Wpisy z okresu: 1.2004

Dzieki wspanialej uprzejmosci mojego kolegi- moj kompik dziala jak nowo narodzony. Jednak aniolow jest wiecej.
Nie wiem dokladnie co sie ostatnio dzieje na tym swiecie i we wszechswiecie, ale nie wyglada to za wesolo. Pilne konsultacje ze swoimi astrologami, numerologami i innymi wiedzmami i wiedzmenami ma juz jasny obraz tego, co tak naprawde dowala ludzkosci. Niestety wiedzac co i jak, sam wystawiam sie na otwarta przestrzen i… no wlasnie- madry polak po szkodzie. Zaraz zaraz. Dlaczego akurat polak??? Przeciez jak zmienie obywatelstwo to nie bede polakiem. I co bede glupszy??? Jejcie. Jak ja nie lubie sam sie wkopywac w dolki ktore sam kopie. Brrrr.
Hmmm. Tesknie. Moja tesknota jest poprostu the best. W jednej chwili wszystko jest ok, po to by w nastepnej doswiadczac na powrot wielkiej pustki, samotnosci- wiedzac, ze tak naprawde nie jestem sam. Zadaje sobie pytanie- czy mam uciekac, czy tez stawic czolo wszystkim wyzwaniom, ktore sa najbardziej wartosciowe i najcenniejsze w obliczu roznych zyciowych sytuacji. No i jeszcze dochodzi pewna osoba, do ktorej moje serce sie bardzo wyrywa i chce byc i bic dla niej. Mam jednak nadzieje, ze i serduszko tej drugiej osoby chce bic w rytm mojego.

Do You?

6 komentarzy

Ostatnio bardzo czesto po mojej glowce biegaja slowa piosenki Mojej ukochanej Celine Dion:have You ever been in love. Tak sobie dumam, i dochodze do wniosku, ze rzeczywiscie tak jest. Zadajac sobie pytanie, czy kiedykolwiek bylem zakochany, smialo moge powiedziec ze tak. Ostatnio jednak cos sie zadzialo. Przypomina mi to pierwsze spotkanie z Pania I. Jak mi sie wowczas wydawalo majac te hmmm X lat- kobieta mojego zycia. Pierwsze spotkanie, pierwsze spojrzenie i… pierwszy blysk w naszych oczach. No coz. Chyba i tym razem wygladalem dosyc smiesznie, kiedy mi tak oczy strzelaly iskrami, niczym latarnia morska na Helu. Hmmm wcale sie niedziwie, ze ze mna nie mozna sie zgubic, chyba ze jade samochodem w srodku zimu, kiedy nie dziala nawiew na szybe, a Ja pedze swoja limuzyna jakies 60 km na h widzac tyle co przed maska w gestej mgle.
Narzekanie wchodzi mi w krew. Chyba sie starzeje. Zawsze powtarzalem Mojej Mamie, ze w moim wieku to juz sie zbiera gwozdzie do trumny. I tu popelniam lapsus. A co jesli Ja chce byc spalony po smierci? Chyba w tym przypadku pozostaje mi chyba zbieranie na krem do polerowania urn i specjalne sciereczki niesmugawki. Ale mi sie rzucilo. Strasznie. Jak ja wogole moge o czyms takim myslec i pisac. Przeciez Moje wspaniale serduszko na nowo zaczelo bic szybciej do ……. no i niczym nastolatek jestem zdeprymowany dotykajac Jego twarzy, smakujac pocalunki i spotkania Naszych dloni. To wszystko i nie tylko to sprawia, ze az chce sie zyc. Nie wiem jak dlugo- chociaz wiem, ale nie chce teraz o tym myslec. Jeszcze nie teraz.

