Wpisy z okresu: 6.2007

COME BACK

2 komentarzy

Tak. Chyba wiem juz jak to ujac. Poranna kawa i papieros. Poludniowa sauna i maseczka na twarz. Wieczorna praca i muzyka. Czy Ty wiesz…?? Mysle, ze tak.

Dochodzi druga po poludniu. Zaraz ide cos zjesc. Na 17 do pracy. Przed praca musze zrobic pranie i chce sie wygrzac bo dosyc marzne w 28 stopniowym Meksyku. Brrr.
A to … to takie male streszczenie ostatnich dni.

‚How many times do I have to try to tell you
That I’m sorry for the things I’ve done
But when I start to try to tell you
That’s when you have to tell me
Hey… this kind of trouble’s only just begun
I tell myself too many times
Why don’t you ever learn to keep your big mouth shut
That’s why it hurts so bad to hear the words
That keep on falling from your mouth
Falling from your mouth
Falling from your mouth
Tell me…
Why
Why

I may be mad
I may be blind
I may be viciously unkind
But I can still read what you’re thinking
And I’ve heard it said too many times
That you’d be better off
Besides…
Why can’t you see this boat is sinking
(this boat is sinking this boat is sinking)
Let’s go down to the water’s edge
And we can cast away those doubts
Some things are better left unsaid
But they still turn me inside out
Turning inside out turning inside out
Tell me…
Why
Tell me…
Why

This is the book I never read
These are the words I never said
This is the path I’ll never tread
These are the dreams I’ll dream instead
This is the joy that’s seldom spread
These are the tears…
The tears we shed
This is the fear
This is the dread
These are the contents of my head
And these are the years that we have spent
And this is what they represent
And this is how I feel
Do you know how I feel
’cause i don’t think you know how I feel
I don’t think you know what I feel
I don’t think you know what I fear
You don’t know what I fear.’

A JE TO

1 komentarz

Sloneczna pogoda choc chlodno. Podobno za 2 tygodnie zaczyna sie lato a tu ni chu chu nic nie zwiastuje upalow.
W pracy nawet nawet. Glupota amerykanow bije rekordy. Zastanawiam sie, jak takie mocarstwo wciaz trwa. Pytaja sie o tak oczywiste rzeczy ze czasami zastanawiam sie, czy rzeczywiscie nie wiedza czy tez rzna glupa. Wydaje mi sie, ze jednak jedno i drugie. Glupota z ignorancja to doskonale polaczenie.
U mnie moze byc. Choc jestem troche spiacy, to jednak sie trzymam. Nie moge narzekac, ale czegos wciaz mi brak.

LIFE IS UNFAIR

1 komentarz

Czuje sie, jakbym przegral cos, co dawalo mi przepustke do lepszego jutra.
Pan J. chyba zostal aresztowany za rzekome zgwalcenie Pana E. Nie wierze w Jego wine, ale nie mowie, ze stawiam tez swoj autorytet reczac za Pana J. Nagle zrobilo sie smutno i niesmacznie. Wszak ze obaj panowie szaleli za mna, a i Ja nie ukrywam, ze przyjemnie sie z nimi rozmawialo. Zreszta mysle, ze tylko rozmawialo, bo jakos zawsze opatrznosc czuwala nade mna.
Za kilka godzin – moje ulubione miejsce. Cabo San Lucas. Czuje jak rosna mi skrzydla, bynajmniej nie z radosci. Uczucie cos w rodzaju – odleciec stad. I choc mam ogromne szczescie, to znowu mi sie plakac chce.
Nie czuje sie podle. Nie, to nie to. Czuje sie raczej jak rybka akwariowa wpuszczona do oceanu. Duzo przestrzeni i za malo siebie.

Nocna rozmowa z Panem G. natchnela mnie by sie starac. Pracuje w dziale perfum i pachne niczym pachnidlo. Cieszy mnie to. Dzis odpoczynek, sauna, jedzonko i praca. Nie jest zle, ale mogloby byc lepiej. Jutro San Diego. Po raz kolejny nie pojde na miasto na zakupy. Nic straconego. Bedzie nastepne. Za 4 dni znowu Meksyk.

CODE

Brak komentarzy

W drodze do mojego ulubionego Cabo San Lucas, zapale papierosa i wypije piwko, by ugasic smutek. Po przeczytaniu maila, nie wiem czy dalej warto. Kolejne 4 miesiace.

W Meksyku zimno. Wieje niczym w Kielcach. W pracy powialo optymizmem i szalona pensja 260 dolarow za 4 dni pracy. Wow!!! To dopiero cos. W 5 dni zarabiam 170 dolarow a w cztery 260. Ciekawe ile bym zarabial, gdybym pracowal tylko jeden lub dwa dni.
Ostatnio zdarzylo mi sie pojsc na dyskoteke (co w moim wieku a moze w moim przypadku to naprawde rewelacja i nie lada wyczyn) i na jakies party. Wstyd sie przyznac, ale gdyby nie Pan J. wracalbym na czworakach. Zreszta, to on mnie prowadzil bo Ja bym za Chiny ludowe nie trafil. Jejcie. I czym ja sie szczyce. Szczeniackie zachowanie. Jednak ani ciut ciut, nie jest mi wstyd. Ot tak lata leca a rozumek niczym nastolatka.
Za kilka godzin bede w San Diego. Moze wreszcie uda mi sie pojsc na zakupy. Jak to mowia, do 4 razy sztuka.

Dzis znowu jestem w Meksyku. Zimno, wietrznie i tak jakos dziwnie. Taka polska wiosna. Wyszedlem do kafejki internetowej by sprawdzic poczte i zaraz wracam do siebie.
Przeprowadzilem sie. Ciesze sie, bo widze, ze humor mi powrocil no i pojawila sie jakas chec zycia. Jeszcze nie zdazylem przeczytac poczty, a Ja juz chce wracac i isc do sauny sie wygrzac i odpoczac.
Jest tak sobie. Myslalem, ze edzie lepiej. Fakt, ze czasem mam w pracy taki ubaw ze tylko boki zrywac, ale czegos mi jednak brakuje. Po totalnym wychlodzeniu w moim poprzednim M1, musze sie ogrzac. I… nie chce juz dluzej czekac.

SO LONG

Brak komentarzy

Stoje samotnie na skrzyzowaniu i nie wiem, ktora pojsc droga.
Pan D. wyjechal. Zostawil mi kartke i prezent. To wszystko. Podobno dzwonil i pozdrawial. Smutno mi sie zrobilo.
W pracy kolorowy zawrot glowy. Duzo sie dzieje.
Nie lubie Meksyku. Zimno, brudno i pustynia. W zyciu nie wydalbym takiej kasy, by zobaczyc taki syf. No coz. Urok nie bycia amerykaninem. Koniec transmisji.


  • RSS