Wpisy z okresu: 6.2008

…KIEDYŚ BYŁEM UMARŁY, ALE TERAZ JESTEM ŻYWY’.

Zaniemówiłem. Odebrało mi prawie całkowicie głos. Rzężę
– wydaję jakieś niesprecyzowane dźwięki ale w przychodni dali mi pastylki do
ssania i cos do płukania gardła. Zobaczymy czy się sprawdzi, bo od jutra
pracuje po 14 godzin na dobę i muszę cały czas nawijać. Mniejsza o to. Dostałem
maila od Pana R. Nieźle się zdziwiłem, bo moja ostatnia korespondencja do
niego, datowana była na 8 styczeń br. Najważniejsze że żyje i ma się dobrze, no
i że po tylu miesiącach, wreszcie się zobaczymy.

Poczynam przygotowania do relokacji i ewentualnego
już osiąścia (czy to poprawna pisownia?) w jednym miejscu. Po wystosowaniu
listu do szefa działu kadr o następny kontrakt, otrzymałem zapewnienie, że moja
prośba zostanie rozpatrzona pozytywnie, jednak jeszcze nie obsadzają kontraktów
na jesień. Pożyjemy, zobaczymy. Chyba, że do tego czasu już wyciągnę nogi.

Z powodu konieczności łykania pastylek ostatnimi
czasy stwierdziłem, że jakoś nieźle mi idzie. I że jak zobaczę, że sytuacja z
moim zdrowiem jest już tak beznadziejna, to przynajmniej będę miał wprawę, żeby
się zaćpać na śmierć. Przynajmniej jeden pożytek z procesu leczenia, który w
dłuższej perspektywie, i tak nie ma sensu.


Uwielbiam hasło: niech żywi nie tracą nadziei. Tym
bardziej Ci, którzy ją już stracili.

 

 

Po porze deszczowej, w Meksyku zaczęły się znowu upały. Zero wiatru, zero czystej plaży i ogólnie brudno. Przez klimatyzacje w moim M1 i w pracy, pojawiło się znowu zapalenie gardła. No i co? No i znowu kuracja. Dzisiaj skoczę jeszcze sobie do sauny wypocić bakterie i na chwilkę na plażę no i do łóżeczka. Dwoma słowami – słodkich snów sobie życzę.

Powiedz ile jeszcze spadnie
gwiazd
Zanim odgadniemy noc
Ile serc uniesie stary świat
Zanim się obróci w proch
Powiedz jakich trzeba użyć słów
By powstrzymać ludzkie łzy
Ile jeszcze trzeba odkryć prawd
By prawdziwie zacząć żyć

Zamigotał świat tysiącem barw
Tysiąc nowych pytań przywiał wiatr
Słońce świeci nocą księżyc za dnia
Coraz więcej ludzi coraz mniej nas
Ocal mnie nim utracę wiarę w sens

Powiedz jak ochronić dobre sny
Przed jaskrawym światłem dnia
Jaką siłę trzeba w sobie mieć
Żeby odbić się od dna
Powiedz jak pokonać w sobie gniew
I lepszym się stać
Dokąd iść gdy nie ma dokąd pójść
I skąd nadzieję brać 

Zamigotał świat tysiącem barw
Tysiąc nowych pytań przywiał wiatr
Słońce świeci nocą księżyc za dnia
Coraz więcej ludzi coraz mniej nas
Ocal mnie nim utracę wiarę w sens’


Złożyłem podanie o
pracę na jednej z karaibskich wysp. Teraz czekam na odpowiedz z biura. Wiem, że
przydzielenie mi tego miejsca zależy w dużej mierze od Pani D., która jakoś nie
pała do mnie szczególną sympatią. Z drugiej jednak strony, kopie podania musi
ona przesłać do swojego szefa, który zna mnie mailowo i który w zeszłym roku
zajął się moim podaniem o przeniesienie z Meksyku do Philipsbourgha. Na
odpowiedz muszę poczekać jeszcze co najmniej miesiąc. Staram się jakoś
specjalnie nie nastawiać ale z drugiej strony, zanim kopnę w kalendarz
chciałbym po odpoczywać i poopalać się na karaibskim słońcu.

Niedługo kończy mi
się kontrakt. Powoli przeglądam rzeczy i dokonuję ogólnego rezonansu wolnego
miejsca w walizce. Lista życzeń, prezentów i zamówień na produkty z ‘nowego
świata’ jest już dosyć długa a i ciągle cos nowego przybywa na niej do
kupienia. Nie martwię się i tym. Wydanie tutaj 20 dolarów to jakby w Polsce lub
europie wydać 40 ale euro na tę samą rzecz. Czyli… ekonomia górą.

Jakoś dopadają mnie
szpony optymizmu w tym całym cynizmie i braku wizji na kolejne miesiące. Staram
się trzymać pionu, bo poręcze są tutaj niezwykle brudne.

Zauważyłem, że nie bardzo wiem czego chcę. A że wiedziałem czego chcę, to ta myśl mnie przeraża.

Powoli zbliżam się do końca wyznaczonego mi celu
przez los. Obmyślam nowe jego zakończenie. Wiem że nie tak miało być i jakoś
nie za bardzo widzę sens szukania nowego początku. Ze zmęczenia przychodzą mi
różne myśli do głowy. Szkoda że są to bolesne wspomnienia. Nie boję się bólu.
Boję się tego co dalej.

Już prawie drugi tydzień
pracuję bez dłuższego odpoczynku. Jestem niesamowicie wyczerpany. Nawet
dzisiaj, w moim dniu wolnym od pracy musiałem do niej pójść i przesiedzieć
ponad 9 godzin. Mam już dosyć. Myślę nad zerwaniem kontraktu i powrotem do
Europy. Mam takie chwile kiedy myślę, że już czas. I to coraz częściej. Czuję
się jak niepoprawny pesymista. Ironia na kilometr.


  • RSS