Wpisy z okresu: 4.2008

Wracam
do domu, od tylu lat


Wciaż po kryjomu, przed wschodem dnia
Wiem ze czekałeś, aż powiem tak
Wracam do domu, ostatni raz

Wszystko co mam, co dał mi świat
Nosze w sobie by kiedyś Ci dać
Choć mówią że, nie mamy szans
Ciągle wierzę że jeszcze jest czas
I chcę, razem z Tobą zakończ ten
dzień

Ten jeden dzień

Wracam do domu, wiem że już czas
Poczuć chcę znowu, smak tamtych lat
Było tak wiele, radości w nas
Wracam do domu, lepiej jest tam

Wszystko co mam, co dał mi świat
Noszę w sobie by kiedyś Ci dać
Choć mówią że, nie mamy szans
Ciągle wierzę że jeszcze jest czas
I chcę razem z Tobą zakończyć ten wiek
Ten jeden raz

Oddam Ci więcej niż bedziesz chciał
Jeszcze razem bedziemy sie śmiać
Z tego co było,z grzechów i kłamstw
Wciąż pamiętam Twój uśmiech sprzed lat
Warto próbować, pomimo ran
Nie pozwolę Ci wiecej się bać
Zacząć od nowa chcesz Ty i ja
Tylko proszę nie zostawiaj mnie tak

Bo wszystko co mam, co dał mi świat
Noszę w sobie by kiedyś Ci dać.’

 


„La vie, voyez-vous, ça n’est jamais si bon ni si mauvais qu’on croit”.

„Life, you see, is never all good
or all bad as one thinks”.

In memory of S. 24.04.2008

CHOOSING M

1 komentarz

Jakby nie było w
pracy kolejna osoba zrezygnowała i wyjeżdża do domu. Zarobki się kurczą, dolar
stoi bardzo nisko i w zasadzie za tą pensję, nie opłaca się już pracować.

W zeszłym tygodniu
wpadłem na pomysł wzięcia urlopu i spędzenia 7 uroczych dni w Los Angeles. Mój
szef poinformował mnie, że firma niechętnie godzi się na takie wakacje ale
zawsze warto spróbować.  Całe 7 dni
odpoczynku dobrze mi zrobi bo czuję, jak powoli zaczyna mi się psychika
wichrować od tego wszystkiego. Ciągłych durnych pytań i kretyńskiego zachowania
moich rozmówców na oczywiste kwestie. Ostatnio dowiedziałem się, że ulubionym
papieżem mojej klientki jest Jan Paweł II. Sprostowałem ją mówiąc że kilka dni
temu była smutna rocznica. Na co ona z ogromnym rozczarowaniem spytała: to On
nie żyje??? Na co Ja odparłem, że tak, i to już z jakieś trzy lata. A Ona – nie
wiedziałam. To straszne.

Straszne nie straszne
ale poziom inteligencji niektórych ludzi bije ostro na głowę rozwielitkę i
pantofelka, po wszystkich tych milionach lat ewolucji.

 

Samopoczucie mam
różne. Raz lepsze raz gorsze. Tęsknię już do spokoju. Nie mam już motywacji do
niczego. Staram się trzymać pionu ale z trudem mi to wychodzi. Nawet się upić
nie mogę, bo alkohol mi ‘nie wchodzi’. Ogólnie – bywało lepiej. Siedzę i
słucham muzyki z filmu ‘Amelia’. W tym filmie wszystko – czas, ludzie, pogoda,
rzeka i życie płyną tak spokojnie. Czuję się jakbym przegrał już swoje życie. I
może tak właśnie jest. Nie wiem co dalej. Zupełnie nie mam pomysłu na ciąg
dalszy. Chciałbym napisać CDN, ale nie napiszę. Kto wie, może to już ostatni
odcinek sequela pod tytułem ‘WIEDZMEN’?

Powoli przyzwyczajam się do ‘czegoś’ nowego. Nowa sytuacja w życiu sprawia, że bardziej mi zależy na ubezpieczeniu na wypadek śmierci niż na dalszej egzystencji. Jako że dolar leci w dół a moja pensja traci na wartości, może ktoś dostanie kilka tysięcy dolarów tytułem straty bliskiej osoby.
Nie wiem co dalej. Nie potrafię sobie wyobrazić dnia, w którym mnie zabraknie i tego, co dalej będzie. Odczuwam ogromną niemoc w obliczu sytuacji, w której się znalazłem i słyszę już, odmierzający czas – sekundnik życia. Wczoraj jedna osoba powiedziała mi, że nic nie dzieje się przypadkiem. Że wszystko ma jakiś ukryty bardziej lub mniej – cel. Że życie przynosi wzloty i upadki. Że … Słuchając tego wszystkiego, powoli wyłączałem się z dyskusji. Widziałem otwierające się usta z których leciały jakieś słowa, które niczego już dla mnie nie zmienią.
Jakiś czas temu czytałem o maszynie – a raczej pompie infuzyjnej, przez która można sobie podać lekarstwo jako środek lokomocyjny do innego świata. No cóż. Jest w fazie testowej i raczej nieosiągalny w najbliższym terminie więc raczej odpada. Szwajcarski ośrodek eutanazji – odpada z przyczyn finansowych. Jak widać, człowiek nie może się nawet zabić niskim kosztem, bo albo lekarz nie chce przepisać silnych lekarstw albo ośrodki wyspecjalizowane w ‘pomocy’ ludziom w potrzebie, żądają ogromnych pieniędzy za swoje usługi.
Sam już nie wiem czy zależy mi na życiu. Przynajmniej nie na takim, z jakim przyszło mi się zmierzać każdego dnia. Odczuwam ogromy żal i niemoc. Nie uważam by było to czymś niesprawiedliwym, ale też moim zdaniem było to ciosem poniżej pasa. Dużo myślę o Bogu. Czy istnieje. Czy potrafi mnie uzdrowić. Czy naprawdę gdzieś ‘tam’ jest. Skoro nikt Go nie widział od tylu tysięcy lat to chyba nie najlepiej to o nim świadczy. Czuję się jakbym był marcepanową figurką na szczycie wielopoziomowego tortu, który jest podgryzany i podjadany przez jakąś niewidzialną siłę a Ja, stojąc na szczycie widzę swój upadek. Widzę swój kres.
Zastanawiam się nad zwinięciem swojego kramiku i przeniesienia się w ‘lepsze’ miejsce. Pozostawienie wszystkiego ot tak. Przypomniał mi się wiersz ‘Pogrzebowy Blues’ Weystona Hugh Audena.

