Wpisy z okresu: 10.2007

THE LOST

Brak komentarzy

Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że jednak jakoś to będzie. Wiem że będzie bo być musi. Nie mam jednak wpływu na to, co się stanie. Jedyne co mogę zrobić to zawierzyć.
Bardzo mi przykro… Kochanie.

MARTIN PŁACZE

Brak komentarzy

Serce mi pęka. Pojawił się jakiś spokojny smutek. Nawet jakoś odrzuca mnie od papierosów i nie mogę zapalić by zdusić płaczącej duszy ból.
Przeglądałem swoje poprzednie wpisy, e-maile do znajomych sprzed kilku lat i coś mnie tknęło. Coś mną wzruszyło. Coś zabolało. Gdzieś zatraciłem optymizm, werwę do życia i zapał do silnego pędu na przód. Czuję, jakbym osiadał w miejscu mimo, że wciąż żyje na walizkach. Wiele rzeczy straciło na wartości. I nawet strona, z której zawsze wschodzi słońce, strona w którą skierowany jest mój wzrok zdaje się być tak daleki i nieosiągalny dla kogoś, kto jest już tak prawie blisko. Ja.

DREAM HOUSE

Brak komentarzy

Po kilku dniach choroby, dochodzę do siebie mimo, że kolejny dzień spędziłem w łóżku. Coś, co nie dawało mi spokoju właśnie się staje. Powoli opadają emocje i obawa przed nieznanym. Z każdą godziną czuję jak wracają mi siły i spokój, choć tęsknota zagościła w mym sercu na dłuższy czas. Systematyczne odgradzanie się przynosi efekty i kontrast, dzięki któremu widzę jeszcze dokładniej cele do osiągnięcia i miejsce do rzucenia kotwicy. Męczy mnie powoli nieustanne przenoszenie się z miejsca w miejsce a w szczególności te, których nie lubię (Meksyk).
I chociaż wiem, że mam dobre dusze na których mogę polegać i liczyć, to brak mi mojego Anioła. Kilka lat temu wbił mi się w pamięć jeden wers z piosenki Louisa Armstronga:
I see friends shaking hands…..sayin’… how do you do
They’re really sayin……I love you.
I na tym się kończy to co się zaczęło. I chociaż wiem, że jeszcze powróci, zauważam już uciekający czas.
Na twarzy pojawiają się zmarszczki. Skóra wiotczeje. Oczy tracą dawny blask. A Ja? No cóż. Nie można mieć wszystkiego.

SO I AM

2 komentarzy

O godzinie 17 ze zdziwieniem odebrałem informację, że po 20.00 otrzymam swój paszport z wizą. Jakoś nie chciało mi się wierzyć, ponieważ ostatnią wizę – tzn. paszport z wizą wieźli mi prawie 10 dni. Jakież zdziwienie mnie wzięło, gdy po 20 zadzwonił dzwonek do drzwi i Pan Kurier, uprzejmie poprosił o dowód osobisty celem weryfikacji danych i… po kilku minutach przesyłka trafiła w moje ręce. Wiza śliczna, pachnąca, turystyczno – służbowa (mimo, że starałem się tylko o turystyczną, ale to miłe ze strony Pani Konsul)no i ważna 10 lat. To dłużej niż mój paszport.
Cały wczorajszy i dzisiejszy dzień, upłynęły mi pod znakiem łóżka i totalnego lenistwa. Pobudka o 11.30 a potem komputerek. W międzyczasie telefon na uczelnie i znowu odpoczynek. Od tego leniuchowania rozbolała mnie głowa. Nawet nierobienie niczego męczy. Nie pytam dlaczego, bo to wymagałoby pomyślunku a zważywszy na mój obecny stan umysłu, totalnie i nawet w połowie nie nadaję się do myślenia.
Tknęło mnie przeczucie, że coś się stanie. Sieknęło i trzepnęło po emocjach niczym piorun i grom z jasnego nieba. Z trwogą i uwagą, śledzę wszystko co się wydarza. Moja Córeczka odziedziczyła po mnie ten WIEDZMEŃSKI instynkt, wiec jutro muszę zadzwonić i zapytać się, czy ma dla swojego WIEDZMEN-ka jakieś informacje. Sam już nie wiem, czy mam i czego się bać.

