Wpisy z okresu: 10.2008

Nic nie trwa wiecznie.

Życie może się zmienić
w mgnieniu oka. W ciągu tych pięciu lat, moje wywróciło się co najmniej kilka
razy. Wiele się wydarzyło. Od nakreślenia i wyboru życiowej drogi aż po osiągnięcie
tego, o czym marzyłem przez całe swoje życie. Z punktu widzenia przyszłości
widzę całą przeszłość. Mam jednak wrażenie, że patrząc na przeszłość widzę
dopiero to, co ma się wydarzyć. Takie małe deja vu. Chęć przeżycia jeszcze raz
tego, co chciałoby się skorygować jest niesamowitą pokusą. Oczekiwanie drugiej
szansy staje się zbawieniem w ciągłej wędrówce przez życie. Doszedłem do
skrzyżowania, z którego widać wszystkie strony świata. Każdy zachód i wschód
słońca. Poranna bryza budzi mnie o poranku, a księżyc delikatnie tuli do snu. Jestem
w miejscu, w którym chcę zostać na dłużej. Cieszyć się swoją samotnością i
radością swoich sukcesów. Chcę unosić się na skrzydłach ciszy i wsłuchiwać w
melodię niesioną przez wiatr.

Szukam tego co cenne. Poznaję
wartość życia mimo że nie zależy mi już jak dawniej. Od kiedy dowiedziałem się
że choroba zmieni mi je na zawsze, bardzo uważnie przyglądam się małym istotom
i pomagam im przeżyć. I choć osa lub pająk dostaną się do pokoju staram się otworzyć
im okno jak najszerzej by mogły wrócić do świata z którego przyszły. Wiem że
każdy chce żyć. Mimo, że nie zależy mi na życiu, każdego dnia wstaję i biorę
głęboki oddech. Sprawdzam czy żyję. To wspaniałe uczucie widząc za oknem wschodzące
słońce. Jednak widok z chmurki wprawia w poczucie beztroski i lekkości. Jest
wiele rzeczy których się obawiam. Ewentualne leczenie i jego konsekwencje,
które przerażają mnie do reszty. W oczekiwaniu na kolejne wyniki badań tracę
apetyt. Znowu chudnę. Nie wiem jak wytrzymam to napięcie. Moja cała energia
skupia się na tym, co da mi siłę na to co dalej. Garść snu i kilka węzłów w
żaglach.

Niesamowite w tym
wszystkim jest to że to już koniec. Muszę odpocząć. Zbyt długo i zbyt wiele
się dzieje. Moje niepoukładane życie powoduje nierównomierne bicie mojego serca
i jego szmery. Tu gdzie jestem, odnajduję to czego mi brakowało przez ostatnie
miesiące.

Nic nie trwa wiecznie.

Muszę znaleźć
przebaczenie dla samego siebie. Wybór którego dokonuje nie jest łatwym.
Pożegnania nigdy nie były moją mocną stroną. Mam nadzieję wybaczyć to sobie.
Znaleźć miłosierdzie i ukoić sumienie. Zajęło mi wiele lat pokochanie siebie.
Miłości do drugiego człowieka uczyłem się od innych. To jest ten moment w
którym mówię: Przepraszam. Przepraszam za wszystkie niewykorzystane szanse i za
stracone chwile, w których nie było mnie przy tych, którzy mnie najbardziej
potrzebowali. Kiedy wsiadłem do autobusu i odjechałem. A za drugim razem, gdy usiadłem
na posadzce balkonu i płacząc z żalu i niemocy dopalałem papierosa. Nawet nie
próbowałem zatrzymać chwili. Pozwoliłem odejść.

Na każdego w życiu
przychodzi pora. Na refleksje i … ostateczne rozliczenie się z tym co zostało
za nami. Nie chcę żałować swoich decyzji. Jest zbyt wiele rzeczy których
człowiek się obawia. Zbyt wiele, jak na jednego człowieka. Dokonane wybory nigdy
nie będą tymi właściwymi. Mam nadzieję, że ‘mój’ jest tym najbardziej optymalnym.
Najlepszym z możliwych. Z perspektywy czasu nabierze trochę innego znaczenia. Jednak
niczego to już nie zmieni. Pozostanie mi się tylko pogodzić z odejściem od
przyzwyczajenia, jakim niekiedy staje się życie. Nie wiem gdzie ‘zawędruję’. Mimo
wszystko mam nadzieję… jeszcze tu wrócić.

