Wpisy z okresu: 2.2005

Moja Mama wpadła do domu na kilka dni i znowu wyjechała. Z wielką werwą i profesjonalizmem zwołała pilną naradę rodzinną i niczym negocjator w rozmowach palestyńsko – izraelskich, przystąpiła do ofensywy rozmów pokojowych pomiędzy ojcem a mną. Powiedziałem, co myślę, powiedziałem, co czuję, powiedziałem jak jest. W odpowiedzi „usłyszałem” tylko… ciszę. Tak jest od listopada. Faktycznie- jeszcze ze 3 miesiące i rekord pobity.
W międzyczasie, zacząłem pisać pracę doktorską, artykuły naukowe i wykańczać prace egzaminacyjne. Jednym słowem nowy stos książek i papierów na podłodze, niczym w przetwórni papierów- szkoda tylko, że nie tych wartościowych. No, ale może już niedługo. Kto wie. Co kilka dni dostaję propozycje pracy zagranicą, jednak pęd do wymarzonych trzech literek Ph. D sprawia, że jakoś trudno mi się teraz zdecydować na wyjazd. Przenoszę się jak na razie z miejsca na miejsce, próbując znaleźć sobie spokojny kąt by przetrwać „trudny” okres wspaniałej domowej atmosfery. Czasami jednak, mam ochotę zapaść się pod ziemię i ukryć się przed całym światem. Odpocząć, wyciszyć się, pomyśleć. W samotności.

„- Ucieczka do nikąd, prawda?
- …
- Nie potrafię.
- Potrafisz.
- Upaść na sam dół?
- …
- Zgadnij, dlaczego?
- Spójrz na mnie.
- Co dalej…
- Nie czekaj zbyt długo. Każda wartościowa chwila przychodzi wtedy, gdy wiesz- Dlaczego…”

„Wolałbym, choć raz dotknąć Twojej twarzy, posmakować ust Twoich i umrzeć, niż żyć wiecznie, nie znając tego wszystkiego.”
Nie wiem czy potrafię wieść szczęśliwe życie bez Ciebie. Tak bardzo mi Ciebie brakuje. „TO” wszystko, co było takie proste, teraz stało się przeraźliwie trudne i prawie niemożliwe do zrealizowania. Czuję i wiem, że coś we mnie już pęka. Opadają siły, które tak namiętnie i niezłomnie porywały mnie dzięki skrzydłom ku niebu i ciepłym promieniom słońca. Po każdym bolesnym upadku wznoszę swój wzrok ku górze w nadziei, że muszę się wznieść ponad ziemię, by ujrzeć Cię znów. Zapominam jak się lata. Jakie to uczucie czuć lekkość i swobodę. Dlaczego…

PAMIĘC

3 komentarzy

„Północ,

Sen w ukłonach się łamie

Wszechpotężna jest pamięć

Gdy wstępuje na tron

Na jej twarzy

Kochanek – czas zostawił swój ślad

Szuka winnych

W księgach lat

Pamięć,

Jak okrutnie nie kłamie

Gdy przesuwa przed nami

To, co sprawia nam ból

Gdy bezsenność rozciąga ponad noce i dnie

W gorzką przeszłość posłów śle

Oto jestem pierwszą łzą

Co płynie w głąb i boli

Oto jestem nieprzytomnym gestem

Złym snem i resztką woli

Przerwij moje noce koszmarów

Jeśli pamięć jest karą

Czemu weszła w nasz dom

Jeśli błądzi co noc po drogach smutku i zła

Co tu znajdzie

Kilka dat

Oto drży od rozmów stół

Przyjaciół śmiech łagodny

Lecz oto lęk

Biegnę przez mrok i zamieć

Zdradzona, zła i sama

Pamięć,

Wciąż osłania i rani

Zawsze wierna jak kamień

Zawsze czuła jak mgła

Zgodny taniec

W przedświcie krążą pamięć i wiatr

Spójrz za siebie

Żyć już czas.”

‘- Prawda, że to powietrze przynosi orzeźwienie?
- Mieliśmy porozmawiać o czasie.
- Czas to nie tylko zegarki. To nie ranek, południe czy wieczór. Czas to także Ty.
- Wiem, że świat to także i Ja, lecz jak mogę być cząstką czasu?
- Dobre pytanie. Czy kiedykolwiek widziałeś spadającą kroplę wody?
- Tak.
- Ona była całym światem. Zawierała w sobie początek i koniec. Była rosą, deszczem, łzą, morzem, jeziorem, rzeką i oceanem. Była w każdym zakątku ziemskiego globu. Była, jest wszystkim.
- To prawda. Ale czy czas potrafi ranić, albo czy potrafi leczyć rany?
- A czy Ty, potrafisz KOCHAĆ?
- Naturalnie!
- A czy możesz przestać KOCHAĆ?
- Nie. Nie potrafię.
- Zatem cała siła tkwi w Tobie. Każdy umie ranić. Każdy zdoła uleczyć.
- Nawet nieuleczalne?
- Nawet. Postrzegasz uleczenie w formie fizycznej a nie w jego duchowym wymiarze. Odnajdź w sobie siłę przebaczenia i przebacz sobie. Nie ma silniejszej mocy niż ta, która jest w Tobie…’

Moze zbyt duzo? Chyba jednak zbyt malo…

Czy to Moja wina???


  • RSS