Wpisy z okresu: 8.2006

ALL I WANT

2 komentarzy

Potrzeba zgłębienie ludzkiej egzystencji odzywa się w momencie, w którym pojawia się widmo nieoczekiwanego kataklizmu.
Remont ciała dalej trwa. Przeróbka pracy ruszyła pełną parą aż bibliografia leci i sypią się kolejne cytaty powiększając objętość mojej monografii.
Na podłodze bałagan. Nie wiem czy ładniej wygląda gdy na niej nic się nie znajduje, czy też gdy aby dostać się do okna, trzeba pokonać mały tor z przeszkodami.
Przez ostatnie 10 dni, rozmyślam nad zawodem bukmachera. Siedzę przed monitorem i tylko śledzę zmieniające się cyferki w liczniku odwiedzin, które to codziennie biją rekord popularności. A z nimi – Ja.
Kiedy spoglądam w lustro, dostrzegam kilka znaczących zmian, jakie dokonały się we mnie po powrocie do kraju. Od totalnego bałaganu i chaosu, do względnego porządku, który odmłodził mnie na tyle, że sam dałbym sobie ze 21 lat. No może 23. I choć nie mam za bardzo czasu na dalsze porządki to cieszy mnie fakt, iż spoglądając w lustro widzę uśmiechniętą twarz i wciąż potrzaskaną duszę.

NICU

5 komentarzy

Przez ostatnie kilka dni, udałem się na odpoczynek. Świeże powietrze zalatujące z obory, pieski szczekające zadkami, ogniska, kiełbaski, ziemniaki, ciasto oraz dobre duszyczki.
Organizm dalej do remontu. Choć nie jest to już kapitalka, to jednak nadal muszę uważać co jem, na ilość wypalanych papierosów i styl życia.
Od jutra korekta pracy doktorskiej. Konieczna część dalsza, powiększanie bibliografii, edycja i tłumaczenie. Jest dobrze.
Mama wróciła do Austrii. Dzieci wyjechały. Cisza. Te same obowiązki co przed rokiem. Tylko mnie jakoś latek przybywa. Dużo rozmyślam. Nad sobą, przyszłością i tym, dokąd uchodzą dusze, gdy opuszczają ciało. Odnajduje wewnętrzny spokój. Bardzo mi tego brakowało. Wciąż nie potrafię płakać a łzy cisną się do oczu. Oddaję się kontemplacji umysłu. Wspominam każde wczoraj wiedząc, że jutro wstanie słońce. Powoli zbliżam się do skrzyżowania, na którym będę musiał obrać nową drogę. Jeszcze nie wiem czy będzie to wschód, któremu przewodzą poranne promyki słońca, czy zachód, będący przedłużeniem każdego dnia. Jednak jak na razie, wspaniale jest wiedzieć, że po drodze mogę sobie przystanąć i odpocząć zamiast gnać ostatkiem sił, by paść przed metą która będzie zaledwie kilka kroków przede mną.

Przez chwilę poczułem się tak, jakbym nadawał się już tylko na złom. Organizm do prawie kapitalnego remontu. Sam nie wiem, dlaczego tak wyniszczam sam siebie. Boli. Przed każdym posiłkiem mały rytuał. Jedne krople, drugie krople, modlitwa, posiłek i pastylki. Jestem zmęczony. Może także i życiem. Chciałbym zasnąć i obudzić się za kilka lat by stwierdzić, że przez ten sen straciłem bardzo wiele i znowu pogrążyć się w błogim śnie i odejść tam, gdzie rodzą się sny i marzenia.
Czuję się zmęczony. Nie mam siły. Siada mi wiara, optymizm i pewność siebie. Źle ze mną. Jestem mniej złośliwy niż byłem. Jaka to szkoda dla ludzkości.
Ostatnio, dosyć często wspominam Zuzę. Jej zabójczą grzywkę, z której to śmialiśmy się do rozpuku. Po powrocie do Polski chciałem nawet zadzwonić, gdy dowiedziałem się, że Jej już nie ma. Hehe. Pewnie siedzi sobie tam na górze i przycina grzywki aniołom. Cholera. Życie mi ucieka.

Chyba się uduszę. Czuję się, jakbym był osaczony z każdej strony i dokądkolwiek bym nie podążył, zawsze będę czuł ten sam brak swobody i wolności, które cenię sobie ponad wszystko. Wszystko to, odnajduję w swoim świecie, który bywa czasem ale cyklicznie penetrowany z zewnątrz. Brakuje mi mojej samotni. Chwil będących moim wesołym, żałosnym, cynicznym, optymistycznym i bezkompromisowym odzwierciedleniem mnie samego. Tego jak żyję i sposobu życia na tu i teraz.
Chcę nadal być sobą. Nie potrafię a może i zdecydowanie nie chcę zrezygnować z siebie. Z tego co robię, sposobu zachowania, stylu bycia. Jestem egoistą. Pieprzonym egoistą i do jasnej cholery – cholernie mi dobrze z tym.
Uśmiecham się do siebie. Jest mi dobrze. I tak chcę się teraz czuć. Sen.


  • RSS