‘Tak. Życie jest jak
podróż, którą najlepiej odbywać w towarzystwie. Mieć kogoś przy swoim boku. Nie
ważne kim jest nasz towarzysz. Może nim być ktokolwiek. Znajomy z ulicy przy
której mieszkasz. Może też być osoba, z którą dzielisz swoje sny. Towarzyszką
może być nawet matka ze swoimi dobrymi intencjami, lub dziecko które coś knuje.
Ale mimo naszych najlepszych intencji, niektórzy porzucą swoich towarzyszy a
wtedy podróż stanie się nieznośna. Zobacz, człowiek został stworzony do wielu
rzeczy, jednak samotność… nie jest jedną z nich.’

Przepraszam.

OCT 15, 08

Brak komentarzy
‚Każdy deszcz,
każda noc,
i nagi księżyc,
jego czuły wzrok,
zapach traw
ciepło dni
jak by trochę magii
ktoś odebrał im
radzę sobie świetnie
przecież wiesz
tylko w snach powraca
myśl ze tam
na dnie
został Twój ślad
głęboko tam
Twoja muzyka we mnie gra
tam na dnie
został Twój ślad
i moja łza
bo świat się pomylił


Pierwszy śnieg
uśmiech mój
dźwięki miasta
kolor snów
jego szept
każdy świt
jak by trochę magii
ktoś odebrał im
tylko morzu mogłam
zwierzyć się
jak złamana w głębi
jestem tam
na dnie
został Twój
głęboko tam
twoja muzyka
we mnie gra
tam na dnie
został Twój ślad
i moja łza
bo świat się pomylił
powiedz że
kiedyś uda się
uwolni dusze mą
z uścisku Twoich rąk
tam na dnie
został Twój ślad
głęboko tam
wciąż Twoja uśmiechnięta twarz
tam na dnie
został Twoj ślad
i wielki żal
bo świat się pomylił
świat się pomylił.’


Wydawać by się mogło że czas się zatrzymał lecz wskazówki zegara, nadal przesuwają się po jego tarczy. Spotkałem się z Panem D. Jak zwykle miło, uprzejmie i jak zwykle ten sam niedosyt. On czegoś chciał, Ja nie chciałem. A może na odwrót. Bez seksualnych podtekstów. W powietrzu unosiła się energia niewypowiedzianych słów i tego, co każdy z nas chciałby usłyszeć. Pozostawiliśmy to tak, jak wyszło. Nie próbowaliśmy nic wyjaśniać, czy nawet starać się coś zmienić. Uśmiech na dowidzenia i słowo: do zobaczenia. Może…

LET IT SNOW

Brak komentarzy

Ostatnia pełnia. Księżyc w całej swojej krasie. Piękny, olbrzymi i wszechwładny. Jutro już taki nie będzie. Czegoś tu zabraknie. Kolejne gwiazdy wzejdą. Kolejna noc nastanie.
Prawie wszystko jest już gotowe do drogi.  Gdzieniegdzie pościel zmięta przypomina o Piaskowym Dziadku i snach w których nierzadko przywoływałem miłe wspomnienia. Teraz wszystko jest takie puste i obce. Nie te same ściany. Podłoga nie ta. Okno zbyt duże i już widok nie ten. Ohhh. Jak bardzo bym chciał się unieść w przestworza i z góry obserwować wszystko to, co się dzieje.
Mawia się, że trzeba uważać o czym się marzy bo może się to spełnić. Mój sen się wypełnia. I za to, jestem mu wdzięczny.

LOOSE END

Brak komentarzy

- ‘To już prawie
koniec, prawda? Hmm…
- Tak. Już pora.
- Nie sądziłem że to
się tak skończy.
- Każdy początek ma
swój koniec. Wiesz, że to musi się skończyć.
- Tak. Wiem. Trudno mi
pogodzić się z tym, że to naprawdę koniec. Że już nie będzie takiego samego
jutra.
- Każde jutro jest
inne. Słońce zawsze wschodzi inaczej każdego dnia. I zachodzi żegnając się tak,
jakby to był jego ostatni. Zawsze ma jednak nadzieję.
- Pożegnać całe swoje
życie jest tak strasznie trudno. Pan R. odszedł. Pani S. odeszła. Wiele osób na
których mi zależało odeszło. Nie mam powodu by tu zostać. Powinienem to
wiedzieć już dawno temu ale tak strasznie ciężko się z tym pogodzić. Tak trudno
zamknąć ten rozdział. Kilka z nich.
- Hmmm…
- Muszę odpocząć. Mam
nadzieję, że wybaczysz mi moje postępowanie. Uszanujesz decyzje. I przeprosisz
wszystkich…
- Nadal nie chcesz
zrobić tego osobiście…?
- Nie jestem dobry w
pożegnaniach. Sprawiają, że płaczę pod wpływem wypowiedzianych i wysłuchanych
słów.
- Wiem jednak, że jest
coś co chciałbyś przekazać.
- Przekaż…, że było
cudownie…
- Obiecuję Ci, że
jeszcze tu wrócisz.’

