Wpisy z okresu: 1.2007

Właśnie wdrażam się w Linux – a. Mój kochany Windows poszedł w trzy i trochę. Teraz przynajmniej Pani Koma nie muli tak, jak to było przy Windowsie. Trochę się wściekam, bo nie zawsze potrafię znaleźć to, czego szukam. Jednak jest dobrze. Każde ‚dobrze’ nie jest złe.
Dopada mnie jednak pewien smutek. Tłumaczę to sobie zbliżającą się pełnią. Jednak wątpię, że to faktyczny powód mojego samopoczucia. Jest coś, czego nie mam a bardzo bym chciał to mieć. Z drugiej strony mam coś, czego inni nie mają a bardzo by chcieli to posiąść. Karuzela. Ale sie kręci. Staram sie jednak nie tracić władzy w rękach i trzymać mocno, by nie spaść. Upadek boli. A Ja już nie chcę upadać. Tak sobie myślę, że to nie jest kwestia tylko upadku. Bo to, jak się upada, w dużej mierze zależy od tego, jak się spada. I choć kotem nie jestem, staram się spadać na cztery łapy. Hehe do kota mi jeszcze dużo brakuje. Ale gdyby sie uprzeć, to po alkoholu dostaję takiej głupawki, że w sumie mogę to przyrównać do dostania kota.
Czas mi sie dłuży im szybciej płynie. Im wolniej wskazówki wskazują kolejne sekundy, minuty, godziny, tym szybciej każda chwila staje się historią. Mija. Póki co, Ja chcę trwać.

Po wczorajszym szaleństwie od rana towarzyszy mi ból głowy, kac, przepalenie i ogólne rozbicie. Pan p. uraczył nas swoim komicznym występem. Sammy Jo wtórowała mu gromkim śmiechem wywołując dalsze konwulsje śmiechu u pozostałych uczestników imprezy. Panowie G. i G. obstrzeliwali siebie wzrokiem aż iskry leciały a Pani Debbie i Ja, oddawaliśmy się konwersacji analizując i rozpatrując cechy ambitnego, nie komercyjnego kina.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie kilka ‘ale’. Im więcej się zastanawiam, tym więcej pojawia się pytań i wątpliwości. Myślę, że życie powinno być bardziej skomplikowane. Bo jest za proste. Trochę się gubię w tej prostocie. Przypomina mi to sentencję: jeśli ktoś komuś coś, ewentualnie nikt nikomu nic, bo gdyby jednak było nie daj Boże, to niech mnie ręka boska broni. Yyyy jasneee.
Na nowo zaczynam sobie komplikować życie. Mam talent. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego otwarcie się na uczucia pociąga za sobą tak bolesne doświadczenia. Przecież miłość powinna dodawać skrzydeł. Być wyrazem radości i piękna. I choć spotyka mnie to wszystko to w planie przestrzennym i całościowym, nadal jest deficytowa. Zajmuje tylko 25% tego, co mnie spotyka. Nie twierdzę, że jestem ofiarą losu. Cierpiętnikiem czy jakimś pieprzonym ascetą. Jestem człowiekiem tu i teraz. Odnajduję siebie. Powoli. Kolejna próba oszukiwania samego siebie. Prawdziwe kłamstwa.

Chciałbym się z Tobą kochać.