LIVING LIVES

1 komentarz

Jedną z moich ostatnich intensywnych rozrywek, jest przeglądanie profili na gaydarze. Jeden jedyny wniosek jaki się nasuwa to taki, że większość tych ciot jest głupia i pusta jak cegła budowlana. Szkoda tylko, że są oni tak oporni na mądrość niczym cegła na nacisk.
Opisy typu: zagadaj a się dowiesz – odpowiem na każdego maila, pozostają wiele do życzenia zarówno pod względem tego czego autor ‚anonsu’ chce a tym, czego oczekuje. Zachęcony takim opisem, postanowiłem zadepeszować do szanownego jegomościa. No cóż. Zakompleksiony pedałek, po przeczytaniu maila nie raczył odpisać. Ciekawe czy jakaś jego komórka mózgowa właśnie była w trakcje zapładniania przez połyk, czy też zadufany w sobie, przekonany o pięknie swoich pryszczy latawiec, najnormalniej w świecie nie miał dla mnie czasu.
Jakież to dla mnie było bolesnym doświadczeniem. Do teraz nie mogę się otrząsnąć z bycia porzuconym mimo, że dwie największe – płci męskiej – miłości mojego życia dawno mnie porzuciły.
Wyznając zasadę żeby życie miało smaczek… spotkałem się dzisiaj z Panią I. Ładna, szczupła, starsza ode mnie o 7 lub 8 lat, dzieciata no i zapomniałbym o najważniejszym… mężatka. Twierdzi, że mąż ją zaniedbuje i takie tam. Podoba mi się jednak sposób w jaki mnie dotyka i całuje, choć znam takich – jedną kobietę i mężczyzn, z którymi mógłbym się całować godzinami.
Od słowa do słowa zaczynam narzekać. Świat pedalski jest okrutny. Każda ciota albo dużo się modli i dużo się puszcza, albo się nie modli i też się puszcza. Zatem jak widać, obydwa ciała puszczają się tak samo. I czyż ten, kto odkrył i sformułował tą teorię nie miał racji? Powtórzę moje ulubione zdanie. Może i na czymś się tam nie znam, ale głupi nie jestem. Jeśli ‚KTOŚ’ chce oszukać mnie, lepiej niech zacznie od siebie, bo Ja jestem za głupi na to, by dać sie oszukać. No i jakby nie patrzyć, wyszło na moje. Bo lepiej żeby wyszło na moje, niż na cudze.
Nie chcę tracić w życiu więcej niż straciłem. Wiem, że jest to kwestia doświadczeń, jednak Ja uwielbiam wchodzić dwa razy do tej samej rzeki. I choć woda ta nie smakuje tak samo, zawsze w pamięci mam pierwsze wrażenia i piękne chwile.

LACRIMOSA

Brak komentarzy

Po dzisiejszej gonitwie do ambasady do Krakowa po wizę, do jednego z moich ulubionych krajów padam z wycięczenia. Pani Konsul okazała się bardzo miłą osobą a Ja zupełnie bez stresów i nerwów podszedłem do okienka i powiedziałem, że chciałbym wizę.
Pani Konsul zapytała się mnie co oznacza 5 miesięczny pobyt w USA na wizie pracowniczej, a Ja odparłem, że to była suma całego kontraktu, a nie jednorazowego pobytu w tym kraju. Po tych wyjaśnieniach zauważyłem, że kamień spadł jej z serca i z uśmiechem na ustach powiedziała: ma Pan wizę.
Po powrocie do domu, zjadłem obiad i natychmiast położyłem się spać. Właśnie wstałem. Dalej jestem śpiący. Dalej mam uczucie obojętności. Jakoś nagle, wiele rzeczy straciło sens. Walka o każdy dzień.

