Wpisy z okresu: 7.2005

- „(…) Czy możesz mnie zaakceptować takiego jakim jestem?
- Mogę Cię Kochać, kimkolwiek będziesz…
- chcę bezwarunkowej miłości.
Było cudownie porozmawiać znów z Tobą.
- …
- Żegnaj.”

So sad.
So bad.
Too hard.

Michalina%20Wislocka.jpg
A.Osiecka.jpg
Helena%20Majdaniec.jpg

Umrzeć z miłości

„Chociaż raz
warto umrzeć z miłości.
Chociaż raz.
A to choćby po to,
żeby się później chwalić znajomym,
że to bywa.
Że to jest.
…Umrzeć.
Leżeć w cmentarzu czyjejś szuflady
obok innych nieboszczków listów
i nieboszczek pamiątek
i cierpieć…
Cierpieć tak bosko
i z takim patosem,
jakby się było Toscą
lub Witosem.
…I nie mieć już żadnych spraw
i do nikogo złości.
I tylko błagać Boga, by choć raz,
choć jeszcze jeden raz
umrzeć z miłości.”
Agnieszka Osiecka

- (…) „Oczekiwanie na odpowiedź, niejednokrotnie prowadzi mnie do rozczarowania. A gdy okazuje się, że wszystko to, co miało być inaczej, nie jest tym, czym być powinno.
- Zatem z góry zakładasz coś, co zdarzyć się nie może.
- To nie tak! Po prostu chcę by to, o czym marzę się spełniło.
- Ale nie dajesz sobie alternatywy …
- chcę tylko by ziściło się to, czego pragnę.
- Pragnienia to jedno, a marzenia – drugie. Jak chcesz wymarzyć sobie pragnienia, skoro zakładasz ich jednokierunkowy bieg?
- Co masz na myśli?
- Wyobraź sobie jednokierunkową ulicę, której kierunek oznacza drogę do marzeń.
- No tak …
- Teraz wyobraź sobie pragnienia poruszające się po tej samej drodze, ale w przeciwną stronę.
- To nie ma sensu!
- A czy ma sens dawanie wyboru zakładając, że to do czego zmierzasz, wcale nie jest takie, jakie jest w Twoich snach, i jest takie, jakie nie jest w Twoich pragnieniach?”

‚I dream of his face, I decline his body,
And I imagine him living in my decor
I would have so much to tell him if I had known how to talk to him
How can I make him read my thoughts?

But how make these other a which all reussit? That me my faults are told, my dreams also Me I would offer my heart, my heart and all my time But I all give in vain, all is not sufficient.

If it were enough that one likes, if it were enough to like If one changed the things a little, only by liking to give If it were enough that one likes, if it were enough to like I would make of this world a reve, a eternite.

I have blood in my dreams, a petale cig When tears corrode me that others have versees the life is not etanche, my island is under the wind the doors let enter the cries same while closing.

In a garden the child, on a balcony flowers
My peaceful life where I can hear every heart beating
When the clouds are getting darker, sign of bad times
Which weapons reply to the countries of our fears?

If loving each other was enough, if loving was enough
If we would change things a bit, only by loving giving away
If loving each other was enough, if loving was enough
I would do a dream of this world, an eternity.

If loving each other was enough, if loving was enough
If we could change things and start all over
If loving each other was enough, if loving was enough
We would make a world of this drean
If loving was enough…’

Skończyłem pisać prace doktorską. Po wielu zabiegach kosmetycznych, które trwały więcej niż 72 godziny wreszcie odesłałem ją do tłumaczki. Zaparzyłem filiżankę kawy, usiałem, skręciłem sobie papieroska i oddałem się kontemplacji umysłu w poczuciu dobrze wykonanej pracy. Teraz co? Mały odpoczynek a od jutra następne pisanie. Myślę, że tym razem zajmie mi to góra dwa dni, a potem pakowanie. Życie na walizkach ma swoje uroki. Nie pozwala przywiązać się za bardzo do jednego miejsca zwłaszcza do tego, gdzie spoczywa zbyt wiele wspomnień i chwil, które na zawsze pozostaną w moim sercu. Patrząc na swoje szafki i szafy muszę przyznać, że nie będzie tak trudno wynieść się z całym tym dorobkiem mojego a jakże młodego życia tam, skąd dobiega mnie głos przeznaczenia. Czasami chciałbym umieć latać, by wznieść się ponad szczyty ziemi, poczuć na twarzy promienie wolności i nieograniczonej swobody. Jednak z takimi walizkami z pewnością mi się nie uda. Potrzebowałbym pewnie silnik odrzutowy w pewnej części ciała albo musiałbym najeść się dużo grochówki, zapić to wodą, zjeść ogórki kiszone i popić mlekiem, wtedy to bym szybciej na marsa dotarł niż Rosjanie i Amerykanie. Byłbym pierwszym Polakiem i człowiekiem na Marsie. Aż mnie ssie. Cóż za wspaniała perspektywa. Muszę tylko opracować trajektorię lotu i gotowe. No to adieu.


  • RSS