I znowu powrot do codziennych obowiazkow. Czasami mam wrazenie ze tydzien i week- end to zupelnie dwa swiaty. Moze to przez to, ze chodze bez berecika na glowie w taki mroz i totalnie poprzekrecalo mi sie w moim umysle jak chinska zarowka, ze takie myslenie mnie dopadlo. Ehh co za zycie. Ledwie czlowiek zaczyna dorastac a juz zaczyna umierac. Nie wnikam czy jest to sprawiedliwe czy nie, ale z drugiej strony co ma sprawiedliwosc do tego?? Niby nic ale jednak ma. Nie dziwie sie juz, dlaczego wybralem studia doktoranckie z filozofii a dopiero potem po psychologii. Czasami mam wrazenie ze takie pieprzenie- pieprzem daje niezly obraz mojej osoby. Ale co tam. Czy ja komus nakazuje mnie sluchac, ogladac, czy rozmawiac??? Ja tam moge pracowac nawet i w radiu wolna europa albo nawet jako korespondent. Bo jak zaczynam mowic to nie mozna mnie uciszyc. Nawet teraz, chcac spisac wydarzenia ostatnich dni, zajmuje mi to tyle czasu co pisanie np. Biblii Tysiaclecia. Juz sam nie wiem co jest normalne a co nie. Bo podobno nic nie jest normalne. Co za pocieszenie. Jak dobrze wiedziec, ze wszyscy sa tak samo pogieci jak ja a zarazem tak samo zdrowi. Ide po cos do picia bo mnie tak suszy jak po wypiciu butelki wina domowej roboty. Hmmm. Wlasnie. Chyba sie napije winka.

WHAT NEXT

2 komentarzy

„Nie jesteśmy wrogami, ale przyjaciółmi. Nie powinniśmy być wrogami. Chociaż pasja może się wypalić, to nie możemy zniszczyć fundamentu naszego uczucia. Tajemnicze akordy wspomnienia, będą rozbrzmiewały jeszcze głośniej, kiedy zostaną na nowo obudzone -jeśli kiedykolwiek to nastąpi, przez lepsze anioły naszej natury.”

“This could be it; I think I’m in love. It’s love this time, it just seems to fit, and I think I’m in love, this love is mine. I can see you with me when I’m older. All my lonely nights are finally over, You took the weight of the world off my shoulders- the world just goes away.
Oh when You kiss me, I know You miss me- and when You’re with me, the world just goes away. The way You hold me, the way You adore me- oh when You kiss me.
You are that one; I think I’m in love. Life has begun.
I can see the two of us together, I know I’m gonna be with You forever. Love couldn’t be any better.
I can see You with me when I’m older; all my lonely nights are finally over. You took the weight of the world off my shoulders (the world just goes away).
And when You kiss me,
I know You miss me,
Oh, the world just goes away,
When You kiss me…”

MON DIEU

9 komentarzy

Dear God.

Im bardziej wszystko sie zmienia, tym bardziej jest takie samo. Kiedys myslalem ze tak jest ze wszystkimi. Z uczuciami, czasem, przezyciami, zwierzetami, roslinami, ludzmi. Kiedy jednak patrze na to wszystko co mnie spotkalo, nie potrafie powiedziec, dlaczego moje serce pragnie wierzyc w idee, ktorymi chce rzadzic rozum. Dusza powinna byc czysta, serce wolne od niemadrego smutku a rozum… bezpieczny od niepokojow jutra. Mam wrazenie, ze kiedy pisze te slowa wiem ze nigdy juz nic, nie bedzie takie samo. Wszystko przemija. Czas plynie, ludzie umieraja i rodza sie nowi. Nie wiem czemu kazda lza, kazdy usmiech, kazde spojrzenie- gdziekolwiek skieruje swoj wzrok mowia mi, ze to juz koniec.

