Wpisy z okresu: 7.2004

Zastanawiam się, jakby to było, gdybym mogl cofnac czas. Zbyt bola mnie bledy przeszlosci i tesknota za chwilami szczescia- które już nie powroca.
Czasami trudno jest zyc, kiedy nieuchronnie zbliza się to, czego trzeba doswiadczyc. Budzac się kazdego ranka, proszę Boga o Jego blogoslawiestwo. Spozywajac posilek, dziekuje za to, ze mogę Je spozywac. Dziekuje za wartosci odzywcze. Dziekuje za kazda chwile. Czesto spogladam w niebo- usmiechajac się wiedzac, ze On tam gdzies jest. Nie rozumiem czasem, jak mogę spogladajac w niebo szukac Boga, skoro On jest we mnie. Skoro Ja jestem czescia Jego.

Dzis dzwonila moja Mama. Chyba plakala. Glos miala jakis dziwny. Teskni za mna tak, jak i Ja tesknie za Nia. Moja Coreczka przyjedzie dopiero we wrzesniu. Rozmawialismy dzis przez telefon. Mowila, ze pakuje się codziennie i jedzie do mnie. Jedzie do Mnie…
O Mój Boze! Przeraza mnie to wszystko. Samotnosc. Caly ten swiat. Jego sukcesy i porazki, moje wzloty i upadki.
Upadek majacy stac się bogatym doswiadczeniem przyszlosci, by nie popelnic drugi raz tego samego bledu. Co za ironia. Po raz kolejny, pozwolilem odejsc komus kogo Kocham i kto Kocha i mnie. Wiem jedno: nie Mogl otrzymac wiecej, niż ja moglem dac. Chyba dopiero teraz, zaczynam odczuwac skutki swojej decyzji. Powoli zaczynam tesknic. Jednak latwo jest tesknic za kims, zwlaszcza gdy się od tego kogos ucieklo. Wiec samotnosc zwyciezyla po krotkim okresie szczescia. Może już najwyzszy czas się pozegnac. Spakowac swoje rzeczy do kartonowych pudel, poukladac w piwnicy. Zgasic swiatlo, odwrocic się i odejsc z miejsca, w którym traci się to co Kocha i otrzymuje to, co zyskuje na wartosci dopiero wówczas, gdy stoi się nad przepascia wlasnego smutku w nadzieji, ze wodospad lez zabierze nas na swoich falach tam, gdzie wszelkie troski milkna. Gdzie serce znajduje ukojenie w ciszy, a umysl staje się wolny, od niepokojow jutra.

Wlasnie wrocilem z uczelni. PO 30 godzinach jazdy, mam serdecznie dosyc dzwigania wszystkich toreb, walizek i ciaglego sprawdzania biletow. Jestem caly obolaly. Na dodatek zdalem 3 z 5 egzaminow- bo z jednego nie bylo egzaminatora a z drugiego nie bylo w pracy pisemnej tego, co zawieral temat. No coz. Przeciez to nie moja wina ze wszystko brzmi bardzo podobnie i w zasadzie oznacza to samo.

Najzabawniesze byly jednak podroze. A przekraczanie granicy w drodze powrotnej do Polski przypominalo najlepsza komedie, jaka kiedykolwiek w zyciu widzialem. Starsze kobiety- w wieku od ok 50 do 70 lat lecialy do granicy takim sprintem, jakby po raz pierwszy wracaly z ciezkiej emigracji po 50 latach, albo tez jakby braly udzial w wielkim maratonie. Jak juz dobiegly dyszac i sapiac za moimi plecami a nawet i na moje plecy, to jedna na druga zaczela tak sie drzec i nadawac jak to ona ma nierowno pod kopula albo jakiego chyzia ma, ze nic innego jak tylko sikac ze smiechu.
No ale lecac dalej, moja cudowna internacionale legitymacja studencka, okazala sie niezwykle pomocna w przekraczaniu granicy. Wystarczylo pomachac, by bez problemu przejsc po za kolejnoscia, bez stresu i zbednych uciskow tlumu.

Juz mnie takie zmeczenie bierze, ze ide sie polozyc. Przespie sie z jakies 6 godzin, by nie marnowac dnia. Ahaaaa… jeszcze kuszetka z przezabawna pania prowadniczka byla suuuper. Mloda dziewczyna nie dosc ze mloda, to jeszcze tak nieszczesliwa ze zarobila ode mnie 2 grywny, ze nie chciala podac mi rano herbaty. No coz. Malpy sie zdarzaja. Na przyklad taka jak JA.


  • RSS