Człowiek który popełnia samobójstwo ma swoje powody by to zrobić. Czasami niezapisane myśli i wydarzenia sprawiają, że zabiera się je ze sobą. Czasami nie dostrzegamy tego co jasne i oczywiste. Ale kiedy dochodzi do zakończenia egzystencji, widzimy to, czego nie zauważaliśmy wcześniej. Miłość nie zmienia się nigdy. Przyjaźń nigdy nie zna słowa koniec. Obserwowanie wschodzącego słońca i jego wędrówkę po horyzoncie daje odpowiedzi na pytania, które obawiamy się zadać. Czasami bywa i tak, że nie chcemy wiedzieć niczego, by nie zraniło to naszej duszy.
Poszukiwania wewnętrznej siły łatwiej przychodzi małym dzieciom. Z wiekiem dostrzegamy że nie jest to takie łatwe iproste. Omijanie istotnych spraw może być niewygodne, gdy we współzawodnictwie o każdy haust powietrza walczy wiecej niż jedna osoba. Każdy staje się grzesznikiem w obliczu prawdy. Modli się o przebaczenie i walczy dalej. Czasami modlitwy zostają wysłuchane. Wtedy z nieba zstępują anioły i pokazują właściwą drogę. Drogę, na którą zasługujemy. Natura i pożądania stoją w sprzeczności z blaskiem światła współczucia, dla którego nie wszyscy znajdują zrozumienie.
Bywa i tak, że niekiedy działa to na nas deprymująco a nie rzadko motywująco. Wszyscy szukamy miłości ale niektórzy jak już ją znajdą chcieliby żeby jej jednak nie było. Szukanie ukrytej prawdy nie powoduje zbawienia. Jedynie co można zrobić, to spalić swoje wspomnienia.

THE BOOK OF MARTIN

Brak komentarzy

Chcąc nie chcą każdy mijający dzień staje się historią. Nic bez celu, nic bez przyczyny. Czasami jeden maleńki gest czy słowo, potrafi zmienić bieg historii. Kolejne powolne odliczanie zbliża się ku końcowi. Odczuwam pewną ulgę i zadowolenie z tego co nadchodzi. Niewiadome staje się takie pociągające gdyż jest nieznane. Do pewnego jednak momentu. Gdy nagle okazuje się, że nie wszystko do końca jest tak, jak to sobie wymarzyliśmy. Wmawianie sobie, że wszystko będzie dobrze jest tylko nędzną wymówką dla tej chwili.
Nawet gdy jest się pewnym że naprawdę chce się tego, do czego się dąży. Próby przeskoczenia przeszłości stają się niczym w porównaniu ze smutną rzeczywistością i nieszczęśliwym zakończeniem. Zdesperowane poszukiwania perfekcyjnego życia, które nie istnieje i nigdy takie nie będzie. Poszukiwanie lepszego jutra nie jest jednak warte w obliczu nowych dróg które się przed nami ukazują.
Każda z nich niesie zawsze coś, z czym trudno jest się zmierzyć. Każda z nich jest inna i zupełnie niepodobna do drugiej. Podąża w innym kierunku mimo, że znajdują w końcu to samo przeznaczenie. Obawiam się jednak, że jakiejkolwiek nie wybiorę, zawsze ‚TU’ wrócę. Bo trudno jest iść do przodu, gdy chce się zapomnieć o przeszłości.

Po tylu latach, nareszcie upragnione dwie literki ‚DR’ przed nazwiskiem. Do tego doszła nominacja proefesorska jednego z uniwersytetów. Zatem to już pięć literek nie licząc magistra.
Nie potrafię określić tego co czuję. W ciągu ostatnich lat realizowania marzeń, wiele się zmieniło w moim życiu. Kosztowało mnie to wiele emocji, znajomości, czasu, energii oraz … miłości mojego życia. Świat wywrócił mi się do góry nogami z conajmniej 3 razy. Raz, gdy Moj Kochany Tygrysek odszedł ode mnie. Drugi, gdy Mój Misiaczek zdecydował się pójść swoją drogą i trzeci, gdy dowiedziałem się, że nic już nie będzie takie same. Muszę przyznać, że nie było łatwo. Odszedł mi duży stres związany ze wspięciem się na kolejny szczyt. Mogę przysiąść i odpocząć chwilę. Tak. Powoli zbliża się koniec. Nie chcę niczego żałować w swoim życiu i wolę by tak pozostało do końca. Jestem zmęczony. Potrzebuję odpoczynku. Dobra wiadomość to ta, że człowiek nie może już zaplanować swojego samobójstwa, bo terminy kolejnych sukcesów nakładają się z planami.
Kiedyś myślałem, że ‚ten’ dzień, będzie najszczęśliwszym dniem mojego życia. Hmm. Gdzieś spieprzyłem po drodze. Trudno się uczyć na błędach.

