Wpisy z okresu: 7.2006

Pani Wala szykuje się już do kolejnej podróży. Wybywam na kilka dni z małym przystankiem w Łodzi. To jeszcze nie jest taka podróż do nikąd. Najpierw spotkanie dla przyjemności, potem sprawy służbowe. Wyjazd za kilkanaście godzin, a Ja nawet nie jestem spakowany. Słucham Officium – Garbarka & The Hilliard Ensemble – Parce Mihi Domine oraz muzyki filmowej z ostrego dyżuru. Spoglądam tępo przez okno. Obmywam swoje ciało spokojnie i z wielkim namaszczeniem w porannej kąpieli. Czegoś mi brakuje. Przynajmniej wiem, że żyję. Gdybym nie miał żadnego celu i motywacji każdego dnia nie wiedziałbym, po co człowiek oddycha.
Przede mną obrona pracy. Publikacje. Odpoczynek. Praca. Wyjazd. Kolejne spełnianie marzeń.
Widzę chorobę, dużo łez, śmierć. Ale to jeszcze nie teraz. Zatem mam trochę czasu by przywyknąć i zdobywać kolejne szczyty.
Po rozmowie z Panem M. cieszę się jak dziecko z otrzymanego właśnie lizaka. To już jest coś. Coś więcej niż tylko wspomnienia i coś więcej niż zachowane pamiątki. Jednak wbrew temu co przez lata mi sugerowano i wmawiano… jestem szczęściarzem. I to, jakim. I wcale nie chodzi o to, że czasami czuję się samotny, ale o to, że w tej swojej samotności dostrzegam piękno chwili nawet, gdy płaczę. Lubię swój świat. Czuję się w nim bezpieczny. Jest mój. Są tam wszyscy których kocham, o których pamiętam, za którymi tęsknię. Na samą myśl o tym, pojawia się uśmiech na mojej twarzy i dreszcze, będące wyrazem ogromnej radości i żalu za chwilami, które już nie wrócą.
No i zbliża się kolejna rocznica. Szkoda, że beze mnie…

Chrystus.jpg

Jeśli wydawało mi się, że w życiu widziałem już naprawdę wiele, to się grubo pomyliłem. Właśnie obejrzałem cenzurowany film…porno. Nie wiem jaki jest sens kręcenia filmu porno, który się poddaje cenzurze.
Kilka dni temu widziałem również zdjęcia miejsc w którym można sobie zrobić piercing oraz rzeczy, jakie można zrobić z własnym ciałem. Rozdwojenie sobie penisa wzdłuż prącia, przyprawiło mnie o mały zawrót głowy. Od razu przypomniał mi się język jaszczurek, które biegały sobie w meksyku po plaży. Zniesmaczyłem się trochę. Jednak wolność i władza należą do ludu, a rozsądek jest cechą inteligentych. Zastanawiam się, czy robiąc naprawde idiotyczne rzeczy kieruję się inteligencją, mądrością czy też instynktem. Dochodzę do wniosku, że nie ma normalnych i głupich. Są ludzie. I to powinno mi wystarczyć.
Kilka dni temu, odnalazłem swoje pudełko, do którego odkładałem na tak zwane ‚lepsze czasy’ moje sny, plany na przyszłość, cele i mapy dróg którymi należy podążać, by nie zbłądzić w życiu. Mimo iż wiem co się w magicznym pudełku znajduje, zabrakło mi pewności siebie, by zobaczyć to czego byłem ciekaw i tego, przed czym się broniłem przez kilkanaście miesięcy.
Zwątpiłem. Zostawiłem na dobre jutro. Nietuzinkowa odwaga i szybkie bicie serca, odebrały mi siłe w dłoniach by choć zetrzeć kurz z wieka. Chyba zaczynam budować kolejny dom na piasku. Jak narazie nie zapowiadali ani ulewnych deszczy ani też porywistych wiatrów. Będzie stał jeszcze przez jakiś czas. Słońce dalej wschodzi i zachodzi lecz Ja zastanawiam się, dlaczego patrząc na jego zachód oczekuję wschodu i dlaczego patrząc na wschód, spodziewam się ujrzeć spadające gwiazdy.

