Wpisy z okresu: 2.2007

Moje życie raz zwalnia raz przyspiesza. Ostatnio chyba włączyło sobie nawet dopalacz. Cały czas zbierałem dokumenty i wypełniałem aplikację dzięki której zdobędę certyfikat bezpieczeństwa który to umożliwi mi poruszanie się w wydzielonych strefach międzynarodowych do których bez licencji mają dostęp tylko mundurowi. Aż mnie ssie w dołku.
Mimo, że skupiam się nad swoim życiem, jakoś nie za bardzo chce mi się rozprawiać nad nim w kategoriach filozofii. Dzisiaj przyjmuję je takim jakim jest. Ba! Nawet gdyby okazało się homoseksualne. A swoją drogą czy życie może być homoseksualne? Hmmm. Z jednej strony i owszem. Z drugiej juz nie. I owszem dlatego, że skoro człowieka płci dajmy na to męskiej ciągnie do drugiego mężczyzny to czemu taka sama zasada miałaby nie odnosić się do życia? Z kolei już nie, bo co to za życie które nie uprawia seksu? Za czasów mojej młodości – haha jak to brzmi, mawiało się, że trzeba pieprzyć życie bo może sie okazać, że życie już nas pieprzy. No tak. Poruszyłem kwestię seksu i już sobie wyobrażam wielkość członka u mojego życia. Dopada mnie zmęczenie szryc komórek skoro już do takich wniosków dochodzę.
A, i jeszcze jedno. Skoro życie może być homoseksualne, to czy jest także i bi? Jeśli tak, to jest tak jakby… moje.

Wszystko byłoby prostsze gdyby…

2 x P
2 x M

Wszystko, gdyby nie…

‚Uwierzyć Chcę uwierzyć Chcę poznać, czym jest jutro zbliżające się tu cicho i spokojnie. W świecie spowitym zimą, czy jest miejsce na to, żeby wierzyć? Chcę poznać, czym jest życzenie czasu tak jasnego jak wolność. Poznać wiarę na nowo. Nasze sny zdają się być wyblakłymi jesieniami, skąd lato odeszło z deszczem. To bez znaczenia jak wypłakujemy swoje łzy. Odpowiedź jest szeptem w dalekim świecie. Chcieć, lecz nie odczuwać jest trudno. Widzieć, lecz nie słyszeć, odwróciłeś się powiedziałeś: nic nie jest pewne, bo takie jest życie. W moich słowach brak jakichkolwiek życzeń, ochoty czy tęsknoty.’

LOOK AT ME

1 komentarz

Niewiele jest rzeczy a może raczej ludzi, dla których byłbym, jestem w stanie poświęcić część siebie. Nie twierdzę, że jestem egoistą choć w pewien sposób tak to można określić. Po prostu ważne jest dla mnie miejsce w którym jestem. Czy jest to mój dom – którego obecnie jeszcze nie posiadam, czy może dostateczna ilość pozytywnej energii wznoszącej mnie ku gwiazdom?
Myślę, że ludzie powinni odlatywać ku górze czyści i wolni od niemądrego smutku. Nie wyobrażam sobie jednak życia bez samotności. Daje mi poczucie dystansu do świata i samego siebie. Jest tym, co zmusza mnie do odkrywania w sobie tęsknoty i na nowo odkurzać zasypane ścieżki. I choć za każdym razem robię dokładnie tak samo i zdarzają się momenty w których brak mi na to sił – nie żałuję. Nie żałuję.

NO WAY TO GO

1 komentarz

Pośród zjednoczonego królestwa snów, trudno mi pogodzić się z tym co jest i o czym marzę. Nie dziwią mnie zatem pożegnania. Najdoskonalszym jest samobójstwo. Samounicestwienie. Samozagłada. Upiorna to kołysanka. Upiorna, ale moja.

Mam wrażenie, jakby czas płynął szybciej niż jest to przyjęte. Nie chodzi o to, że rzuca mi się na głowę upływający czas który chcąc niechcąc mnie postarza. Raczej problemem jest jego prędkość w odliczaniu bardziej straconych lub mniej – chwil. Trzymam się siły optymizmu na tyle, na ile jestem w stanie znieść tęsknotę.
Mam przeczucie, że ktoś niedługo może przejść do lepszego świata. Nie mam w sobie w tym momencie odruchu paniki, bo wiem, że na niego już jest kolej. To chyba główny powód mojego samopoczucia. Spać mi się chce. Jestem ogólnie rozbity. Jakiś taki bez ładu i składu. Za oknem szaruga, pada deszcz. Zniechęca do robienia czegokolwiek. Z drugiej jednak strony, przypomina mi to bardzo moją rezydencję w Holandii w moim ukochanym Utrechcie. I w takim klimacie popadam w nostalgie. Z drugiej strony co to za nostalgia z optymizmem. A może juz oszukuję sam siebie że jestem człowiekiem pozytywnie nakręconym. Widzę pewien związek z brakiem czułości i bliskością z Moim Misiaczkiem ale coż. Trzeba będzie jakoś przeżyć albo i nie. Zaczynam żałować straconych chwil.

KCMT

23:29

Brak komentarzy

‚Wszystko to, co dzieje się w Moim życiu zdaje się być jednynym i niepowtarzalnym elementem układanki jakim jest życie. Nigdy się nie zastanawiasz nad tym co jest. Zawsze jest ‚było’ i ‚będzie’. Brak mi w tym wszystkim tego co ‚tu’. Złożoność całości wspiera i wypacza obraz rzeczywistości mojego jutra. Nie chcę by to, co zostaje za mną determinowało tego, co przyniesie jutro. Po tylu latach jednak widzę, że tak się nie da. To co odchodzi wyznacza kierunek w miejscu, w którym stoję. Boję się utracić równowagi pomiędzy ziemią a niebem. I choć spoglądam przed siebie, przed oczyma mam wszystkie te chwile dla których poświęcam wciąż siebie. Nie wyobrażam sobie kolejnego dnia bez przebaczenia sobie za to co robię. Za każde przykre słowo i czyn, boleśnie odciskające swe piętno na tych, dla których chwila jest wszystkim. Dla tych, dla których ważne są tylko te dni których jeszcze nie znamy. I nic już nigdy nie będzie takie samo.’