Jedno pocieszenie. Przynajmniej teraz, płyta nagrobna będzie wyglądała prestiżowo.

GRADUATION DAY

1 komentarz

Wczesna pobudka. Bieganie z pokoju do pokoju i dopakowywanie ostatnich rzeczy. Skąd Ja to znam. Moja Mama to samo – możesz mi dopakować kosmetyki? Możesz mi gdzieś wcisnąć do walizki te ubrania? Mogę mogę. Rzecz w tym, że w walizce nie ma już miejsca. Mając na uwadze moje doświadczenie w pakowaniu (tak tak, zabieram łącznie 3/4 zawartości szafek w mieszkaniu), udało mi się wszystko spakować.
Dopijam poranną kawę. Za chwilę ubieranie i dalej w drogę. Drukowanie  dokumentów w  biegu na pociąg  i… wreszcie kilkunastogodzinny odpoczynek. Byle do poniedziałku. A od jutra… hmmm. No cóż. Tak jakby powtórka z rozrywki. Przynajmniej w pierwszych dwóch może trzech dniach.
Pan D. przyjedzie dopiero za tydzień. Szkoda, że nie uda nam się zobaczyć. Może nawet nigdy. Ten wybiera Jamajkę. Kolejne miejsce którego nie lubię. Pani L. przylatuje dopiero 19 października. Ze spotkania nici. Pani K. z Panem L. przylatują…. w grudniu. A co potem? Trudno powiedzieć. Mam nadzieję się z nimi zobaczyć, bo to sympatyczni i świetni ludzie. Czyli totalne zaprzeczenie mojej osoby. Muszę przestać sobie słodzić, bo popadnę w samozachwyt.
Gdzie moja Pani Wala? Jeszcze leży z otwartą buzią. Muszę ją zamknąć bo czas do drogi.
Tak. Realizacja marzeń.

Walizka spakowana. Moja i Mamy też. Kolejne kilometry przede mną. Kolejne godziny w podróży. Poziom stresu sięga zenitu. Wszystko i wszyscy mnie już denerwują. Czasami mam wrażenie, że tylko Ja jakoś się trzymam a reszta panikuje. Znowu późna pora a mnie się nie chce spać. Ostatnie nocne drukowanie papierów i pewnie całonocne wkuwanie. Człowiek wyszedł z wprawy.
W ferworze ciągłego napięcia i gonitwy zostanę lokomotywą. Bo gnam wciąż przed siebie, nie zauważając przystanków. Wiem, że to już ze zniecierpliwienia. Jeszcze kilka dni i zasłużony odpoczynek.
Bye for now.

Chyba zostanę maratończykiem. A kiedyś padnę na serce. Chyba, że to co mnie zżera od środka ustąpi temu, co miałoby się wydarzyć. Telefon za telefonem, mail za mailem informacja za informacją. Termin za terminem i każdy nowy jest tym najbliższym. Mam już dość. Jeszcze tylko kilka dni i odpoczynek.
Czekam na bilet lotniczy. Znając moją firmę, pewnie doczekam się na dwa dni przed wylotem z 16 godzinnym postojem na którymś z lotnisk. Wtedy utknę na dobre. Ale przynajmniej będzie słonecznie.
Pan A. przestał się odzywać. Ostatnią wiadomością od niego była informacja że jest chory i leży w łóżeczku. Rozumiem. Pan AF. też jakoś przycichł. Chyba zwiedza swoją alaskę. Moja złośliwość nie zna granic. Szczerze mówiąc, Pan AF. pisał że musi uporządkować swoje życie. Nowa praca i takie tam. Rozumiem. Cisza na horyzoncie. Takie małe przedawkowanie spokoju może skończyć się zespołem silnego stresu.
Chyba się jakoś pogubiłem w tym wszystkim. Wszystko powinno być jasne i proste ale takie nie jest. Zaczy, wszystko jest jasne ale jest bezbarwne. Brak mi powietrza. Nie chce mi się już oddychać.


  • RSS