Wpisy z okresu: 8.2008

Moja Mama podarowała mi maleńką książeczkę z życzeniami powrotu do zdrowia.


‚Jak tylko poczujesz się lepiej
lub jeśli poczujesz się gorzej!
Usiądziemy razem na schodach,
zapatrzymy się w błękit nieba,
zaparzę kawę,
zrobię tort z truskawkami.
Będzie dobrze!
Zobaczysz!’

Chciałbym wierzyć że tak właśnie będzie, choć widzę już tlący się płomień.

Utknąłem na lotnisku. Nie lubię United Airlines. Check – in trwa tu o całe lata świetlne dłużej niż np. w Lufthansie. Dostęp do internetu taki sobie no i opłaty strasznie wysokie.
W sumie to 11 sztuk bagażu wprawił moich znajomych w osłupienie i zaproponowali że jednak muszą pożyczyć znacznie większy samochód, by mnie odtransportować na lotnisko. Na lotnisku tragedia. Masa ludzi i zero obsługi. Teraz marzę tylko o tym, by sobie odespać.

Po raz pierwszy śniło mi się  jak umieram i mój własny pogrzeb. Jeśli tak mam skończyć to nawet mi się podoba. Ale nie rozumiem jednej rzeczy – dlaczego chowano mnie w trumnie zamiast w urnie?
Dzisiaj pada deszcz. Upał nadal się utrzymuje. Śpię coraz więcej i ciągle jestem zmęczony. W pracy jak to w pracy. Szefostwo się zmieniło i dalej jest to samo. No może jedno się zmieniło. Coraz mniej mnie to wszystko obchodzi. Denerwują mnie ludzie, którzy nawet po angielsku nie potrafią mówic mimo, że mieszkają w stanach od ponad 20 lub 30 lat. Tak. Jestem już zmęczony praca w zasadzie bez dnia wolnego. Jednak z drugiej strony… nawet mi się to podoba.

Ostatnie pożegnalne imprezy w pracy i przygotowania do wyjazdu. Walizki spakowane – no prawie, i bilet w ręku. Nie wiem jak niewielu się udaje doprowadzić mnie do białej gorączki. Myślę, że jest to efekt długotrwałego przebywania w spaczonym intelektualnie środowisku, do którego muszę stwierdzić nie pasuję.
Chwilami zastanawiam się jak przeżyję te 15 godzin lotu. W pracy już zapowiedziałem, że w ostatni dzień pracy – pracuję tylko do 20:00 a potem idę się dopakować i przygotować na ostatnią imprezę. No i to wszystko. Żegnaj Meksyku. Nie wiem czy dziękować Najwyższemu czy też nie, ale nie chcę ponownie być zesłany na roboty do tego hiszpańsko języcznego kraju po raz kolejny. Wysłałem już podanie o jakieś wyspy turkusowe a przynajmniej Karaiby które uwielbiam. Jak narazie nikt jeszcze nie przysłał mi żadnej odpowiedzi. Jednak mam nadzieję, że dostanę ten kontrakt – to tak na zakończenie i pożegnanie, zanim na dobre pożegnam się z miejscami do których już nigdy nie wrócę. I to też tak na dość widzenia.
Zaczynam bardzo tęsknić za swoimi czterema ścianami.

IN AND OUT

Brak komentarzy

Gdzieś w sercu staram się odnaleźć odpowiedź. Zbyt mocno bije, i zagłusza ciszę.

ISOLATION

1 komentarz

I like the
person I have become.  I am not going to live forever,   but
while I am still here, I will not waste time lamenting what could have been, or
worrying about what will be.’

„Każdy swoją gwiazdę ma.”


  • RSS