DREAMS MAKER

1 komentarz

Podglądnięte: Nikt nie będzie mi mówił jak żyć, bo nikt za mnie nie nie umrze.

Po kolejnym telefonie z uczelni, zostałem wezwany na pilne konsultacje przed członkami rady naukowej. Temat jest trochę kontrowersyjny, więc chcą mieć pewność, że praca jest ‚idealna’ od A do Z. Tak wiec, kolejny termin obrony, przechodzi na kolejne miesiące. Na pocieszenie a w zasadzie coś co mnie nawet cieszy, usłyszałem: niech się Pan nie martwi. Nawet jeśli będzie się Pan bronił za kilka miesięcy, to my to wszystko załatwimy. Ma Pan tak dobrą opinie studenta, że nie musi się Pan martwić o terminy.

Hmmm. Dobre i to. Zatem w CV kolejny rok studiów.

PIERWSZA ŁZA

1 komentarz

Po raz kolejny przejrzałem na oczy. Źle sypiam. Po raz kolejny planuje ucieczkę do nikąd. Walizki prawie spakowane, tylko jakoś tak dziwnie uciec bez pożegnania. Zdobycie się na na ostatnie słowo, też jakoś mi nie wychodzi. Nie jestem jeszcze gotów na ten ostateczny krok. Czasami myślę sobie, że lepiej odejść do domu mego Ojca, niż być niewolnikiem tego świata.

SUN(NY) FLOWER

Brak komentarzy

‚If a black man is racist, is it okay?
If it’s the white man’s racism that made him that way
Because the bully’s the victim they say
By some sense they’re all the same

Because the line between
Wrong and right
Is the width of a thread
From a spider’s web
The piano keys are black and white
But they sound like a million colours in your mind

I could tell you to go to war
Or I could march for peace and fighting no more
How do I know which is right
And I hope he does when he sends you to fight

Because the line between wrong and right
Is the width of a thread from a spider’s web
The piano keys are black and white
But they sound like a million colours in your mind

Should we act on a blame
Or should we chase the moments away
Should we live
Should we give
Remember forever the guns and the feathers in time
Because the line between wrong and right
Is the width of a thread from a spider’s web
The piano keys are black and white
But they sound like a million colours in your mind
The piano keys are black and white
But they sound like a million colours in your mind
Because the line between wrong and right
Is the width of a thread from a spider’s web
The piano keys are black and white
But they sound like a million colours in your mind
The piano keys are black and white
But they sound like a million colours in your mind.’

PORA UMIERAĆ

1 komentarz

Nie wiem dlaczego wciąż daję się nabierać na te same uczucia, czułe słówka i gesty. Jak mawiają – miłość jest ślepa. Mam tyle lat ile mam i nadal wierzę w cuda związane z pewnymi osobami czy wydarzeniami. Ilekoć budzę się z tego amoku, po krótkiej chwili znów w niego zapadam. Nie podoba mi się to. Wiem czego chcę choć tak naprawdę to nie wiem. To znaczy wiem ale… nie powiem co wiem bo wiem, że jak powiem, to… No tak. Wykropkowane. Cenzura na całego. Męczy mnie to już potwornie. Nie chcesz? To nie. Tak myślę sobie. Jutro też wzejdzie słońce. Jutro będzie dobry dzień.
Dziś już wiem, że to raczej nie ma sensu i nie wróci już to, czego bym pragnął. Chyba się skończyło. Chyba najwyższa pora, bym obudził się z tego snu. Nie chcę przespać reszty życia. Nawet, gdybym miał jutro już się nie obudzić nie chcę mieć poczucia straconych szans. Dziś to wiem, że gdyby nie… (i znowu cenzura – szkoda) świat nadal mieniłby się tysiącem kolorów.
Jedni powiadają, że miłość jest ślepa. Drudzy, że warto być ślepym z miłości. Ja jednak chcę pozostać na uboczu. Przypattrywać się tym wszystkim samobójcom miłości. Nie chcę wybierać między byciem sobą a byciem kochanym. Dwa razy już wybierałem i… dwa razy przegrałem.


  • RSS