I EXIST

2 komentarzy

Jedna z wielu rozmów z Moją Mamą.

‚Mama – słuchaj, właśnie przeczytałam na necie że weszła jakaś Vista. Co to jest? Czy trzeba to mieć w komputerze?
Ja – Vista to jest system operacyjny komputera. Tak jak XP na Twoim komputerze.
- No Ja wiem, ale czy muszę to mieć.
- Jeśli nie masz co robić z pieniędzmi to możesz sobie kupić.
- Tak? A ile to kosztuje?
- Jakieś 450 złotych.
- Hmmm. No ale skoro to trzeba mieć to mówi się trudno.
- Słuchaj Laska. Ty mi się tam ucz obsługi komputera na XP a dopiero potem porozmawiamy o Viscie. Oke?
- No oke oke.
- Ja właśnie zrezygnowałem z Windowsa i przerzuciłem sie na Linuxa.
- A co to jest?
- Taki inny system operacyjny. Darmowy, legalny, szybciej chodzi, nie zawiesza się, nie jest tak dziurawy jak Windows.
- Aha. Eee to fajnie. Ja też taki chcę. Możesz się teraz podłączyć do mnie i wgrać mi tego Linuxa?
- Słońce drogie. To trzeba zrobić reinstalkę systemu. Jak przyjadę do Ciebie do Austrii to zobaczymy co da się zrobić.
- Super. Juz się cieszę. Aha. Słuchaj. Wiesz, widziałam takie świetne komórki.
- ??
- No wiesz, Nokie. Śliczna. Chciałabym mieć taka. No ale ona kosztowała 400 euro.
- Nie martw się. W czerwcu lub lipcu kupię Ci nową.
- Aaaa. Czyli dasz mi tą swoja nową tak?
- Nie dziecko kochane. Kupię Ci nowiutka Nokię.
- Wow. Będę miała nową komórę.’
No tak. Moja Mama jest hakerką. Niczym nastolatka interesuje się najnowszymi trendami w telefonii komórkowej, komputerach czy też który sprzęt gospodarstwa domowego jest tańszy i gdzie, jakie są okazje i czy młynek do kawy który kupiła spełnia swoją rolę. Wspaniała kobieta. Ona w porównaniu z moim ojcem wygląda jak nastolatka. Jak idą razem ulicą wyglądają jak dziadek z wnuczką.

Od ciągłego palenia mirry, mieszkanie wygląda na porządnie oczyszczone w sensie moralnym i duchowym. W życiu zaczęło mi się wywracać po raz kolejny. Chyba otworzę park rozrywki. Darmowy zawrót głowy i wymioty w kubełku jako pamiątka lub nagroda pocieszenia za ustrzelenie i zatrzymanie choćby na kilka chwil tego, co przelatuje mi przez palce w takim tempie, że ledwo dostrzegam to, co tracę. Nachodzą mnie myśli o mojej egzystencji. Nie po raz pierwszy i z pewnością nie po raz ostatni. Coś mi się wydaje, że tracę poczucie gruntu pod nogami. Mam wrażenie, że na nowo muszę zrewidować stan fundamentów na których stoję. Ot i cała procedura budowlana wymaga kontroli i wielu poprawek. Jasne. Już to widzę. Cegłówka rozsądku, cement prawdy, cegłówka marzeń, szpachlówka tęsknoty i kolejna cegłówka, tym razem marzeń. Wiedząc co zbuduje decyduję się świadomie na podobne błędy. Może jak zmieni się władza w sercu, nie będą tak bardzo bolały niedoskonałości równowagi miłości i rozumu. Wiem, że do końca życia nie zabraknie mi ani jednego ani drugiego. Boję się tylko tego, że zabraknie mi Mojej Miłości.

Pełnia zbliża się wielkimi krokami. Boli mnie głowa, serce i jeszcze by tego brakowało, by zaczęła też boleć mnie pewna część ciała. Właśnie na nowo odkryłem, że świat się jednak kręci. Jakby nie było, obraca się raz po raz. Co 28 dni kobiety mają okres, mnie szlag trafia, ludzie mnie denerwują a potem… wszystko mija. Energia opada i dalej jest dobrze. Jestem nieprzytomny. Zmęczenie psychiczne bierze górę nad fizycznym, choć ostatnio moje ciało domaga się snu ile wlezie. Chyba zostanę poczwarką. Zwinę się w kokonik i przehibernuję trudny okres. Jejcie. Jakbym sobie teraz poszedł na basen i wypluskał się za wszystkie czasy. Hehe kolejna ściema. Bo Ja kocham wodę i za każdym gdy mam taką możliwość idę pływać. Takie życie jak w Madrycie. W tym zaćmieniu umysłu nawet udaje mi się zrymować a raczej powtórzyć rymowankę mimo totalnego zakręcenia. Może zostanę kurkiem od rosyjskiego gazociągu. Przynajmniej ilekroć się zakręcę, to będzie wina rządzących a nie moja. Ale dowcip mi się udał. Nawet słyszę swój rechot pod nosem. No to kum kum. Padam na twarz i z głodu. Auć. Moja głowa.


  • RSS