Mawia się, że tylko świnia nie zmienia poglądów. Może i coś w tym jest, że tylko te stworzenia mają takie uwarunkowania psychologiczne.
Jest tak sobie. Już z dużym rozmachem zbliżam się do wymarzonego celu. Jeszcze tylko 1.5 miesiąca i…
Jestem zmęczony. Cieszę się z faktu, iż nie musze już przebywać pod jednym dachem z człowiekiem, który z ‚zawodu’ dla mnie jest – ojcem. Mam teraz większy komfort psychiczny. Gdy spoglądam na pozostawione w moim pokoju rzeczy mam wrażenie, jakby byly porzucone w nadziei, że jeszcze zostana odkryte na nowo i przywrócony zostanie im dawny blask. Chcę. Chciałbym aby tak było. Zbyt wiele wspomnień. Pięknych chwil. Gorzkich łez.
Na nowo tęsknię. Powoli na mojej twarzy pojawiają się zmarszczki. Podobno to oznaka tego, jak się żyje. Że człowiek większą część swojego życia spędza na uśmiechu. Staram się.
Moje myśli ulatują wciąż ku górze. W oczekiwaniu na spotkanie tych, z którymi chciały by być. Bez zbędnych pytań, spojrzeń i gestów. Ot tak trwać, odczuwać i śnić.
Nierealne staje się prawdziwe. Szkoda, że rzeczywistość nigdy nie jest tak piękna jak marzenia.

Moje drzwi są zawsze dla Ciebie otwarte.

Pan A, w którym kochałem się skrycie – wyjechał zagranicę. Może zabrzmi to żałośnie, ale mógł się przynajmniej pożegnać (cóż za bzdura!).
Pani H wreszcie (po takim czasie!) wzięła ślub i wyjeżdża zagranicę – do męża.
Wyprowadziłem się z domu tuż po powrocie do Polski. Sam jeszcze nie umiem sprecyzować czy z korzyścią czy też nie. Wiem jednak, że pozwalam odejść temu, co było. Co wydarzyło się w domu rodzinnym przez ostatnie X lat. Szczerze mówiąc, od razu z lotniska pojechałem do ‘nowego’ mieszkania.
Przed kolejnym wyjazdem załatwiam wiele formalności i jeszcze nie zdążyłem odpocząć po moim ostatnim kontrakcie a tu znowu zawrót głowy. Może to i dobrze, przynajmniej leci wszystko siłą rozpędu a nie jest to tak bardzo wymuszone i okupione cierpieniem wielkiego nakładu pracy, po czasowym bezrobociu w postaci odpoczynku.
Dziś miałem bardzo smutny sen o Panu M. To, co się wydarzyło w nim… Wiem, że mnie nienawidzi, a przynajmniej nie chce o mnie słyszeć, przez najbliższe 100 lat.
Nie spałem pół nocy. Martwię się. Boję się. Niby nic wielkiego a jednak porusza. Znam swoją wartość. Wiem, na co mnie stać. Rzadko a w zasadzie wcale nie żałuję podjętych decyzji lub tego, co wydarzyło się w moim życiu. A jednak… boli. Analizując wszystkie za i przeciw dochodzę do wniosku, że tak właśnie miało być. Bez względu na moją zgodę, czy też jej brak. Efekt domina. Cały ten wyścig zbliża się ku końcowi. Widzę już na horyzoncie metę. Próbuję spowolnić upadek każdego z elementów. Za każdym razem jestem o kilka setnych sekundy za późno. Może i tym razem ma być tak, jak być powinno. Wszystko zgodne z zasadą wszechświata i naturalnym prawem przemijania. Jakiś czas temu napisałem o wietrze pod moimi skrzydłami i o tym, że nigdy się nie dowiesz, że byłeś moim bohaterem. I chyba tak już pozostanie.


  • RSS