Wpisy z okresu: 9.2008

Bieganina jak zwykle przed wyjazdem. Bilety, terminy, spotkania, ambasady i jeszcze co tam tylko może wypaść, najzwyczajniej na świecie… wypada. Ostatnie zakupy przed ostatecznym domknięciem walizki i cały cyrk od nowa. Pan AF. rozstał się z Panem R. Zakomunikował mi to mailem. Jakoś dziwnie się poczułem czytając kolejne zdania w których stwierdził, że najlepsze znajomości i romanse(!) i związki powstają ze spotkań w niecodzinnych sytuacjach lub miejscach. Czyżby? A niby Ja i Pan AF. to gdzie się poznaliśmy? Tak. I zrobiło mi się cieplutko. Podoba mi się nie ukrywam. Jednak nie wiem czy On tak otwarcie stawia sprawę jasno, czy też jest zazdrosny o mnie. Chciał, bym go odwiedził. Ja chciałem, by odwiedził mnie. Wybrał alaskę. Powiedział, że jeszcze tam nie był. Na co ja mu odparłem, że może już nie mieć szansy mnie zobaczyć – no może i ma, ale nie w tym życiu. Nic nie odpowiedział, choć jakiś czas później zadał mi pytanie, czy coś się stało. Wcale. Gdyby się nie wydarzyło, wcale bym tego nie poruszał. W końcu wydukałem że jednak coś jest. Nie wie dokładnie co. Stwierdził, że jak będę gotowy to się z nim podzielę wiedzą. W obecnej sytuacji, wcale nie jestem pewien czy w ogóle chcę.
Oczyszczam przedpole. Sprzątam swój świat. Porządkuje myśli. Jak na złość, dostrzegam zbyt wiele pustego miejsca. Nie czuję się osamotniony bo mam jeszcze do kogo otworzyć buzię. Dostrzegam jednak kolejny swój błąd. Zbyt mocno chciałem czuć swoją samotność. Zbyt mocno urosła w siłę, którą teraz mi ciężko okiełznać.
Łykam prochy na sen wierząc, że może tym razem się uda odpocząć.

Znowu to samo. Niby mam wolne, a tak naprawdę nie odpoczywam. Chiałoby się rzec, że nie jest tak źle jak mogłoby być lecz nie jest to dla mnie pocieszeniem w chwili, kiedy znowu zaczyna się młyn spraw niedokończonych.
Odzyskuję spokój i staram się wyciszyć najmocniej jak się da. Pan A. uczy mnie cierpliwości. Zasada jak nie Ja to On albo jak nie On to Ja, ukazuje mi moje słabostki. Nie podoba mi się to. Czuję się jak gówniarz któremu wystawiono rachunek opuszczonych lekcji. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Czasami udaje mi się odbić piłeczkę tak, że wychodzi na moje. Szkoda tylko, że jestem taki żywiołowy. Czasami mnie rozsadza od wewnątrz. A Pan A. – jest chodzącą oazą spokoju. Jak dotąd nie pokazał mi swoich pazurków ale… I tu jest pies pogrzebany. Mam ochotę zaklnąć.
Znowu uciekam.

BLISKO

Brak komentarzy

No i zaczęło się odliczanie.

Jeśli tak mam umierać, to Ja bardzo ale to bardzo dziekuję za takie doznania. Po zwleknięciu się z mojego materacyka zadzwonił telefon. Pani S. chciała wiedzieć co u mnie. Przeprosiłem Ją informując, że stygnie mi herbata i że nie mogę z nią rozmawiać. Oryginalna wymówka a niech mnie… Mogłem lepiej skłamać.
Poranne mdłości i ból natychmiast pchnęły mnie do łazienki, gdzie w zasadzie wpadłem do wanny w której spędziłem ponad godzinę. Gdy doszedłem do siebie, postanowiłem się położyć. Musiałem wyglądać bardzo żałośnie czołgając się po podłodze łkając i wyjąc z bólu. Chciałem nawet dzwonić po pogotowie. Ale chciałem też być dzielny. I doczekałem się. Nie ma to jak południowe oględziny wczorajszej kolacji i dzisiejszego  śniadania.
Powoli dochodzę do siebie. Lekarz w poniedziałek. Już mi się nie chce.

