Wpisy z okresu: 3.2007

WHAT LIFE?

1 komentarz

Muszę przyznać, że praca jako Tajemniczy Klient sprawia mi wiele przyjemności. Audyty to dla mnie czysta przyjemność. Uwielbiam wpadać na kontrolę zważywszy, że nikt sie mnie nie spodziewa. Myślę, że dużą satysfakcję odczuwam podczas ‚robienia’ zakupów. Oczywiście nie każdy lubi być ‚lustrowany’ ale cóż, firma zleca więc trzeba wykonać zadanie. Właśnie wczoraj wróciłem z Katowic z kolejnych badań. Do teraz nie mogę dojść do siebie. Sam zresztą nie wiem z jakiego powodu. Czy były to odwiedziny w miejscu gdzie przebywa ‚Ktoś’ bliski memu sercu, czy może wina leży po stronie podróży, stresów, nerwów i spotkaniami? Jakoś teraz nie chcę szukać odpowiedzi. Pozostawię to samemu sobie. Może wszystko w jakiś cudowny sposób się wyklaruje, wyjaśni i usatysfakcjonuje moją potrzebę wiedzy.

‚Here in the dark
I stand before you
Knowing this is my chance to show you my heart
This is the start
This is the start

I have so much to say and I’m hopin’
That your arms are open
Don’t turn away, I want you near me
But you have to hear me

Here’s where I stand
Here’s who I am
Love me, but don’t tell me who I have to be
Here’s who I am, I’m what you see

You said I had to change and I was tryin’
But my heart was lyin’
I’m not a child any longer
I am stronger

Here’s where I stand
Here’s who I am
Help me to move on but please don’t tell me how
I’m on my way, I’m movin’ now

In this life we’ve come so far
But we’re only who we are
With the courage of love
To show us the way
We’ve got the power to stand up and say

Here’s where I stand
Here’s where I am
Stand up and be counted, I’m counting on you
If you’re with me
We’ll make it through

Here’s where I stand
Here’s who I am
Love me, love me, love me and we’ll make it through
Here’s where I stand
Baby, baby, baby I’m counting on you

Here’s where I stand
Love me, love me, love me and we’ll make it through
I’m counting
I’m counting
I’m counting, I’m counting on you’

‚Czy kiedykolwiek Kochałeś Kogoś wiedząc, że tej osoby już nie ma?’

Zły dotyk. Boli przez całe życie.

W niedzielę Pan L. miał lot powrotny do domu. Żegnając się na lotnisku, zakręciła mi się łza w oku którą dostrzegł. Ucałował mnie na pożegnanie i zniknął za zakrętem w bramie odpraw lotów. Te kilka dni spędzone razem, były mi bardzo potrzebne i bardzo się cieszę, że Mój Najlepszy Przyjaciel odwiedził mnie właśnie teraz. Najzabawniejsze było to, że jeszcze nie wyjechał, a Ja już za nim tęskniłem. Zawsze pojawia się jak anioł i jest moją lokomotywą. Wspaniały człowiek. Złośliwy jak Ja. Uparty jak Ja. Roztropny jak Ja. I tak samo jak Ja, popełniający błędy. Jest w moim sercu. Mój Przyjaciel.

Jutro od rana czeka mnie bieganina. Pakowanie, przewożenie i wyjazd na lotnisko do Pyrzowic po Pana L. Nareszcie po tak długim czasie wreszcie się zobaczymy. Na samą myśl jakoś powraca mi humor.
Na nastrój wpływają moje dolegliwości ze strony wątroby i nerek. To jednak faktycznie oznaka, że życie zaczyna sie po trzydziestce. Do trzydziestki – beztroskie lata. Po trzydziestce – szpitalne. Moja dietetyczka zaleciła mi spożywanie dużej ilości świeżych, zielonych warzyw. Jednak spożywać je mogę tylko do południa – najdalej do 15. Potem już mi kategorycznie nie wolno. Może faktycznie ascetą powinienem zostać? Człowiek wtedy świadomie nic nie je, no a pod wpływem głodu doznaje boskich wizji. W sumie to ucieszyłbym się z objawienia bo mam parę pytań do Najwyższego ale wątpię, czy uzyskałbym konkretne odpowiedzi.
Od jakiegoś czasu jedna z moich znajomych ma taki oto opis na gadu gadu: Życie mnie często przewraca. Ładnie. Niczym slogan skradziony z mojego.

Rozkłada mnie na amen. Jeszcze chodzę, jednak nie wiem jak długo tak pociągnę. Mój organizm zaczyna grać nie fair. Chyba wygraweruje krzyże na moim stalowym szejkerze. Lepiej zawczasu zaplanować swoje odejście, niż miałby to zrobić ktoś inny.