Ktos powiedzial, ze zycie jest zbyt krotkie by martwic sie o jutro. Ktos bliski mi mowi- ze jutro nie istnieje. Nie wiem ku czemu mam skierowac swa wiare. Rozstanie z Moim Kochanym Tygryskiem pokazalo mi, jak bardzo jestem niedoskonaly, i jak bardzo potrafie Kochac. Przegralem. Przypuszczam, ze nigdy nie bedzie juz we mnie tego wszystkiego, co w chwili rozstania umarlo. Bede tesknil za usciskami, dobrymi slowami, pocalunkami i ta iskra w oczach, ktora rozpalala ogien. Moze wlasnie dzis jest ten dzien, kiedy nalezalo by sie pozegnac. Powiedziec dobranoc i zasnac. Snic cudowny sen- i nigdy sie juz nie budzic. Teraz jest czas na podsumowanie. Moje wnioski. Tesknota jest ciezarem. Pasja sily i wolnosci, miesza sie wspolnie w zagubieniu i smutku. Kazdy poranek jest jak konczacy sie dzien, a wieczor czarna, nieokielznana otchlania. Wspomnienie slonecznych porankow, powoli traci ich rzeczywiste barwy.
Ludzie na ktorych mi zalezy sa ode mnie daleko. Moja Coreczka, Moj Najlepszy Przyjaciel, Moje Przyjaciolki, hmmm…………. Pan G, i… mezczyzna, ktory mial byc Mezczyzna Mojego Zycia.
Nic juz nie bedzie takie samo. Nie chce, i nie mam juz sil by walczyc. Kazdy moj oddech sprawia ze zyje. Sprawia tez, ze bardziej odczuwam saczacy sie z serca bol. Nie bylo by dnia, w ktorym przestalbym choc raz jeden, zadawac pytania- DLACZEGO. Po prostu nie moge.
Zapowiedz zakonczenia historii swojego zycia uwazam za podsumowanie czasu, jaki przyszlo mi dzielic z tymi ktorych KOCHAM i z tymi…. ktorzy mnie nie lubia. To jest jak pisanie lub kupowanie ksiazki. Kiedy jakakolwiek kupie, natychmiast chce znac jej zakonczenie. Zerkam predko na kilka ostatnich zdan, gdzie zazwyczaj jest napisane: I zyli dlugo i szczesliwie.
Z zyciem tak sie nie da. Teraz juz to wiem. Czasami trzeba wiedziec kiedy sie wycofac, by ktos kiedys mogl napisac: Tak. Jemu sie udalo. I choc wiele stracil, tak naprawde wygral.
Pewien KTOS powiedzial, ze( ON) nie nadaje sie do milosci. Wtedy wydawalo mi sie to malo prawdziwe- by On, taki czarujacy, przystojny, szalenie inteligentny, niezwykle blyskotliwy i bardzo wrazliwy przezywal cos, czego nie powinien przezywac nikt. A jednak tak sie dzialo. Doskonale pamietam wszystkie wieczory, dlugie niekonczace sie noce i ciagle rozmyslania o tym, co wydarzylo sie w ciagu dnia. O rozmowach jakie potrafilismy prowadzic przez niezliczona ilosc godzin. Tematach jakie poruszalismy. Wnioskach, jakie same wyplywaly w trakcie godzinnych konwersacji. Kazdego dnia, dziekowalem Bogu za Mojego Kochanego Tygryska- widocznie nie dosc mocno. Sam juz nie wiem, gdzie popelnilem blad. Wiem jednak, ze drzemie we mnie ogromna potrzeba, ogromna sila ucieczki. Do niedawna wydawalo mi sie, ze bede mial partnera w ta niezwykla podroz. Teraz jednak, kiedy samotnosc i opuszczenie zaglada w moje oczy, droge wyznaczaja mi lzy.
Wciaz chodzi mi po glowie pewien tekst, ktory napisalem Mojemu Kochanemu Tygryskowi w pozegnalnej kartce ponad rok temu, przed wyjazdem do Holandii:
„Po raz pierwszy odczuwam, ze bicie serca odmierza uplyw czasu. Kazda sekunda zlowieszczo rozbrzmiewa w mojej piersi. Tajemnice przyszlosci, niegdys tak odlegle i nierealne, staly sie teraz przerazajaco jasne i bliskie. Nieznane w okresie dojrzewania, objawily sie wraz z jego przemijaniem.
Mam uczucie, ze piszac te slowa pozbywam sie ciezaru. Ze czytajac je, przejmiesz ich ciezar, bo tylko Tobie nauczylem sie ufac w MILOSCI. Chce bys ujrzal glebie mej duszy. Odnalazl tam wspomnienia ktore sa i Twoja wlasnoscia. Sa Toba. Jest to dla mnie pociecha w chwili, gdy wspolne zycie wymyka mi sie z rak, i slabnie nadzieja na dalszy ciag podrozy, ktora rozpoczelismy tak niedawno. Twoje przekonanie w MILOSC, sens Kochania utwierdzilo Moja niepewna wiare. Dales mi sile, ktora jest mi teraz tak potrzebna, gdy stoje przed Toba zasmucony w nadzieji, ze wybaczysz mi iz nie bede Ci towarzyszyc w dalszej drodze.”

