Wpisy z okresu: 5.2004

” Ktos cos napisal,
i ludzie to zobaczyli.
Ktos kogos POKOCHAL,
ludzie to zniszczyli”…

MY WAY

5 komentarzy

No i zostalem sam. Sam w domciu- ” na gospodarstwie”. Moja Coreczka wrocila wczoraj ze Swoja Mama do domu. A Ja? Powolutku zbieram sie do napisania ostatniej pracy egzaminacyjnej. Potem pozostanie mi juz tylko nauka opracowanych pytan i czekanie na dzien wyjazdu na uczelnie.

Od niedawna zaczalem znowu myslec o uplywajacym czasie. Kazdej sekundzie, minucie, godzinie- zarzucam bezlitosny ich ped. Nie wiem czy mam kompleks na punkcie swojego wieku, ale wiem jedno, ze madrzeje, powaznieje, zaczynaja sie we mnie odzywac instynkty ustatkowania sie, zapuszczenia gdzies korzeni i rozmyslan o tym co jest, co bedzie i co bylo. Kiedy patrze na smiejace sie oczka Coreczki, to tak jakbym widzial jedna wielka droge uslana rozami, wszystkimi kolorami teczy, spokojem, rozwaga, cisza i halasem, krzykiem i milczeniem, czernia i biela, i te niesamowita iskre, ktora jest takze i moim drogowskazem. Jest jak latarnia morska wysunieta jak najglebiej w morze, by tacy jak Ja wiedzieli… ze tam na brzegu, w porcie zycia, jest Ktos kto czeka, teskni, smieje sie i placze z powrotow i pozegnan. Z kazdej chwili spedzonej razem i rozlaki pierwszej.
Mawia sie, ze uczen przerasta mistrza. Dzieci przezywaja rodzicow. Kwiat na wiosne sie rodzi, a na zime zamiera. Jakie to ma konsekwencje w odniesieniu do Mnie samego? Czy znajac przeznaczenie, jestem w stanie uchronic sie przed szalona tesknota i budujaca porazka? Czy bedac tym Kim jestem nie stane sie tym, Kim inni ludzie chcieli by mnie widziec? Jest tyle pytan na ktore nie znam odpowiedzi. Tyle miejsc, do ktorych chcialbym dotrzec. Tylu ludzi, do ktorych chcialbym sie usmiechnac, tyle porankow, wschodow i zachodow slonca ktore chcialbym ogladac. Jest tyle we mnie piekna i tylez samo brzydoty. I to zycie, jest… tak bardzo Moje…

No i stalo sie. Moja Coreczka przyjechala. Usmiechnieta wola ciagle Martin, Martin, Martin. A jak gdzies wychodze to mowi: nie ma, Martin nie ma…
Hehe okazywanie takiej tesknoty nawet mi sie podoba. Jak tylko wskoczy mi na rece to ciezko Jej wytlumaczyc, ze musze np. isc do toalety, albo zrobic herbate. Rozbawila mnie sytuacja, kiedy wchodzac do domu, natknalem sie na poukladane na schodach ciasteczka. Uporczywie przestawiala rozne pudelka i naczynia, kreujac w ten sposob istny tor przeszkod. Kiedy jednak posadzi mnie obok siebie, to mowi: Martin spi. Chcac niechcac padam na bok, wtedy podchodzi do mnie i caluje mnie i mowi: obudz sie. Kiedy tak na Nia patrze, jak wspaniale sie smieje, raduje, opowiada namietnie o swoich spostrzezeniach, jaki ma blysk w oczach kiedy na Mnie patrzy i z jakim spokojem przyjmuje to, co przynosi Jej kazda chwila stwierdzam, ze jest jednym z najwiekszych Darow jakimi obdarzyl Mnie Bog. Nic piekniejszego niz Milosc.Nic piekniejszego niz ONA- Moja Kyra Sirvan.

Wczoraj wrocilem z konferencji na temat ” Tolerancja w szkolach wyzszych”. Poczawszy od spotkania na dworcu do odbioru klucza od pokoju atmosfera byla nieziemska. Oczywiscie dopiero po czasie dotarlo do mnie, ze pokoik NAM- Mojemu Misiaczkowi, kolezance z „branzy” oraz jeszcze jednemu panu- z syndromem miekkiego nadgarstka, przydzielony byl koloru rozowego. Nie wiem czy recepcja wiedziala ze beda w nim spaly osoby homo i biseksualne czy tez nie, ale pokoj numer 5, stal sie istna mekka dla poszukujacych i ciekawych praw, rzadzacych tym swiatem.
Nie mozna bylo ukryc glosnych smiechow, okrzykow udawanych orgazmow a takze piskow na wiesc, iz kazde z Nas, prowadzi bloga. Kultowym tekstem byly slowa: SUCK MY DICK, LICK MY ASS, FUCK YOURSELF. Zawsze mnie zastanawialo, jak lesbijki czy kobiety moga mowic: SUCK MY DICK, skoro nie maja… „wtyczki”.

Mysle, ze najlepsze relacje mialem z Pania Redaktor vel P. Ona juz wie co oznaczaja skroty MBG A11 oraz Sweet song, Love Song, Sweet Song, gonna give You a song. PS. Mam nadzieje, ze przedstawi Moja osobe, oraz Moje wystapienie na konferencji, w jak najlepszym swietle- hihi.
Uwazam za istna glupote, chwalenie sie ile sie wypilo alkoholu, ale jak na imprezach organizowanych przez p. Begier, nie mozna liczyc na mniej, niz beczka piwa, plus dodatkowe procenty w postaci wodki w ilosci kieliszek za kieliszkiem a po drugim, przestaje sie juz liczyc.
Jak bym mogl podsumowac miniony week- end? Byl to jeden z bardziej udanych week- endow ostatniego czasu tzn gdzies od 6 miesiecy. Ale sie ciesze. P. Tanczaca, p. Velaris, p. Martinez, p. Lowlight dostarczyli tyle pozytywnych wibracji ze nadal odczuwam drgania moich organow wewnetrznych i innych czlonkow.
W sumie jeszcze co mnie rozbawilo, to zdezelowane lozka pietrowe. Najpierw Moj Misiaczek i Ja, zapadlismy sie a potem o maly wlos pani Margaret. Ilez smiechu bylo w drodze powrotnej. Caly wagon dla nas. Spiewy i czekoladka na zebach rowniez, a takze pani konduktorka z niepelnym, czarnym uzebieniem. Nasze glupawe- moze nawet i chamskie szczerzenie zebow, wysmarowanych czekolada w kierunku jej osoby dawaly wyraz solidarnosci, przeciwko barbarzynskim praktykom stomatologow.
Dotarlwszy do domu, wsunalem miseczke zupki, wypilem herbatke, zagryzlem ciasteczka i po dosc krotkiej kapieli poszedlem spac. A dzisiaj???
Jak co dzien. Nauka i praca- z czego rownie mocno sie ciesze, jak z szalenie rozrywkowego week- endu 14- 16 maja 2004.

Pomyslalem sobie, ze moglbym zaprotestowac. Tak poprostu. Zwyczajny protest. Zawsze jakis powod sie znajdzie. A to przeciwko smierdzacej zupie sasiadki, a to przeciwko wscibskiej pani starszej, a to przeciwko spalonym bulkom w sklepie, w ktorym codziennie kupuje pieczywo, a to przeciwko prawicy- ze krzyze no Parlamentu Europejskiego zawozi, a to przeciwko lewicy, ze pobudzil stara gospodarke niczym impotentnego mezczyzne. Jednym slowem- PROTESTUJE. Koniec i kropka.


  • RSS