‘Niech staną zegary
Zamilkną telefony
Dajcie psu kość
Niech nie szczeka, niech śpi najedzony.
Niech milczą fortepiany
I w miękkiej werbli ciszy
Wynieście trumnę
Niech przyjdą żałobnicy
Niech głośno łkając samolot pod chmury się wzbije
I kreśli na niebie napis „On nie żyje!”
Włóżcie żałobne wstążki na białe szyje gołębi ulicznych
Policjanci na skrzyżowaniach niech noszą czarne rękawiczki.
W nim miałem moją północ, południe i zachód i wschód
Niedzielny odpoczynek i codzienny trud.
Jasność dnia i mrok nocy, moje słowa i śpiew
Miłość, myślałem, będzie trwała wiecznie,
Myliłem się,
Nie potrzeba już gwiazd – zgaście wszystkie – do końca
Zdejmijcie z nieba Księżyc i rozmontujcie słońce
Wylejcie wodę z morza, odbierzcie drzewom cień
Teraz już nigdy na nic nie przydadzą się.’

I tak zmierzam do końca.

Wyległem wreszcie na
słońce. Wskoczyłem do basenu i popływałem sobie prawie godzinę. Mogłem się tego
spodziewać, że dnia następnego nie będę mógł ruszyć ani ręką ani nogą. Utykam
jakby mi przeszczepili biodro i ramiona zwisają mi jakoś tak dziwnie. Jednak cieszę
się z odreagowania całych tych stresów których dostarcza mi praca. Przynajmniej
trochę uszło ze mnie ciśnienia i teraz mogę całkiem spokojnie egzystować.

W Mexyku powoli
nastaje gorąca wiosna. Nareszcie temperatury zaczynają oscylować w okolicach 28
stopni Celsjusza co mnie bardzo cieszy. Klimatyzacja w moim M1 działa pełną
parą i czuję się, jakbym mieszkał na Antarktydzie. Mieli ją naprawić ale jak
dotąd ani widu ani słychu po panach inżynierach od siedmiu boleści. Chyba się
nie doczekam i pozostanie mi tylko zaklejanie wylotu wentylacyjnego kawałkiem
kartonu i grubej taśmy.

Samopoczucie jakoś
dopisuje. O dziwo trzymam się całkiem dobrze. Nie tylko fizycznie ale i
psychicznie. Dowiedziałem się, że z wyglądu mam około 25 lat. Wspaniale. Widać
że dobrze się konserwuję. Może otworzę jakiś zakład konserw lub coś w tym stylu
i wtedy będę się dzielił swoimi doświadczeniami konserwatorskimi. W każdym
razie, poranno – południowa kawa smakuje wspaniale. Szkoda że bez papierosa,
którego mi nie wolno palić. Pozostaje kawa.

Mam wrażenie, jakbym miał nie doczekać kolejnych wakacji. Co to dla mnie oznacza? Praktycznie nic. No może tylko jedno. Zamiast spoglądać z boku, będę patrzył z góry.
Na dzień dzisiejszy, nie chcę się leczyć. I tak …. czy później – umrę, więc chyba nie ma to większego znaczenia. Dopiero teraz, zaczyna do mnie dochodzić to co się stało. Uśmiecham się przez łzy.

Przeżywam dylematy
natury religijnej. Jest wiele rzeczy których nie rozumiem a które mnie trapią.
Zastanawiając się nad wyższością Boga nad Jezusem i na odwrót dochodzę do
wniosku, że wiem jeszcze mniej. Modląc się codziennie, zachodzę w myśl, który z
nich jest mnie w stanie uzdrowić.

Pan G. mówi, że Jezus
celowo został posłany na ziemie by odkupił ludzkie grzechy, bo tak go umiłował
dobry Bóg. Brzmi to dla mnie dosyć abstrakcyjnie zważywszy na sytuację, że Ja
swojego dziecka nie wystawiłbym na takie cierpienia. Kolejna sprawa która mnie
nurtuje to czy Bóg rzeczywiście istnieje? Nikt Go nie widział, ale wszyscy o
Nim mówią. No i na koniec gdyby Jezusa nie ukrzyżowali, albo gdyby się nie
narodził, to co by było w kościołach? Co by wisiało nad ołtarzem i na ścianach?

Staram się trzymać
środka i na trzeźwo oceniać sytuacje jak również na spokojnie szukać odpowiedzi
na swoje rozterki, pytania i wszelkie wątpliwości. Czasami jednak dostrzegam w
sobie pewną skłonność do chaotycznej rządzy posiadania wiedzy, czy ‘Ktoś’ tam
na górze jednak jest. Chyba łatwiej się człowiekowi szuka odpowiedzi gdy wie,
że ‘jutro’ wcale nie oznacza końca tylko nowy dzień.

Miałem napisać listy.
Umknęło mi to gdzieś. Czas nieubłaganie przelatuje mi między palcami. Niepewne
jutro nadchodzi szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Marzę już o wolności.


  • RSS