Nadal tesknie. Staram sie jakos byc zajety ale to z trudem mi wychodzi. Co prawda ostatnie dni uplywaja mi pod znakiem filmow porno ale jakos uplywaja. Zastanawiam sie, czy moze i Ja moglbym wystapic w takim filmie. Byloby ciekawie. Ja, gwiazdor…. ale jazda.
Kilka dni temu, udalem sie do Urzedu Pracy. Chcac poprawic statystyke bezrobotnych, wymyslilem sobie ze zapisze sie na jakis kurs doszkalajacy. Jakze nisko i glupio sie poczulem, kiedy to pani urzedniczka powiedziala, ze moje wyzsze wyksztalcenie mnie dyskwalifikuje w tym programie. Zapytalem wiec czyzbym byl za madry??? A ona odpowiedziala ze nie spelniam kryterium nr 1. Ale glupota. Na koniec powiedzialem jej ze milo by bylo zostac np. psychologiem- cukiernikiem. Nic nie odpowiedziala. Widocznie byla po kursie, gdzie ja nauczyli ignorowac kasliwe uwagi niesfornych petentow. Ale… pojawila sie szansa na stypendium dla mnie w wysokosci……. 6 zlotych – chyba brutto. Stwierdzila jednak ze to mnie chyba nie interesuje- a ja odparlem: Prosze pani, przynajmniej bede mial na bulke. I znowu nic nie odpowiedziala. Co za ironia.

Nie pomoglo nic. Poltora miesiaca staran bez rezultatow. Moj zwiazek z Moim Kochanym Tygryskiem sie zakonczyl. Moje cierpienie i tesknota za Nim- nie. Duzo placze. Nie umiem sie pozbierac. Jak na ironie uslyszalem od kogos- Hej, wez sie w garsc! Jestes przeciez psychologiem i nie umiesz sobie poradzic z soba??? To mnie dobilo jeszcze bardziej. Psycholog to nie swieta krowa od duszy. Sam tez ma problemy.
Moje zycie doslownie leglo w gruzach. Pan G. jest w szpitalu, Moja coreczka wrocila juz do Austrii i to tyle. Po za tym, ze Moj wspanialy ojciec wzial kredyt na kompa i juz stoi u mnie w pokoiku. Teraz czekam na faceta od neta. Moze do dwoch tygodni podlaczy mnie wreszcie. Bo prawie caly grudzien dreptalem do niego by przylazl i wreszcie dorwalem go 30 grudnia. Obiecal przyjsc dzisiaj- zobaczymy jak bedzie.

Pamietam, jak na poczatku wrzesnia zeszlego roku, Moj najlepszy przyjaciel wyjezdzal do Kalifornii na studia doktoranckie, powiedzialem do niego: Czuje, ze trace dwoch najwazniejszych mezczyzn w moim zyciu. Mezczyzn ktorych Kocham. Wtedy On odparl: Juz niedlugo sie spotkamy. I tak sie stalo.
Chcial nawet, bym przyjechal do niego do Stanow. Powiedzialem, ze zobaczymy sie w lutym lub marcu. Ja juz wiem, ze nie dotrzymam tej obietnicy. Niestety to, co przeczuwalem odnosnie Mojego Kochanego Tygryska- taki juz zawod WIEDZMENA, stalo sie prawda.
Moj Kochany Tygrysek powiedzial, ze jesli wyjade do stanow to juz koniec. Wzialem sluchawke, wykrecilem numer i powiedzialem: Dzien dobry. Tu M. Chcialem odwolac swoj wyjazd do stanow. Powody- osobiste. To wszystko.
Nie wiem czy dobrze zrobilem. Teraz mam studia, przygotowuje sie do pracy, planuje wyjazd do australii na stale. Szkoda tylko ze bez…..
Nie wiem Kochanie czy bedziesz to czytal. Przypuszczam ze nie, bo teraz Cie i tak juz nie obchodze- ale gdyby, to wiedz, ze Bardzo Cie Kocham. Nie wymaze z pamieci poltora roku. Czasu, ktory byl wspanialym okresem w Moim zyciu. Dziekuje Ci za wszystko. Nothing compares 2 U. Nothing…


  • RSS