W moim życiu nie jest dokładnie tak, jakbym tego chciał. Chyba w którymś momencie, gdzieś się pogubiłem. Na próżno szukam starych dróg po których kroczyłem dumnie i pewnie. Mam wrażenie jakbym osiadł na mieliźnie. Mogę ruszać rękami i nogami ale nie ruszam się z miejsca. Dotykam najgłębszych pokładów mojej osobowości. Moja podświadomość nakazuje zatroszczyć się o moje własne Ja. Z doświadczenia wiem, że nie jest to takie proste ale i nie jest to także nie do osiągnięcia. Chyba żałosnym byłoby stwierdzenie iż tracę grunt pod nogami w sytuacji, gdy nie czuję że w ogóle stąpam. Chciałbym wyśnić sobie mapę, cele i wszystkie piękne chwile razem z tymi mniej przyjemnymi z przewagą tych pierwszych. Jednak odkąd świat mi się zawalił a życie przewróciło do góry nogami, wraz z tym wszystkim pogrzebana została nadzieja na wspaniałe spełnienia.
Wiem, że zatrzymując się w życiu i trwając w jednym miejscu należy doświadczyć straty, bólu, przeżyć żałobę, podnieść się i pójść dalej. Za każdym jednak razem gdy tylko wstaję, nogi uginają mi się w kolanach i czuję niesamowitą presję, siłę przygniatającą mnie znowu do ziemi. Może i stąd afirmacja bycia tu i teraz, jestem i trwam? Zaczynam poznawać smak ziemi. Czasami dominuje we mnie przekonanie, że błoto wygląda znajomo i kusząco podczas, gdy gwiazdy zdają się być tak daleko.

Mam odpowiedź na moje złe samopoczucie. Tak jak przypuszczałem – wątróbka dała o sobie znać. No ale już jestem zaopatrzony w odpowiednie pastylki i wiem, że z każdym dniem, będę dochodził do zdrowia. Z każdym dniem obserwuję, że faktycznie się starzeje bo coś mnie strzyka coś mnie łupie a Ja jak zwykle większość z tego mam w d****. To już coś. Przynajmniej nie staję się jakimś pustelnikiem co to się rozczula i medytuje nad swoimi dolegliwościami. Mój Najwyższy! Przecież Ja muszę na coś umrzeć. Przecież nie mogę żyć wiecznie. Zmęczyłoby mnie to do reszty. Nie potrafię sobie poradzić z miłością a co dopiero z tak długim życiem? O nie! Nie piszę się na to. Jestem zbyt leniwy, wygodny i ekscentryczny. A świat i tak ma dość ekscentryków z którymi nie umie sobie poradzić. Jeden Ja – to taki razy dwa. Złośliwość do kwadratu a może i do sześcianu mam w małym palcu. Wciąż jednak doskonale techniki awersyjne względem tych, którym na mnie zależy.
Chyba jednak nie potrafię się przełamać. Mam małą blokadę na siebie, ludzi i świat. Moja Wyrocznia mówi, że wszystko zmierza we właściwym kierunku. Ja jednak wewnętrznie pragnąc oporuję by przypadkiem nie poczuć wolności. Kilka dni temu usłyszałem, że nie możemy zapobiegać czemuś, czego nie potrafimy przepowiedzieć. Żadne to dla mnie pocieszenie w sytuacji, gdy oglądam świat za szybą a wszystko to, co się zdarza, mam wrażenie że i tak mnie dotyczy ale już bez mojego udziału. Jakkolwiek bym nie chciał, jestem tu ale moje myśli są daleko stąd.

Uczę się siebie. W alienacji przed otoczeniem łatwiej jest mi się zdystansować do świata i łatwiej zbliżyć do samego siebie. Dokonując implozji w głębokie pokłady mojej świadomości odczuwam pewną pustkę, może rozczarowanie a już na pewno smutek. Czasami mam wrażenie jakby cała ludzkość została zaproszona na bal a moje zaproszenie utknęło gdzieś na poczcie. W pewnym sensie jest to przerażająca perspektywa egzystencji jednak jakże prawdziwa. Wiem, że żyje.
Za kilka dni na kilka dni przyjeżdża mój Najlepszy Przyjaciel. Nie widzieliśmy się X lat i raptem udało nam się dograć termin spotkania. Pan L. uwielbia Polskę. Podoba sie jemu cholera jak nie wiem co. Wątpię jednak, by zechciał w niej zamieszkać. Też nie znosi konserwatyzmu tak jak i Ja, choć czasami bliżej mi ze swoimi liberalnymi poglądami do moherowych skautów niż do radykała wolności obywatelskiej. Myślę, że jest to też kwestia akceptacji i bycia dumnym z siebie. Nader często mylę to ostatnie z byciem dumnym – tak ogólnie. Dzisiaj oglądałem film, w którym konkluzją był apel o bycie dumnym z tego kim i jakim się jest. No właśnie. Chyba dlatego nadal potrzebuję lekcji o sobie samym. Wiem, że tego typu problemy przeżywają też inni, ale nie jest to dla mnie pocieszeniem w sytuacji, gdy budzę się rano i zastanawiam się kim jestem. Jest to pytanie na które odpowiedź leży we mnie. Nie chciałbym dłużej spychać w podświadomość wołania mojego wewnętrznego dziecka, do którego dotarcie zajęło mi aż dwadzieścia lat. Jestem mój. I jestem tu.


  • RSS