Wpisy z okresu: 12.2007

WSZYSTKO

Brak komentarzy

Czas wielkich podsumowań. Rok minął jak jeden dzień. No może z wyjątkiem kilku dni. Rozmyślam nad jutrem. Nad kolejnymi. Chciałbym dożyć jeszcze kilku lat. Zobaczyć, jak wiele się zmieniło i wiedzieć, że robiłem dobrze. Czuję się, jak przed małym rachunkiem sumienia, gdy płomień świecy zdaje się dogasać. Jeszcze nie czuję wypalenia ale przeraża mnie myśl, że za jakiś czas mogę powoli tracić siły. Boję się umierania w poczuciu bezsilności i bezradności. Wolałbym popełnić samobójstwo, niż umierać na raty, każdego dnia. Nie wiem ile czasu mi pozostało. Lekarze też nie są tego pewni. Jednak teraz, pojawia się strach i refleksja. Co dalej. Staram się teraz cieszyć bardziej każdym wschodem słońca i jego zachodem. Biorąc głęboki oddech robię to w taki sposób, jakby miałby być moim ostatnich. Boję się, że nagle moje serce przestanie bić. To dziwne, bo nigdy nie bałem się śmierci. Nie mam dokąd uciec ze swoimi myślami. Widzę, jak Pan G. stara się mnie wspierać mimo moich protestów i zmian nastroju. Zawsze zastanawiałem się dlaczego ludzie którzy dowiadują się że umierają, nagle odsuwają bliskie osoby od siebie. Teraz już wiem. Nie chcę być ciężarem dla nikogo tym bardziej dla tych, którzy teraz mają szanse mnie przeżyć. I tak minął rok.
Nie wiem ile kolejnych przede mną. Teraz nie chcę o tym myśleć. Kolejny wschód słońca przede mną. Kolejny dzień, tydzień, miesiąc… rok.

PIACH

Brak komentarzy

Jakby nie było dziwnie się czuję, szczególnie po słowach Pani A. która stwierdziła, że bardzo mnie lubi i to, że może nie zobaczymy się już nigdy więcej nie oznacza, że nie pozostanę jej obojętny. Nasza znajomość i przyjaźń dalej będzie kwitła w naszych sercach do końca życia. Zrobiło mi się bardzo przyjemnie. Jednak gdyby tylko wiedziała, że nie pozostało mi tego czasu za wiele. Nastrój mi się pogorszył. Idę napełnić się trochę meksykańskimi promieniami słońca. Brakuje mi energii.

Pierwsze święta, podczas których będę sobie życzył… zdrowia. Wydaje mi się, że jestem za młody by umrzeć teraz. Jednak gdy poczuję się źle, natychmiast ogarnia mnie panika, że to może być jedna z moich ostatnich chwil. Narazie, chcę się cieszyć świętami.

MERRY???

1 komentarz

‚Give life love’.

Utknąłem na lotnisku w Atlancie z dwóch powodów. Po pierwsze już byliśmy spóźnieni wylatując z Wiednia i tym samym spóźnieni w Atlancie. A po drugie, immigration trwało tak długo, że zanim odebrałem bagaż i poszedłem nadać go ponownie, Pani z check in powiedziała z uśmiecham na ustach, że właśnie mój samolot sobie poleciał. Nie ma to jak mocne uderzenie po 11 godzinnym locie i prawie 21 godzinnym byciu na nogach.
Czuję się lepiej, bo wyniki badań jak narazie bardzo usatysfakcjonowały lekarzy. Muszę przyznać, że i mnie również. Nie ma to jak umrzeć w tropikach. Może niesmacznie to brzmi, ale w tej chwili, jest jedynym pocieszeniem w sytuacji w której zabrakło mi kluczy do kolejnych drzwi.