BE OR GAY

1 komentarz

Nie spałem pół nocy. Rozmyślałem. Im więcej myślałem tym więcej pojawiało się pytań. Znowu pakuję się w coś, z czego będę się wyplątywał przez długi czas. Mam już tyle lat ile mam a wpadam wciąż w te same pułapki. Muszę to jakoś uporządkować. Jakiś czas temu poznałem pewnego Pana, który zna innego, którego Ja znam a wszystko to jest jak jakiś schizofreniczny sen, bo wszyscy o sobie wiemy a Ci, którzy o mnie wiedzą – nienawidzą. No z wyjątkiem jednego. Jeszcze się nie zdeklarował. Może z czasem się do mnie przekona i też obdarzy skrzywionym miłosierdziem.
Było już lepiej. Jest źle. Nie tragicznie, ale jednak. Głowa mi pęka. Mój znajomy anestezjolog powiedział, że mam miękką dupę i dlatego mnie boli głowa. Albo to było na odwrót? Nie pamiętam. Wiem jednak, że nie radzę sobie z uczuciami. Najgorzej to się otworzyć na to cholerstwo. Na dodatek puściłem kilka oczek do jednej Pani a Ona się już chce umawiać ze mną … przypuszczam, że w wiadomym celu. Na ostatnim spotkaniu masowała moje dłonie. Głupieję. Heterzę się doszczętnie. Na domiar złego jest mężatką. Jeden z moich znajomych powiedział, że jestem cipą wołową. Chyba się z nim zgodzę. Mam straszną biegunkę myśli. Serce wali mi jak młot a oczy wyglądają jak planeta mars. Czerwone od łez. Życie mi obrzydło. I chyba Ja sam.

Wszystkimi sposobami staram się zachować spokój. W myślach ciągle coś mantruję by nie zwariować. Wiem, że musze się na chwile zatrzymać by dostrzec coś szalenie istotnego dla mnie, ale jakoś wciąż rozpędzony nie umiem wyhamować. Dopadł mnie ból w kolanach a to już poważny sygnał, że czas wsłuchać się w siebie. Chyba jutro pójdę do kościoła na ‘rozmowy z Bogiem’. I choć nie czuję aż takiej potrzeby, to jednak w tej sytuacji albo kościół albo cmentarz są w stanie wyciszyć mnie na tyle, abym zobaczył to, co się tak dobija w moim życiu.
Zacząłem się uśmiechać. I dobrze. Z Twojego powodu Promyczku. Wiele dla mnie znaczy to, że mogę z Tobą ‘porozmawiać’. Jak to mówią – to zawsze coś. Jakaś siła optymizmu. Mam ochotę krzyczeć, śpiewać i komuś dogryźć. Z drugiej strony usiąść i zapłakać. Ot tak, dla równowagi. Takie Ying i Yang. Cisza i spokój. Równy takt minut i chwil. Coś w tym jest. Uczę się cierpliwości.

Firma odwołała mój lot. Staram się być zajęty, by nie wpaść w spiralę poczucia beznadziejności. Ostatnio oglądnąłem film ‘Elephant’. Uderzył w najczulsze struny mej duszy. Taki flashback. Spojrzenie na siebie z innej perspektywy. I ten spokój. Brak pośpiechu. Wszystko zdawało się płynąć w jednym rytmie. Bez żadnej i niczyjej ingerencji.
Cały mój świat i połowa mnie. Czuję zachodzące i postępujące zmiany w moim życiu. Z każdą minutą nastaje nowe dokonanie. Spełnienie tego, co mi przeznaczone. Tylko tęsknota wciąż ta sama. Ciekawe czy to jedyna stała, w doskonałym układzie występującym w życiu człowieka? A może każdej czującej istoty?
Wiem, że wszystko to, co się właśnie dokonuje ma swoje jedyne i niepowtarzalne miejsce w życiu, wszechświecie i zamyśle Najwyższego. Nie potrafię się jednak pogodzić z faktem, że odbiera mi tych, na których mi zależy i których Kocham. Sam nie wiem czy mam Cię winić – Panie. A może chcę byś wiedział, że cierpię. Nie wszystko widać to, co na zewnątrz. Mogę się uśmiechać, dawać radość innym. Ale jestem tylko albo aż człowiekiem. Tutaj jestem. Właśnie tu.

