bezkresne morze które będąc tutaj
odwiedziłem tylko raz. Chyba się nie obrazi jak poczekam do lata. Zawsze
chciałem by mnie pochowano nad morzem. Może to jest miejsce mojego
przeznaczenia?

 



  • RSS