LAX

1 komentarz

Za kilka godzin będę już siedział w samolocie. Tym razem, nie będzie to ucieczka od odpowiedzialności. Ot taki wyjazd do pracy – na kilka miesięcy – ściślej ujmując jakieś 7.
Słońce mi dobrze mi zrobi.

Dzień minął pod znakiem senności i ogólnie obniżonego nastroju. Dużo myślę nad swoim życiem i nad tym, czego już nie uda mi się zrobić, dokonać, zobaczyć. Na tą chwilę nie płaczę, choć… jest mi przykro. Wszystko jest inne. Dopiero teraz, dostrzegam jak bardzo się zmienia.
Staram się rozmawiać ze swoim Aniołem Stróżem. Nie pytam o nic szczególnego. Ot takie moje ziemskie rozmowy z wysłannikiem niebios. Dobrze wiedzieć, że choć nie mam szans na niebo, będę bliżej ludzi. Bo tam na dół nie nadaję się. No chyba, że w raju są bardziej tolerancyjni niż w naszym kraju.

Po dzisiejszych badaniach ogarnęło
mnie zmęczenie. Po powrocie z przychodnii położyłem się spać i tak
minęło popołudnie. W trakcie badań obojętne mi było co ze mną zrobią.
Wystawiłem rękę a Pani doktor niczym wampirzyca, podkładała kolejne
probówki. Jedna na wątrobę, druga na wątrobę, trzecia na coś tam i tak
chyba z 6 probówek. Przeżyłem. Wyniki mają być w tempie iście
ekspresowym co świadczy, że i problem zdrowotny jest nie cierpiący
zwłoki. Po rozmowach z personelem przychodnii powoli wracam do siebie,
do względnej stabilizacji emocjonalnej. Zaczynam żartować z własnej
śmierci. Jednak widzę, że moja Mama nie czuje się zbyt komfortowo
słysząc tego typu komentarze. Tak samo Pani S. i Pan G. Może zdecyduję
się na jakąś operację celem uzdrowienia. A może jednak
nie.

Dzień, minął spokojnie. Wizyta u Pani M. jakoś pozwoliła mi na chwilę zapomnienia. Początkowo ogarnął mnie strach i panika, ale po chwili zaczęło mi przechodzić. Jednak niepokój utrzymywał się w zasadzie przez cały czas. Zaczynam się bać. Wcielam się w rolę eksperta by czuć się potrzebnym. Pomaga mi to zająć głowę, myśli. Wziąć się w garść. Staram się uśmiechać jak najczęściej. By żyło się lepiej. By żyło się… By się żyło.

O ŚMIERCI

1 komentarz

Oswajam się z myślami, kłębiącymi się w mojej głowie. Popłakuje czasami. Jak na razie, staram się nie myśleć o kolorze urny, pogrzebie i takich tam. Moja ciotka przez lata trzymała trumnę dla siebie na strychu. Codziennie chodziła ją wietrzyć i sprzątać by była gotowa na wypadek jej zejścia. Pewnego dnia, zrobiono z niej użytek. Ciotka spoczęła w grobie. Ja chcę być spalony. Bo na co mam zajmować kolejny pokój w willi, w dzielnicy ‚Wieczny Spoczynek’. Na myśl o śmierci, nie odczuwam strachu ani żalu. No, może złość, że to nie mnie było dane włączyć stoper, odmierzający pozostały mi czas. Mój Boże! Jest jeszcze tyle rzeczy których chciałbym dokonać. Tyle miejsc, do których chciałbym pojechać. Tylu ludzi, których chciałbym poznać. Ale czy to wszystko ma teraz jakikolwiek sens? Staram się nie poddawać, ale czasem jakoś tak pokręcone myśli same wchodzą mi do głowy. Dlaczego nie dałeś mi Boże być przeciętnym człowiekiem? Wtedy wiedziałbym, że umieram dlatego, że tak trzeba a nie dlatego, że to część moich życiowych doświadczeń. Nie chcę płakać!!!


  • RSS