Wpisy z okresu: 10.2006

NAJPIĘKNIEJSI

2 komentarzy

Przyjechała moja Mama. Całymi dniami nie robimy nic tylko konwersujemy sobie. Ostatnio dostała nową komórkę. Co chwila się mnie wypytuje o funkcje lub opcje i co mogłaby z nimi zrobić. Chciała nawet wybrać sobie telefon z aparatem, radiem, odtwarzaczem mp3 i czymś tam jeszcze, ale w sumie stwierdziła, że na co jej. Telefon ma być telefonem i ma służyć do dzwonienia a nie do tańczenia, gotowania, pieczenia i sprzątania. Przebojowa kobieta.
Muszę przyznać, że z komputerem radzi sobie lepiej niż niejedna dwudziestokilkulatka w mojej rodzinie. Najbardziej cieszy Ją instalacja programów, kopiowanie i tworzenie folderów. Jak na swój wiek, to ma wszystko w jednym paluszku. Najbardziej śmiać mi się chciało, gdy Jej małżonek wcielił się w nauczyciela i tłumaczył jak wpisać adres WWW, co to jest onet, interna itp. Moja Mama patrzyła na Niego z wielką uwagą, powstrzymując przy tym śmiech. Dała upust swoim emocjom, gdy tylko wybył na zakupy.
Ot co.
Szykuję się do kolejnego wyjazdu. Najpierw Ryga a potem Kijów. Po Kijowie nowy kontrakt, mam nadzieję, że będzie to USA. Myślę, że kolejny wyjazd nie będzie ucieczką, lecz podejściem do emigracji i zapuszczenia korzeni w Australii. Zastanawiam się tylko, jak spakuję te wszystkie wspomnienia, dobre chwile, radości i żale do dwóch walizek. Może zrobię dopłatę za nadbagaż i bez selekcji zabiorę je wszystkie?
Wiem jednak, że nie chciałbym wybierać między jednym a drugim. Chciałbym, aby fundamenty mojego ‘nowego domu’ opierały się na doświadczeniu i nauki wypływającej z moich przeżyć. Być może odbije mi niedługo – w wieku średnim i założę rodzinę? Nie wiem. Być może będzie tak, że zamknę się w sobie i samotnie dożyję późnej starości? A może zdarzy się jakiś cud i przywróci mi wiarę w… człowieka.

Chciałbym już odetchnąć z ulgą, że to już po wszystkim. Stety niestety, jak to w życiu bywa, los stawia przed człowiekiem kolejne wyzwania. Chyba muszę nauczyć się bycia cierpliwym. Na nowo podjąłem walkę z pesymizmem o dominującą rolę optymizmu w moim życiu. Jak na razie wygląda to tak, jakbym znajdował się na równi pochyłej ulegając jednocześnie paradoksowi bliźniąt i kwadraturze koła. W pewnym sensie ma to swoją ukrytą logikę, ale nie jest to coś, czemu chciałbym poświęcić, choć kilka chwil na rozważania w tej materii w obecnej sytuacji.
Nie jest źle. Nie jest najgorzej. Jest tak sobie. Czasami mam wrażenie, że korzenie tej obojętności zapuszczają się bardzo głęboko w moje życie, moją świadomość i w moje ciało. Wiem, że stanowię całość jako Ja i moje otoczenie. Taka zasada puzzle & domino. Jednak czegoś mi w tym wszystkim brakuje. Pewne elementy układanki zdają się nie pasować do obrazu, który wyłania się z utworzonych ram. Do tego dochodzi sprawa z Panem K., Panem M., uczelnią, publikacją materiału naukowego, pracą zawodową i chyba wciąż aktualnych problemów z… uczuciami. Totalny bałagan z pustką daje mi złudne przekonanie o prowizorycznym pogodzeniu się z losem a jednocześnie informuje, że wszystko to czego chciałbym doświadczyć jest albo iluzją albo już tylko marzeniem. Wiem, że marzenia się spełniają, ale w tych związanych z … chyba pozostanie mi tylko zrozumieć, pogodzić się i wybaczyć sobie głupotę, która powinna teraz niczym latarnia morska ostrzegać tych, dla których żyć oznacza szukać. Nie chcę ustawać w moich poszukiwaniach, lecz kolejny już raz czuję, że brak mi sił. Czyżby kolejne: Fly away???


  • RSS