POST SCRIPTUM

Brak komentarzy

Pani doktor wypisała zalecenia, skierowania i inne dokumenty. Uśmiechnęła się i powiedziała… następny proszę. Dźwignęło mnie to niesamowicie. Nastrój mi się polepszył, a na dodatek Pan A. tak mnie kokietuje, że mam wrażenie że niedługo zmięknę i zaczę być szczęśliwy. Pocieszenie niczym z marzeń. Szkoda tylko że wiem, że …

Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle okazało się, że to co raczej jest niemożilwe, z uporem maniaka jednak może być możliwe.
Nareszcie odpocząłem nie robiąc kompletnie nic. Zero telefonów, wiadomości, sms-ów czy głupich pytań dotyczących istnienia świata. Takie 100% obijanie się. Kompletne nierobienie niczego. Gapienie się w sufit i wirowanie razem z nim.
W nocy zadzwoniła Pani A. Stwierdziła, że przydałaby mi się trawka. Że to niby dźwiga na duchu i takie tam. Znając moje podejście do używania przeze mnie narkotyków, mimo wszystko ciągnęła dalej. Tak. Wiem że jak się zobaczymy to pierwsza wpakuje mi coś do ust. Szczerze mówiąc trochę się rozluźniłem. Były też łzy i chwile milczenia. Ale rozmowa trwała dalej. W sumie trzy godziny. Poszedłem spać nad ranem. No i dzisiejszy odpoczynek był tym bardziej na miejscu.
Od jutra znowu maraton i dni pod znakiem: NFZ.

No i zaczyna się komplikować. Znowu pod górę i kolejna wywrotka. Mam już dość.

NOWA GWIAZDA

Brak komentarzy

Rozmyślam sobie nad
istotą wszechświata i cyklu życia. Przychodzi mi na myśl pewna scena, gdy:
‚Przyszedł Pan. Powoli, spokojnie dmuchnął…
„Chodź do mnie i gaśnij Płomyczku” – powiedział’.

I tak się życie skończyło.
Analizując wszystkie za i przeciw opowiadam się za prawem do eutanazji. Teraz
widzę, że w zasadzie niczego to nowego nie wnosi, bo zawsze byłem za wolnym i
świadomym życiem jak i umieraniem.
No i kolejne pożegnanie, kolejnej osoby. Patrząc na nie, czuję się nieswojo w
obliczu tego, co czasami zdarza mi się praktykować. Ślepo wierzyłem, że to co
robię ma jakiś głębszy sens. I że to o co proszę z pewnością się spełni. A
teraz nic nie czuję.
Wiele lat temu dałem się zwieść opowieści. Dzisiaj widzę, że nie chciałbym
odchodzić z obciążeniem próśb innych.

‚Ludzie powiadają, że można odwiedzić grób kogoś,
kogo znało się za życia i kto był nam życzliwy. Gdy nikt nie patrzy trzeba
wtedy poprosić, by ta osoba zabrała ze sobą naszą chorobę. (Lecz Ja jako
dziecko nie mogłem się z tym pogodzić) Uważam że zmarli powinni odlatywać ku
gwiazdom czyści, nieskalani. I wreszcie wolni, od niemądrego smutku’.

ZABIERZ MNIE

Brak komentarzy
‚Darling don’t you understand
I feel so ill at ease
The room is full of silence and it’s getting hard to breathe
Take this guilted cage of pain and set me free
Take this overcoat of shame
It never did belong to me
It never did belong to me

I need to go outside
I need to leave the smoke
’cause I can’t go on living in this same sick joke
It seems our lives have taken on a different kind of twist
Now that you have given me the perfect gift
You have given me the gift

For we have fallen from our shelves
To face the truth about ourselves
And we have tumbled from our trees
Tumbled from our trees

And I can almost…
I can almost feel the rain falling
Don’t you know it feels so good
So let’s go out into the rain again
Just like we said we always would’

Zaczyna być tak, jak ma być. Nareszcie.

Pani ZJ nie żyje.


  • RSS