SPARKS

Brak komentarzy

Za każdym razem, gdy spoglądam w niebo oczekuję spadającej gwiazdy. Pamiętam jak w dzieciństwie chciałem, by mój ojciec mnie zaakceptował takim, jakim jestem. W czasach dzieciństwa dostrzegłem więcej spadających gwiazd niż teraz. A moje marzenia? Rzadko które się spełniło.
Próbuję odnaleźć w sobie spokój będącym czymś w rodzaju światełka w tunelu. Oparcie, które zawsze będzie. Będzie we właściwym miejscu i o właściwej porze. I gdy zbłądzę chcę mieć poczucie, że gdy zabraknie mi sił, zawsze wskaże mi drogę.
Uciekam w siebie. SANFT

Pośród niewielu rzeczy, których w życiu żałuję jest chociażby dzisiejszy dzień. Na wieki wieków. Tak jak w tej piosence. KCMT

FINAŁ

1 komentarz

Od rana bombardują mnie telefony. Co chwilę ktoś czegoś chce. Odzywają się nawet potencjalni pracodawcy, do których podanie składałem nawet 2 lata temu. Moja szefowa wreszcie dała zielone światło i przydzieliła kontrakt. Odliczam już dni do wyjazdu. Pakowanie na nowo. Otrzymałem od wszechświata właśnie to, o czym marzyłem a teraz, gdy muszę dopiąć walizki jakoś nie cieszy mnie to za bardzo. Z pełnymi walizkami i potrzaskaną duszą uciekam na karaibskie plaże z nadzieją, że przez najbliższe pół roku uda mi się odnaleźć wewnętrzny spokój i siły, na dalsze życie. Wciąż boli. Sytuacja, w której jestem przypomina mi pobojowisko, jakie pozostało po przewróceniu tysięcy kostek domina. I znowu buduję swoje życie od nowa. Na nowo szykuję grunt i stawiam fundamenty. Teraz raczej wybiorę coś w rodzaju parterowej przystani z nadzieją, że gdy przyjdzie kolejne trzęsienie, ocaleję lub nie poniosę takich strat, jak to bywało do tej pory. Będzie mniej gruzu, tęsknoty i żalu po tym, co odeszło. Myślę, że każdy wybór dokonany w moim życiu nie był straconym choć wiem, że wielu rzeczy bym nie chciał, które okazały się chybione. Odczuwam wewnętrzną pustkę nie tylko przed światem i ludźmi, ale także przed samym sobą. Przeraża mnie perspektywa moich jeszcze 64 lat życia. Dożycie setki nigdy nie było moim marzeniem i tak nadal pozostanie. Jednak WIEDZMEN- i żyją długo. Może w swojej nieszablonowości wyłamię się z tego stereotypu i przejdę w stan spoczynku wcześniej. Brak mi perspektyw na dziś, jutro, pojutrze i na każde potem. Wszystkie dni wyglądają tak samo, życie się nie zmienia i nawet Ja stoję w tym samym miejscu mimo, że moje myśli wciąż gdzieś podróżują. Staram się niczego nie żałować w życiu, bo to zawsze jest część mnie. Wyrzekając się przeżyć wyrzekłbym się samego siebie. Wiele rzeczy jednak bym zmienił. Podjął inne decyzje. Teraz już wiem, że za marzenia, trzeba zapłacić ogromną cenę.

‚Parce mihi, Domine, nihil enim sunt dies mei.
Quid est homo, quia magniftcas eum?
Aut quid apponis erga eum cor tuum?
Visitas eum diluculo et subito probas illum.
Usquequo non parcis mihi, nec dimittis me, ut glutiam salivam meom?
Peccavi, quid faciem tibi, o custos hominum?
Quare posuisti me contrarium tibi, et factus sum mihimetipsi gravis?
Cur non tollis peccatum meum, et quare non aufers iniquitatem meam?
Ecce, nunc in pulvere dormian, et si mane me quaesieris, non subsistam.’

‚Spare me, Lord, for my days are as nothing.
What is Man, that you should make so much of us?
Or why should you set your heart upon us?
You visit us at dawn,
and put us to the test at any moment.
Will you not spare me and let me be,
while I swallow my saliva?
If I have sinned, how have I hurt you,
O guardian of mankind?
Why have you set me up as your target,
so that I am now a burden to myself?
Why do you not forgive my sin
and why do you not take away my guilt?
Behold, I shall now lie down in the dust:
if you come looking for me I shall have ceased to exist.’


  • RSS